Reklama

Reklama

Pogoń - Lech. W Poznaniu presja coraz większa

- Nie wyobrażam sobie, byśmy nie zagrali w pucharach - mówi skrzydłowy Lecha Poznań Szymon Pawłowski i dodaje zarazem, że presja na piłkarzy "Kolejorza" jest coraz większa. Trudno o optymizm w sytuacji, gdy z sześciu ostatnich spotkań Lech wygrał zaledwie jedno.

Od połowy marca Lech zagrał sześć razy - pięć w lidze i jeden mecz w Pucharze Polski. Wygrał tylko jedno - 1-0 z obijanym ostatnio przez każdego Górnikiem Łęczna. We wtorek poznaniacy nie potrafili pokonać Piasta Gliwice, choć prowadzili po pierwszej połowie 2-0. Drużynie nie pomogło to, że wreszcie do gry wrócił Szymon Pawłowski, a świetną formę potwierdził Karol Linetty. Słabych punktów jest bowiem więcej, szczególnie w defensywie.

- Powtarzaliśmy sobie, że many grać tak samo jak przed przerwą, gdzieś tej konsekwencji zabrakło. Za bardzo się cofnęliśmy, oddaliśmy pole Piastowi i oni skarcili nas za to. Zaczęliśmy znów grać dopiero jak zrobiło się 2-2 - narzekał po tym spotkaniu Pawłowski. W pierwszych meczach tej rundy 29-letni piłkarz spisywał się bardzo dobrze, ale w starciu z Górnikiem Zabrze 2 marca doznał poważnej kontuzji głowy. Przerwa trwała półtora miesiąca - w tym właśnie okresie Lech wyraźnie obniżył loty. - Czuję się już lepiej, choć fizycznie trochę mi brakuje, nie czuję się tak jak przed kontuzją. Cieszę się, że mogłem zagrać w tak długim wymiarze, choć oczywiście szkoda wyniku - powiedział zawodnik, który w Warszawie przeciwko Legii zagrał przez 20 minut, a we wtorek - już przez 90.

Reklama

Lech ma teoretycznie dwie drogi do tego, by zakwalifikować się do pucharów. Jeśli nie wygra w finale Pucharu Polski z Legią 2 maja, to musi zająć przynajmniej czwarte miejsce w Ekstraklasie. Na razie jest jednak siódmy. - Czy nastawiamy się tylko na Puchar Polski? Ja tak się nie nastawiam. Można przegrać 2 maja i przestać myśleć o pucharach. Skoro mamy szansę awansować przez ligę, to trzeba walczyć. Zostało pięć spotkań, każde jest o życie, więc nie liczyłbym tylko na Puchar Polski - ocenia piłkarz.

- Dobrze wiemy, że sobie utrudniamy życie. Najlepiej by było wygrać z Legią, później z Piastem i się nad tego typu sprawami w ogóle nie zastanawiać. Oddajemy głupio punkty, presja jest coraz większa, ale trzeba sobie jakoś z tym poradzić. Nie wyobrażam sobie, byśmy nie zagrali w pucharach - dodaje Pawłowski.

"Mecz prawdy" czeka ustępującego już mistrza Polski w sobotę w Szczecinie. Pogoń po raz ostatni wygrała 15 lutego - 3-2 z Koroną Kielce. Od tego czasu jej bilans to... osiem remisów i dwie porażki. Mimo tego "Portowcy" wciąż mają szansę na grę w pucharach, ale kolejny remis czy porażka znacznie ich od tego oddali. - Pogoń jest dobrym zespołem, znajduje się wysoko w tabeli, trener Michniewicz bardzo dobrze poukładał ten zespół. Musimy zagrać o całą pulę, bez żadnych kalkulacji i zastanawiania się. Po prostu wyjść i walczyć o każdy centymetr boiska by przywieźć dobry rezultat - zapowiada Pawłowski. Co z tego wyjdzie, okaże się w sobotę. Początek meczu w Szczecinie - o godz. 20.30.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL