Reklama

Reklama

W Lechu pamiętają porażki Jagiellonii i Wisły

Musimy wykorzystać atut własnego boiska, rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść i nie stracić bramki. Na pewno nie rzucimy się na nich, bo to mogłoby zachwiać równowagę drużyny - powiedział trener Lecha Poznań Mariusz Rumak przed spotkaniem 1. rundy Ligi Europejskiej z Żetysu Tałdykorgan (czwartek godz. 20).

Lech w rywalizacji z Kazachami jest zdecydowanym faworytem. Niepewność wywołuje tylko w Poznaniu wątła wiedza o drużynie rywali. - Po losowaniu nie wiedzieliśmy o nich nic, teraz jesteśmy w innej sytuacji. Udało nam się zorganizować taśmy z trzech spotkań z kwietnia i maja. Wiadomo, że abyśmy mieli pełną wiedzę, trzeba taki zespół zobaczyć osobiście. W tym przypadku nie mieliśmy jednak takiej możliwości - mówił trener Mariusz Rumak.

- Oglądaliśmy skróty ich spotkań, ale mądrzejsi będziemy dopiero po pierwszym meczu. Wiemy, że mają dobrego wysokiego chłopaka, który im zgrywa piłki na bok - dodał bramkarz Krzysztof Kotorowski.

Reklama

Na stadion przy ul. Bułgarskiej na pewno przyjdzie ponad 20 tysięcy widzów. Do dzisiejszego popołudnia klub sprzedał ponad 16 tysięcy wejściówek, a sporo ich schodzi zwłaszcza w dniu meczu. Kotorowski wreszcie pozytywnie wypowiadał się o murawie: - Na oko wygląda bardzo dobrze, jak chyba nigdy wcześniej. Chcemy grać w piłkę, ofensywnie i do przodu, więc mam nadzieję, że będzie nam sprzyjała - powiedział bramkarz Lecha.

Kotorowski nie lekceważy rywali, ale nie jest też szczególnie zestresowany. - Pamiętamy porażki Wisły czy Jagiellonii z drużynami ze wschodu, musimy być uważni. Każdy w Europie potrafi już grać w piłkę. Dobrze, że to pierwsze spotkanie, bo każdy z nas wyjdzie zagrać na maksa. To inauguracja, będzie świetny stadion i sporo kibiców. Chcieliśmy grać w Lidze Europejskiej, musimy więc teraz zrobić to co do nas należy i awansować dalej - powiedział najstarszy piłkarz "Kolejorza".

- Każdy zespół startujący w pucharach stara się dorównywać tym z góry. W Żetysu jest wielu piłkarzy z Bałkanów, a oni są stworzeni do gry zespołowej. Nie jest tak, że przyjechał zespół z Kazachstanu i nagle wielki Lech ogra go z marszu. Musimy być skoncentrowani, ale wierzę, że spokojnie awansujemy - mówił Rumak.

Kazachowie zdecydowali się na przylot do Polski już we wtorek, lecieli samolotami rejsowymi przez Kijów do Warszawy. Do Kazachstanu polecą dopiero w sobotę. Czy tak długi pobyt w innej strefie czasowej nie wpłynie źle na organizmy rywali lechitów? - To się okaże jutro. Jestem wdzięczny swojemu zarządowi, bo wydał potężne pieniądze na idealną organizację naszego wyjazdu. Od strony organizacyjnej wszystkie moje prośby i sugestie zostały spełnione - ocenił Rumak.

Andrzej Grupa

Lech czy Żetysu? Głosuj!

Liga Europejska - zobacz zestaw par i terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL