Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (52 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (44 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (40 pkt.)
  • 4 .Piast Gliwice (37 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (37 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (34 pkt.)
  • 7 .Warta Poznań (33 pkt.)
  • 8 .Górnik Zabrze (32 pkt.)

Warta – Lech 1-2. Dariusz Żuraw o wygranej - fuks czy nie?

Trener Lecha Poznań Dariusz Żuraw nie ukrywał, że w ostatniej akcji spotkania jego drużynie dopisało szczęście. – Widać jednak było, że każdy zawodnik, który wbiegł w pole karne, chciał tę bramkę zdobyć – podkreślał.

Sędzia Jarosław Przybył doliczył trzy minuty do drugiej połowy i ten dodatkowy czas powoli się już kończył. Gdy zostało osiem sekund, Milić niemal z linii środkowej zagrał daleką piłkę w kierunku pola karnego Warty. Tam futbolówkę zbił głową Mateusz Kupczak, ale prosto pod nogi Jana Sykory, który też bez zastanowienia zagrał przed siebie. Prosto do Pedra Tiby, który był 17 metrów przed bramką Adriana Lisa. Portugalczyk próbował kiwać rywali, ale w porę nogę wstawił Michał Jakóbowski. Piłka potoczyła się sześć metrów, tam gdzie stał Alan Czerwiński. W tym momencie skończyła się trzecia już doliczona minuta. Gdyby Jakóbowski miał więcej szczęścia i posłał futbolówkę 10, może 15 metrów dalej, sędzia Przybył zakończyłby spotkanie. A tak wciąż trwała groźna akcja Lecha w okolicy pola karnego Warty. Czerwiński zagrał na prawo do Michała Skórasia, ten dośrodkował do zamykającego akcję na dalszym słupku Sykory. Czech skiksował, trafił prosto w Lisa, piłka została w "piątce" przed bramką gospodarzy. Dopadł do niej Bartosz Salamon, ale trafił prosto w bramkarza. Znów jednak "Kolejorz" miał szczęście, bo tym razem we właściwym miejscu był Tiba. On nie uderzał na siłę, przesunął się w lewo, a później kopnął do siatki między rywalami. Była wtedy 93. minuta i dziewiąta sekunda, Warcie zabrakło jednego skutecznego wybicia... Gra nie została już wznowiona.

Reklama

Właśnie dlatego trener Żuraw podkreślał po spotkaniu, że jego drużynie - owszem - dopisało szczęście, ale i każdy z piłkarzy w polu karnym Warty dążył do tego trafienia. - Gratuluję zespołowi, bo tydzień temu zdołał przerwać złą passę, a dziś zdołał odwrócić losy meczu. Mam nadzieję, że teraz pójdzie już tylko lepiej - mówił Żuraw.

Lech Poznań wcale nie grał dobrze

Lech nie grał w tym spotkaniu dobrze, nie grał nawet średnio. Był słaby, nie potrafił znaleźć sposobu na defensywnie ustawioną Wartę. - Mecz był trudny, ale takiego się spodziewaliśmy. Wiedzieliśmy, że będziemy musieli prowadzić grę przeciwko dobrze zorganizowanemu rywalowi. Mieliśmy w pierwszej połowie sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy. A Warta zaraz po przerwie zdobyła bramkę i mogła grać to co lubi, cofnęła się, liczyła na kontry - podkreślał szkoleniowiec Lecha. Żuraw przyznał, że prowadzenie akcji środkiem było niezwykle trudne, bo tam Warta świetnie rozbijała ataki Lecha. "Kolejorz" coraz częściej dogrywał więc piłkę na boki i wrzucał w pole karne. Dzięki temu zdobył zresztą obie bramki. Kluczowe były zmiany Żurawia - pierwsze trafienie padło po wrzutce Wasyla Krawiecia,  przy drugim dośrodkowaniem popisał się Skóraś. Aby w powietrzu było łatwiej, szkoleniowiec na chwile wprowadził do ataku wysokiego stopera Bartosza Salamona. - Bartek bardzo dobrze gra głową, a my szukaliśmy już wtedy dośrodkowań. To przyniosło efekt - powiedział trener Lecha. - Mogę tylko pogratulować determinacji chłopakom, bo odwrócili losy meczu, a tego dawno nie zrobiliśmy. I szczególnie cieszy, że stało się to w meczu derbowym - zakończył szkoleniowiec wicemistrza Polski.

Już we wtorek o godz. 20.30 Lech zagra w ćwierćfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa. Transmisja w Polsacie Sport i na platformie IPLA.

Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Warta Poznań | piłka nożna | Ekstraklasa | Dariusz Żuraw

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje