Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (19 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (16 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (14 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (14 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (13 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (13 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)

Rumak sam nie zrezygnował. Zwolni go właściciel Lecha?

Mariusz Rumak nie podał się do dymisji po kompromitacji w Lidze Europejskiej i odpadnięciu w dwumeczu z islandzkim Stjarnan Gardabaer. Decyzja w sprawie jego dalszej pracy zapadnie w piątek. Po spotkaniu odpowiedzialność za klęskę wzięli na siebie piłkarze.

Oficjalny program przygotowany z okazji spotkania Lecha ze Stjarnan przedstawiał na okładce trenera drużyny z Poznania Mariusza Rumaka. "Setny mecz Mariusza Rumaka w Lechu" - głosił tytuł. Do tego są statystyki: 54 zwycięstwa, 19 remisów oraz 26 porażek. Ta dzisiejsza ze Stjarnan jest z pewnością najbardziej wstydliwa, ale też może być najbardziej opłakana w skutkach dla dalszych losów klubu.

Reklama

Rumak dotarł do sali konferencyjnej spóźniony o blisko 20 minut. - Przepraszam, sytuacja nie jest taka, jaka miała być, musiałem się przygotować - zaczął. - Nie da się wygrać nie strzelając bramki. Trzeba się zastanowić nad przyszłością, jutro będzie czas by usiąść i spokojnie przeanalizować sytuację - powiedział i dał do zrozumienia, że sam z pracy nie zrezygnuje.

Jeśli jednak właściciel klubu Jacek Rutkowski ze swoim synem Piotrem (obecnie wiceprezesem) dotrzymają słowa, drużynę poprowadzi nowy szkoleniowiec. Rumak miał bowiem jasne zadanie - zakwalifikować Lecha do europejskich rozgrywek, a później - awansować do fazy grupowej. Tymczasem po raz trzeci z rzędu odpadł z niżej notowanym rywalem, a na dodatek gra jest wyjątkowo słaba. Sam szkoleniowiec nie był w stanie powiedzieć, dlaczego jego zespół nie potrafił strzelić gola amatorom z Islandii. Zapewniał tylko, że jest spokojny i czeka na piątkowe decyzje.

- Czy czuję się na siłach by prowadzić ten zespół? To nie tak, pytanie powinno brzmieć, co jest najlepsze dla Lecha - zakończył Rumak.

Gdy szkoleniowiec opuścił salę, weszli do niej najbardziej doświadczeni piłkarze: Krzysztof Kotorowski, Łukasz Trałka i Hubert Wołąkiewicz. - To niecodzienna sytuacja, ale też niecodzienna jest sytuacja w naszej szatni. Bierzemy odpowiedzialność za ten dwumecz, nie chcemy chować głów w piasek. Stała się tragedia i czujemy się za nią odpowiedzialni - mówił Kotorowski.

- Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, co się stało. I tak wszystko będzie na trenera. Zawaliliśmy nie tylko teraz, ale i w poprzednich latach. To tragedia, co wyprawiamy, leją nas amatorzy - żalił się Wołąkiewicz. - To tragedia nie tylko dla nas, ale i dla klubu. Wiemy, jak to społeczeństwo nim żyje. Nie chcę opowiadać głupot, wyrzucać z siebie przez 10 minut jakieś slogany. Zespół zawsze stoi za trenerami, ale nasz głos nie ma znaczenia dla decyzji w przyszłości. Chcemy pokazać, że to my jesteśmy winni. Ciężko będzie odbudować zaufanie, dwa-trzy lata, nie wiem, ile to będzie trwało - dodał.

Wołąkiewicz: - Tak, to najbardziej wstydliwa dla mnie porażka w karierze. Umówmy się, nie była to światowa czy europejska czołówka, a rywale słabsi od nas. Przerabiałem już tutaj kilkunastu przeciwników, ci byli do ogrania w stu procentach. Z Wilnem rok temu to była porażka, ale dziś przeszliśmy sami siebie.

Kotorowski dodał jeszcze, że zespół jest w fatalnej dyspozycji psychicznej i fizycznej, czym trochę pogrążył też sztab trenerski. Prawdopodobna decyzja o dymisji Rumaka zabraknie w piątek, a w niedzielę zespół czeka wyjazdowe spotkanie z Lechią Gdańsk.

Inni piłkarze "Kolejorza" nie chcieli rozmawiać.

Autor: Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama