Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (22 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (17 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (15 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

Waleczny Lech wstydu nie przyniósł

Cztery gole, nieoczekiwane zwroty akcji, spore tempo gry i horror w końcówce - tak wyglądał pierwszy mecz w fazie grupowej Pucharu UEFA "Kolejarza". Lech w dobrym stylu zremisował z AS Nancy 2:2. Zobacz zapis relacji na żywo w INTERIA.PL!!

Przeżyj to jeszcze raz! Mecz na gorąco!

Reklama

Piłkarsko to Francuzi byli lepsi. Pod względem twardości i szybkości przewyższali to, co na co dzień widzimy w rodzimej ekstraklasie. Lech grał jednak z ułańską fantazją i przy wsparciu niesamowitego dopingu, który dodawał piłkarzom skrzydeł z mocą wiatru wiejącego w czwartkowy wieczór na Bułgarskiej.

Trener Francuzów Pablo Correa przebudował wyjściową "jedenastkę" w porównaniu z ostatnim meczem ligowym, jakby chciał się skryć za podwójną gardą i liczyć na polubowne rozstrzygnięcie. Tymczasem Nancy natarło. Na prawym skrzydle szalał Issair Dia, wspomagał go Malonga. "Kolejorz" w obronie popełniał błędy: Ivan Turina nie rozumiał się z Bartoszem Bosackim, goście za darmo dostawali rzut rożny.

Nic nie wskazywało na to, że stanie się to, co nastąpiło w 5. min: Semir Stilić dograł do Sławomira Peszki, a ten urwał się obrońcy i strzałem z 10 m ze spokojem killera pola karnego zdobyła gola! Stadion oszalał, wydawało się, że "Kolejarz" pójdzie za ciosem. Tymczasem sam dostał mocnym podbródkowym: po akcji lewą flanką Bartosz Bosacki nie przeciął podania, więc Francis Malonga wyrównał uderzeniem z bliska.

Szybko stracony gol na 1:1 mógł zdeprymować gospodarzy, ale przewrotnie, po nim to poznaniacy opanowali środek boiska. I nie minął kwadrans, jak znowu stało się coś niewytłumaczalnego. Jakby w polu karnym Nancy zagościła siła nieczysta z Wolandem na czele. Z rzutu wolnego niemal z połowy boiska Stelić posłał wrzutkę w pole karne. Piłka jeszcze nie doleciała na miejsce, a on już wiedział, że przesadził z siłą uderzenia. Dlatego Bośniak żachnął się ze złością. Sekundę później cieszył się jak dzieciak!!! Wszystko dlatego, że Gennaro Bracigliano złapał piłkę zmierzającą pod poprzeczkę, ale po to, by wpaść z nią do bramki. Zauważył to sędzia liniowy i natychmiast zasygnalizował głównego, co się stało. Pavlowi Balajowi pozostało tylko uznać gola.

- Absolutnie nie strzelałem. To było dośrodkowanie, ale takie sytuacje się zdarzają - komentował Stilić. - Cieszyłbym się, ale radość popsuł nam Zerka.

Bracigliano wiedział, że popełnił być może błąd życia, więc pobiegł do sędziego szukać sprawiedliwości: "Panie sędzio, nie było gola, miałem ją w rękach!" - bajerował. W uznaniu za walory aktorskie dostał żółtą kartkę.

Prowadzenie, zdobyte niejako za darmo nie mogło uśpić Lecha. Nie pozwolili zresztą na to kibice, którzy domagali się kolejnych trafień. Rozstrzygnąć o wszystkim mógł Robert Lewandowski, który tuż po wejściu na boisko dostał świetne podanie od Jakuba Wilka. "Lewy" jednak przestrzelił. Nie dał dobrej zmiany również z innego powodu. W 82. min młody wilczek Franza Smudy wywrócił się na środku boiska. 90 procent naszych sędziów ligowych podyktowałoby pewnie wolnego, ale w Europie gra się o wiele twardziej. Rumun nakazał grać dalej. Poszły dwa podania, obrona zgubiła krycie Monsefa Zerki, który ładnym, technicznym strzałem w długi róg wyrównał. Turina nie dał rady.

Chwilowa konsternacja. Lech szybko pozbierał się i próbował zadać jeszcze jeden cios. I wymarzoną okazję miał Rengifo, który niemal w ostatniej sekundzie po kolejnym prezencie Bracigliano (zostawił pustą bramkę, a piłki po wrzucie z autu nie złapał) nie trafił do "pustaka".

Ten remis nie przybliża Lecha do wyjścia z grupy, ale pokazuje jeszcze raz (po pokonaniu przez Polaków Czechów), że nasi piłkarze potrafią. Zwłaszcza zasileni tej klasy obcokrajowcami, co Stilić, czy Arboleda.

Mecz trzymał w emocjach do końca, atmosfera na Bułgarskiej była wspaniała i nawet nie raziły kopary stojące na rozkopanym placu budowy trybuny numer "jeden". Dopiero godzinę po meczu człowiek zdawał sobie sprawę z tego, że na wietrzysku przeziąbł do szpiku kości. Zdanie, które polecamy jako motto polskim ligowcom wypowiedział Jakub Wilk: - Nancy nam pokazało, jak się gra w piłkę, zwłaszcza jeśli idzie o stopień waleczności. Jeszcze bardziej musimy na tym bazować, do gry wkładać jeszcze więcej walki!

Michał Białoński, Maciej Borowski Poznań

Lech Poznań - AS Nancy 2:2 (2:1)

Bramki: dla Lecha - Sławomir Peszko (5), Semir Stilić (22-wolny); dla Nancy - Francis Malonga (10), Monsef Zerka (82).

Lech: Ivan Turina - Grzegorz Wojtkowiak, Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Ivan Djurdjević - Sławomir Peszko (79. Robert Lewandowski), Dimitrije Injać (64. Tomasz Bandrowski), Rafał Murawski (90. Dawid Kucharski), Semir Stilić, Jakub Wilk - Hernan Rengifo.

Nancy: Gennaro Bracigliano - Jean Calve, Abdeslam Ouaddou, Andre Luiz, Jonathan Brison - Issiar Dia, Benjamin Gavanon (69. Pascal Berenguer), Julien Feret, Alfred Ndiaye (63. Joel Landry), Francis Malonga (87. Helder) - Monsef Zerka.

Żółte kartki: Sławomir Peszko (Lech); Gennaro Bracigliano, Andre Luiz (AS Nancy). Sędziował: Pavel Balaj (Rumunia). Widzów: 22 tys.

Dowiedz się więcej na temat: boiska | sławomir | mecz | W dobrym stylu | nancy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje