Reklama

Reklama

Ostatni mecz Lecha Poznań wielką imprezą. Jak refren słychać jeden okrzyk

Lech Poznań triumf w tabeli Ekstraklasy zapewnił już sobie na tydzień przed ostatnią kolejką, więc jej wyniki nie były powodem do stresu dla kibiców Kolejorza. Mecz nowego mistrza Polski Lecha z Zagłębiem Lubin od początku do końca był wielkim świętowaniem tytułu zdobytego po siedmiu latach i godnym pożegnaniem z Poznaniem kilku piłkarzy. To wszystko przy powtarzającym się haśle: "Mistrz! Mistrz! Kolejorz!".

Gdy Lech Poznań zdobywał mistrzostwo Polski w 2010 i 2015 roku, jego wyniki w ostatniej kolejce miały znaczenie, bo nie miał jeszcze zapewnionego pierwszego miejsca w tabeli Ekstraklasy. Siedem lat temu triumf pieczętował remisem 0-0 z Wisłą Kraków. Z kolei dwanaście lat temu wygrał z Zagłębiem 2-0, a spotkanie było pożegnaniem Roberta Lewandowskiego z Lechem Poznań, który wtedy też potwierdził status króla strzelców Ekstraklasy. Ostatni mecz w tym sezonie, też z Zagłębiem, Lech rozgrywał już na luzie, ale znów mieliśmy wątki pożegnalne oraz walki o tytuł najlepszego strzelca ligi. 

Reklama

Ekstraklasa. Lech - Zagłębie: szpaler, zegar oraz gole Kędziory i Czerwińskiego

Jeszcze zanim piłkarze Lecha i Zagłębia wyszli na boisko, wielokrotnie po wypełnionym po brzegi stadionie przy ul. Bułgarskiej niósł się okrzyk "Mistrz! Mistrz! Kolejorz!". Kibice fetowali też uruchomienie - właśnie przed ostatnim meczem sezonu - repliki starego stadionowego zegara. To kolejny punkt obchodów stulecia Lecha Poznań.

Z kolei wciąż dość "nową, świecką tradycją" w Ekstraklasie jest tworzenie "szpaleru" przez piłkarzy rywala nowego mistrza. Gracze Zagłębia, z byłym bramkarzem Lecha Poznań Jasminem Buriciem na czele, nie mieli żadnego problemu, by taki wyraz szacunku poznaniakom przekazać.

Już na samym boisku Lech nie miał kłopotów, by wykazać swoją wyższość nad Zagłębiem. Już w 10. minucie było 1-0: Nika Kwekweskiri dośrodkował piłkę w pole karne do Alana Czerwińskiego, futbolówkę po jego zagraniu odbił Burić, ale ta natychmiast trafiła do Tomasza Kędziory. Bramkę zdobył więc zawodnik, który po krótkim - spowodowanym wojną w Ukrainie - wypożyczeniu, po sezonie opuści Poznań. Drugiego gola zdobył już sam Czerwiński, którego transfer z Lecha do innego klubu też jest całkiem możliwe. Piłkę ładnie dograł mu Dani Ramirez, którego obecność w kadrze Lecha na przyszły sezon też stoi pod wielkim znakiem zapytania. W bramce Lecha stanął Mickey van der Hart, którego odejście klub oficjalnie zakomunikował w tym tygodniu. Z kolei też już pożegnany Pedro Tiba, który przez media jest łączony z Legią Warszawa, nie znalazł się w ogóle w kadrze meczowej na ostatnie spotkanie. Wystąpił też Jakub Kamiński. Młoda gwiazdor Ekstraklasy, który umowę z Wolfsburgiem podpisał już kilka miesięcy temu, marzył o wygraniu mistrzostwa Polski z Lechem i jemu się to udało - w przeciwieństwie do Jakuba Modera, Tymoteusza Puchacza czy Kamila Jóźwiaka.

Lech - Zagłębie. Mikael Ishak za Ivim Lopezem w klasyfikacji króla strzelców Ekstraklasy

Lech Poznań miał jeszcze jeden, pomniejszy cel na ten mecz: pomóc Mikaelowi Ishakowi w zdobyciu korony króla strzelców Ekstraklasy. Za sprawą wieści z meczu Rakowa z Lechią Gdańsk okazało się jednak, że górą w tej rywalizacji będzie Ivi Lopez. Hiszpan jeszcze w pierwszym kwadransie gry w Częstochowie zdobył dwie bramki i o tyle wyprzedził szwedzkiego kapitana Lecha w klasyfikacji najlepszych strzelców Ekstraklasy.

To jednak dziś w Poznaniu nie ma większego znaczenia, podobnie jak to, że Zagłębie strzeliło gola kontaktowego po strzale Kacpra Chodyny z rzutu karnego. Dziś i jeszcze przez wiele najbliższych dni w stolicy Wielkopolski liczy się tylko jedno hasło: 

Lech - Zagłębie

Gole:

  • 1-0 Tomasz Kędziora - 10. minuta
  • 2-0 Alan Czerwiński - 38. minuta
  • 2-1 Kacper Chodyna - 65. minuta, rzut karny

Lech - Zagłębie - zobacz zapis relacji "na żywo" i składy 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL