Reklama

Reklama

Szokujące odejście Macieja Skorży. Lech walczył o trenera

Sprawy rodzinne przeważyły o tym, że Maciej Skorża zrezygnował z pracy w Lechu Poznań, choć klub walczył o to, by w sobotę szkoleniowiec mistrza Polski mógł wznowić przygotowania drużyny do kolejnego sezonu. - Nie była to łatwa decyzja, ale innej po prostu nie mogłem podjąć - napisał Skorża.

Zaledwie 16 dni temu Skorża cieszył się na wypełnionym stadionie przy ul. Bułgarskiej z mistrzostwa Polski wywalczonego na stulecie klubu. On ten sukces w Poznaniu osiągnął już siedem lat temu, ale teraz chciał powalczyć o coś więcej, o historyczny awans do Ligi Mistrzów. W poniedziałek wieczorem, tuż przed godz. 22, klub ogłosił, że to koniec ich współpracy.

Maciej Skorża: Przyczyny osobiste, życiowe

Sprawy osobiste, które spowodowały taką, a nie inną decyzję trenera, nie są związane bezpośrednio z nim, ale z jego rodziną. Ostatnio się nasiliły, Maciej Skorża sam nie wiedział, co robić. Po mistrzostwie Polski miał dwa tygodnie na przemyślenie sprawy, w poniedziałek wszystko się rozstrzygnęło. O sprawie wiedziało zaledwie kilka osób z władz klubu, dopiero po godz. 21.30 Skorża poinformował swoich asystentów. Chwilę później klub przekazał wiadomość na stronie internetowej. - Poprosiłem władze klubu o rozwiązanie obowiązującej umowy. Niestety z przyczyn osobistych, życiowych nie mogę kontynuować swojej pracy w Kolejorzu. Nie była to łatwa decyzja, ale innej po prostu nie mogłem podjąć - napisał Maciej Skorża.

Piotr Rutkowski: Maciej Skorża mógł liczyć na nasze wsparcie

 Dla Lecha to bardzo trudna sytuacja, bo już w sobotę badaniami medycznymi klub rozpocznie przygotowania do kolejnego sezonu. Najbliższa runda będzie bardzo krótka, ale i intensywna, bo jeśli Lech zakwalifikuje się do fazy grupowej któregokolwiek z pucharów, rozegra do 13 listopada aż 34 spotkania. Trenerzy nie będą mieli czasu na prowadzenie normalnych zajęć - piłkarze będą grać lub podróżować. Zapewne to też miało wpływ na decyzję szkoleniowca, choć Lech proponował mu możliwość wyjazdu do rodzinnego domu w każdej chwili. Współwłaściel klubu Piotr Rutkowski, cytowany przez klubową stronę: - Trener Maciej Skorża podzielił się z nami swoją sytuacją. Mógł liczyć na pełne wsparcie od wszystkich osób w klubie w trakcie tego niezwykle wymagającego mistrzowskiego sezonu, a także w ostatnich dniach, kiedy pierwszy raz nam zasygnalizował, że chciałby zrezygnować. Staraliśmy się znaleźć wtedy takie rozwiązanie, które pozwoli mu kontynuować pracę w Lechu - mówi. I dodaje: - Wielokrotnie w ciągu ostatnich kilku dni rozmawialiśmy i wierzyliśmy, że to się uda. Z ogromnym żalem i wręcz ogromnym szokiem, przyjęliśmy więc poniedziałkową ostateczną decyzję Maćka o tym, że musi nas opuścić. 

Karol Klimczak: Mamy nadzieję na kolejny rozdział naszej współpracy

 Maciej Skorża, choć niemal całe swoje życie związał z futbolem, rezygnuje w tej chwili nie tylko z pracy w Lechu, ale w ogóle w piłce. - Chciałbym bardzo mocno podziękować prezesom Piotrowi i Karolowi, dyrektorowi Tomkowi Rząsie i innym moim współpracownikom, a także piłkarzom, którzy wykonali na boisku fantastyczną pracę, za to jak mnie wspierali w ostatnim czasie, było to dla mnie ogromnie wzruszające. I pokazuje, że Lech to coś więcej niż klub - napisał Skorża, który prosił też poznańskich kibiców o zrozumienie jego sytuacji. - Nie jest to dla nas łatwa sytuacja, akceptujemy ją jednak, bo wiemy co w życiu jest najważniejsze. Wierzymy jednak, że nie mówimy trenerowi "żegnaj", ale do zobaczenia. I że historia Maćka oraz lechowej rodziny będzie miała jeszcze swój kolejny rozdział - stwierdził prezes Lecha  Karol Klimczak.

Rafał Janas zastąpi Macieja Skorżę?

Nazwisko nowego trenera zostanie podane w najbliższych dniach. Bardzo możliwe, że przynajmniej w najbliższym okresie będzie to współpracownik Skorży, czyli Rafał Janas. Ma odpowiednie uprawnienia, czyli licencję UEFA PRO, a w ostatnich miesiącach wiele wnosił do pracy sztabu. Cieszył się też ogromnym zaufaniem byłego już szkoleniowca.

Reklama

CZYTAJ TEŻ: Ojciec usiadł na boisku, wiedział, że to koniec. Syn grał 10 lat krócej. Rafał Janas opowiada swoją historię

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL