Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (39 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (34 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (29 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 6 .Górnik Zabrze (27 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (26 pkt.)
  • 8 .Lech Poznań (25 pkt.)

Wiceprezes Lecha Poznań: Gramy o pełną pulę

Wiceprezes ds. sportowych Lecha Poznań Piotr Rutkowski wierzy w mistrzostwo kraju i liczy, że cierpliwość oraz zaufanie wobec szkoleniowca Mariusza Rumaka zostanie wynagrodzone za kilka tygodni. Z niesmakiem podchodzi do trenerskiej karuzeli w polskiej piłce.

Lech zakończył rundę zasadniczą na drugim miejscu i gdyby nie reforma rozgrywek, drużyna ponownie zostałaby wicemistrzem kraju. Gdyby można było decydować, czy grać dalej, czy zostać przy tym, co zespół osiągnął, co pan by wybrał? Bo przecież po podzieleniu punktów łatwo też spaść poza podium.

Reklama

Piotr Rutkowski: Gramy o pełną pulę, o mistrzostwo. Można to porównać do sytuacji na boisku. Jeśli zespół prowadzi 1-0, to może bronić wyniku lub atakować i zdobyć drugą bramkę. My atakujemy. Na pewno nie obracamy się za siebie, nie patrzymy też, co zrobi lider. Wiemy, że jesteśmy "w gazie", wiosna jest, i wierzę, że nadal będzie, nasza. Zawodnicy dobrze wyglądają, a ostatnie mecze pokazały, że Lech jest w formie. Nie wszystko zależy od nas, więc liczę również na trochę szczęścia.

Jak patrzy pan na reformę ligi? Gdy ją wprowadzano, dominowały wyłącznie krytyczne głosy. Dziś jest już trochę inaczej, coraz więcej pojawia się jej zwolenników.

- Na pełną ocenę reformy przyjdzie czas po rozgrywkach. Dla mnie najważniejsze zawsze było granie większej ilości meczów o stawkę. To dobre dla zawodników, dla ich rozwoju. Wzrosła także atrakcyjność ligi, mecze są ciekawsze, a przed startem rundy finałowej czuć emocje. Teraz trzeba grać, a nie zastanawiać się, czy więcej mamy plusów czy minusów, zwłaszcza że przed sezonem wszyscy wiedzieliśmy, jak liga będzie wyglądać.

Reforma wiąże się z większą liczbą spotkań i przychodem z tzw. dnia meczowego. To duży wpływ do klubowej kasy?

- Nie patrzymy na rundę finałową przez pryzmat finansów. Na pewno po sezonie pochylimy się nad tym i ocenimy, czy faktycznie przyniosło nam to wymierne korzyści. Z drugiej strony widzę wyczekiwanie wśród kibiców, którzy nie mogą doczekać się kolejnych meczów. W ciągu czterech dni sprzedaży kupili ponad 4 tysiące karnetów.

Trener Mariusz Rumak, podobnie zresztą jak piłkarze, był często pod obstrzałem krytyki. Media wielokrotnie go już zwalniały. Czuję pan satysfakcję, że nie poddaliście się presji i szkoleniowiec wciąż kieruje zespołem.

- Chciałbym, żebyśmy satysfakcję czuli wszyscy i to przede wszystkim za siedem kolejek. Oczywiście, jako kibice przeżywamy mecze i po pierwszym gwizdku emocje biorą górę nad racjonalnym myśleniem. Ale też nie wtedy podejmujemy kluczowe dla klubu decyzje. Nie było tematu zwolnienia trenera, widzieliśmy jego codzienną pracę, pracę sztabu i piłkarzy. Byliśmy przekonani, że Lech posiada zespół z potencjałem i że w końcu "odpali".

Patrząc na inne kluby, władze Lecha są wyjątkowo cierpliwe?

- Stawiamy na kontynuację, realizację wizji i filozofii. Nasza strategia jest jednoznaczna z tym, co chce z klubem osiągnąć trener. Tak jak w każdym zawodzie potrzeba czasu, żeby udowodnić swoją wartość. Ten czas dostał od nas trener Rumak.

Nie jest więc prawdą, że golem w doliczonym czasie gry w meczu z Podbeskidziem Mateusz Możdżeń uratował posadę szkoleniowca?

- To był chwytliwy tytuł prasowy. Tak jednak nie jest. Zespół po zakończeniu sezonu ma być na podium, zakwalifikować się do pucharów. To zadanie dla trenera i drużyny. Nie powinniśmy zakłócać tego projektu w trakcie jego trwania.

Brzmi to całkiem rozsądnie, ale jednak wiele klubów podąża inną drogą. W tym sezonie mieliśmy już 14 roszad na stanowisku trenera.

- I co one dały? Może zadziałało to w Ruchu Chorzów, ale to tylko jeden przypadek. Trudno mi oceniać zmiany w tych klubach, decyzje ich prezesów, bo nie wiem, jak tam wygląda praca sztabu. Być może były one uzasadnione. Jednak czy wiecznie kręcąca się karuzela trenerska służy klubom? Mam spore wątpliwości, ale każdy odpowiada za siebie. W Lechu wiemy, że żeby zobaczyć efekty pracy, potrzeba czasu. Z drugiej strony inną kwestią jest zwolnienie trenera, a inną wybór jego następcy. Decyzje o zmianie często podejmowane są szybko, z przypadku, bo jakiś trener jest wolny i nie pracuje. Niewielu w ostatnim czasie było szkoleniowców, którzy pracowali z klubami dłużej, niż sezon.

Poznański klub bardzo ostrożnie wydaje pieniądze na nowych graczy. Kontrakty też nie są najwyższe w polskiej lidze. Można powiedzieć, że piłkarze do Lecha nie przychodzą "dla kasy"?

- Wydajemy ostrożnie, bo ani nas nie stać na szastanie pieniędzmi, ani nie jest to rozsądne. Zależy nam na tym, żeby każdy kto pracuje w Lechu, czuł atmosferę tego klubu, wpisał się w określoną wizję rozwoju. Dlatego w Poznaniu nigdy nie zagrają gwiazdy "odcinające kupony" od swojej sławy. Tacy zawodnicy nie są nam potrzebni, bo wybierają klub tylko "dla kasy". Wiem, że nowoczesny futbol się zmienia, ale znaleźliśmy swoją drogę rozwoju i nią podążamy. My chcemy, żeby piłkarz, który gra w Lechu, widział możliwość rozwoju, aby ciągle zachował ambicje i chęć walki.

A nie jest tak, że w Lechu brakuje właśnie gwiazd czy przynajmniej indywidualności pokroju Roberta Lewandowskiego czy Artioma Rudniewa?

- Mamy zawodników, którzy idą w ślady swoich poprzedników. To choćby Łukasz Teodorczyk czy Gergo Lovrencsics. Dla nich kibice przychodzą na stadion, bo wiedzą, że wkrótce będą mogli ich zobaczyć na boiskach Premiership lub Bundesligi.

Czyli Lech nie kupuje gwiazd, ale je kreuje.

- Takie jest nasze miejsce w Europie. Będziemy kreować gwiazdy, a większe kluby pewnie będą je za jakiś czas kupować. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że nie stać nas na kupowane zawodników po pięć milionów euro. Musimy to nadrabiać świetnym skautingiem i wychowywaniem piłkarzy w Akademii Lecha.

Lech jest chwalony za skauting. Wyznaczacie też czasami nowe kierunki poszukiwań, jak choćby Skandynawia. Faktycznie jest to mocny dział klubu?

- Wiem, że akurat nasz skauting funkcjonuje inaczej. Patrząc na transfery innych klubów... można zobaczyć mgłę. W Lechu wolimy wydać kilkaset tysięcy na poszukiwania dobrych zawodników i zminimalizować ryzyko niż kupić piłkarza, bo jest okazja. W czerwcu dziennikarze będą mogli podsumować transfery zawodników do ligowych klubów, które były hucznie przed rokiem ogłaszane. Ich skuteczność jest pewnie mniejsza, niż 50 proc.

W Lechu jest większa?

- Staramy się, choć nie wszystko nam jeszcze wychodzi. Życzyłbym kibicom polskiej piłki, abyśmy w klubach odeszli wyłącznie od myślenia krótkofalowego. W Poznaniu wzmacniamy zespół nie na sezon, a na lata. Tymczasem trener polskiego klubu myśli tylko o sobocie, bo w poniedziałek może już tam nie pracować.

Rozmawiali Mateusz Szymandera i Marcin Pawlicki

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama