Reklama

Reklama

Nowi w Lechu Poznań nie boją się presji

Wszyscy trzej nowi piłkarze w Lechu Poznań zapewniają, że są zdrowi i gotowi pomóc drużynie. A Węgier Tamas Kadar i Kameruńczyk z belgijskim paszportem Arnaud Djoum cieszą się, że los znów skojarzył ich w tym samym zespole.

Djoum od 2009 roku był piłkarzem holenderskiej Rody JC Kerkrade. Kadar występował wówczas w Anglii w Newcastle United, które akurat spadło do Championship, ale latem 2012 roku przeniósł się do Holandii. Tam spotkał Djouma - po raz pierwszy zagrali w jednym meczu w sierpniu 2012 roku, a Roda zremisowała z FC Zwolle 1-1. Po jednej rundzie Kadar wrócił do swojego kraju, a Djoum wyjechał z Kerkrade ostatniego lata - wybrał ligę turecką.  - Nie spodziewałem się, że tak szybko znów zagramy razem, ale jestem z tego zadowolony. To dobry człowiek, mam z nim niezły kontakt i łatwiej będzie mi się odnaleźć w zespole. To pomoże w integracji - twierdzi Djoum. Podobne wrażenia ma węgierski obrońca: - Graliśmy razem niecałe pół roku, ale on jest tutaj już trzecią osobą, którą znam. Jest mi przez to wygodniej i wierzę, że wkrótce razem z Arnaud będziemy występować w wyjściowej jedenastce - twierdzi Kadar.

Reklama

W bazie danych Lecha pierwsze zapiski dotyczące Djouma pojawiły się półtora roku temu. - Wtedy zaczęliśmy szukać piłkarza na tę pozycję i z całej ligi wypisaliśmy wszystkich graczy - tłumaczy wiceprezes Lecha Piotr Rutkowski. - Moja główna pozycja na boisku to numer sześć (defensywny pomocnik - przyp. red.), ale mam również zdolność do gry w innych miejscach. Jeśli trener będzie mnie widział na "ósemce", to nie widzę przeszkód, ale najlepiej czuję się jednak na "szóstce" - tłumaczy Kameruńczyk, który w wieku czterech lat przeniósł się z rodziną do Belgii i tam wychował. - W Brukseli mam rodzinę i przyjaciół - odpowiada pytany, czy bardziej czuje się Kameruńczykiem czy Belgiem.

Nowym-starym piłkarzem w Lechu jest też Darko Jevtić, który jesienią wyrobił sobie niezłą opinię w polskiej ekstraklasie. Ma wszelkie dane do tego, by wkrótce być w lidze gwiazdą. Lech wykupił go z FC Basel, ale Szwajcar nie chce mówić za wiele o swojej przyszłości i roli w kolejnych latach w "Kolejorzu". - Nie wiem, naprawdę nie wiem, jaka czeka mnie przyszłość. Teraz jestem tutaj, gram dla tego klubu i jego cele są moimi celami - przyznaje młodzieżowy reprezentant Szwajcarii, przez kibiców często porównywany do Semira Stilicia.

- Znam Semira, to dobry kumpel, ale nie będę nas porównywał. Jak ktoś chce, to niech sam oceni - dodaje i zapewnia, że nie słyszał o innych ofertach z przerwy zimowej. Takie miał na pewno Kadar, również z Polski, ale i on nie chce wracać do przeszłości. - Przez ostatnie dwa lata występowałem na Węgrzech, świadomie zrobiłem krok wstecz, ale tego nie żałuję.  Zbudowałem formę, więc było warto. Nie będę mówił o polskich klubach, które mnie chciały pozyskać. Jestem w Lechu, który przedstawił mi bardzo konkretną ofertę rozwoju. Jest tu dwóch innych Węgrów, z Gergo znam się od dłuższego czasu, opowiadał mi dużo dobrego o mieście i klubie. Dlatego dołączyłem do Lecha - zapewnia Kadar.

Czy nowi piłkarze Lecha są świadomi, że kibice "Kolejorza" tworzą zwykle dużą presję, zwłaszcza gdy zawodnicy schodzą poniżej pewnego poziomu? - Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi do głowy, to trybuny z tureckich stadionów. Tam też presja była bardzo duża, sporo fanatyków, więc już się przyzwyczaiłem i tam sobie z tym poradziłem. Nie wiem, jak będzie w Polsce, ale nie sądzę, by stanowiło to problem - mówi Djoum. - Gergo mi wiele opowiadał o kibicach, że są jednymi z najlepszych, jeżeli nie najlepszymi w Polsce, o świetnym dopingu i wielkiej atmosferze. O presji będziemy mogli rozmawiać w przypadku słabej gry i porażek. Na razie ważne jest to, byśmy nawiązali dobry kontakt z kibicami - dodaje Kadar. A David Holman, ofensywny pomocnik, jest przyzwyczajony do gorącego dopingu. - Ferencvaros ma najlepszych kibiców na Węgrzech i najmocniejszą ekipę fanów. Gergo wspominał o kibicach Lecha, o tym, co dzieje się na meczach z Legią i jaką moc czuć wówczas na stadionie. Nie mogę już się doczekać, by osobiście tego doświadczyć - przyznaje Holman.

Autor: Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL