Reklama

Reklama

Teodorczyk wiedział, że był spalony? Po meczu Zawisza - Lech

- Czujemy się trochę oszukani - stwierdził po spotkaniu z Lechem Poznań pomocnik Zawiszy Bydgoszcz Kamil Drygas. Jego zespół zremisował 2-2, a jedna z bramek dla rywali padła ze spalonego.

Mecz Zawiszy z Lechem był godnym podsumowaniem rundy jesiennej w wykonaniu tych drużyn. Na brak emocji nie można było narzekać, piłkarze oddali w sumie blisko 40 strzałów. Wszystkie gole padły po bardzo ładnych, kombinacyjnych akcjach, choć ten na 2-1 dla "Kolejorza" nie powinien zostać uznany. 

Kasper Hamalainen był na spalonym, zanim jeszcze odegrał piłkę do Łukasza Teodorczyka, który również "spalił". Na dodatek w końcówce pierwszej połowy Manuel Arboleda ściągnął do parteru Bernardo Vasconcelosa, ale arbiter Paweł Gil tego nie dostrzegł.

Reklama

- Czujemy się trochę oszukani, bo dwa spalone i niepodyktowany karny muszą powodować takie uczucie. Pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę, ale nie wystarczyło to do zwycięstwa. Żałuję, bo chciałem pokonać Lecha i strzelić gola - mówił po meczu Kamil Drygas. Pomocnik Zawiszy sezon rozpoczął w Lechu, ale trener tej drużyny Mariusz Rumak nie widział go w składzie. Lech sprzedał więc Drygasa, który w Zawiszy ma pewne miejsce na środku pomocy.

Lechici po meczu raczej byli zadowoleni z wyniku i trudno im się dziwić. W drugiej połowie Zawisza był zespołem lepszym, miał okazje do strzelenia zwycięskiego gola.

- Remis jest jednak sprawiedliwy - uważa mimo wszystko Łukasz Teodorczyk, zdobywca dwóch bramek. - Oba zespoły miały sytuacje, ale odczuwamy pewien niedosyt. Dwa razy prowadziliśmy na wyjeździe, a jednak nie mamy kompletu punktów. A ten spalony przy drugim golu? Mnie też się tak wydawało, dlatego patrzyłem na sędziego. W momencie uderzenia to mnie jednak nie interesowało. Cieszę się, że mam 10 goli - dodał wychowanek Wkry Żuromin.


W Lechu cieszą się, że wreszcie liga się skończyła i kilku piłkarzy może wyleczyć urazy. W spotkaniu z Zawiszą boisko po kontuzjach opuścili Manuel Arboleda i Łukasz Trałka.

- Mięsień Manuela nie pracował tak jak powinien. To raczej nic poważnego, ale nie chcieliśmy ryzykować, by wypadł mu początek okresu przygotowawczego - ocenił Mariusz Rumak, trener Lecha. W połowie stycznia gotowy powinien być także Rafał Murawski, który w poniedziałek przeszedł artroskopię kolana.

W Lechu ukryto jednak ten fakt, a szkoleniowiec wicemistrza Polski uważa za sukces to, że informacja nie wypłynęła z klubu. - Kiedy zostałem trenerem Lecha, to mieliśmy problem z komunikacją. Nasza szatnia się bardzo szybko otwierała i pewne rzeczy wychodziły na zewnątrz. Brak informacji o zabiegu Rafała to sukces zespołu, który się uszczelnił - mówił Rumak.

Autor: Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL