Nabożeństwo majowe Lecha. Do kogo modlą się kibice? W kogo wierzą piłkarze?
Lech Poznań po wyprzedzeniu Rakowa Częstochowa wrócił na pierwsze miejsce w tabeli Ekstraklasy. Kibice i piłkarze Lecha na granicy z pewnością wierzą w mistrzostwo Polski, bo dziś jest ono o dwa kroki. Wiara w wygranie Ekstraklasy dla wszystkich w Poznaniu była jednak wystawiona na dużą próbę, więc każdy szukał swojego patrona spraw beznadziejnych. W przypadku kibiców litania zdaje się być długa, a piłkarzy - bardzo krótka.

Reakcje kibiców Lecha Poznań na mecze Ekstraklasy w ostatnich tygodniach można sprowadzić do takiej parafrazy litanii:
Ojcze Góro - bądź dzisiaj z nami,
Beniaminku z podtarnowskiej wsi wśród pól kukurydzy - bądź dzisiaj z nami,
Pogonio Szczecin - zremisuj dziś z nimi,
Macieju Gostomski, wybawicielu z Gdańska do Łęcznej przeniesion - bądź dzisiaj z nami,
Panie Trenerze Jacku Zieliński - bądź dzisiaj z nami,
Mariuszu Jopie - ty wiesz, co - santo subito!
Sergiu Cătălinie Hanco, rumuński zbawco - bądź pochwalony, na wieki wieków!
Lech liderem Ekstraklasy, wymodlonym u patronów spraw beznadziejnych
Niczyich uczuć nie mam intencji obrażać (ani fanów, ani tym bardziej wiernych), chodzi mi po prostu o to, że kibice Lecha Poznań podobną wiarę jak w swój klub, musieli pokładać w rywali konkurentów do mistrzostwa. Ta wiara w inne kluby Ekstraklasy (i talizmany sukcesów z przeszłości) może nawet i była większa niż w sam poznański klub, bo przecież na swoim Lechu zawiedli się wiele razy w ostatnich latach.
Sytuacja w tabeli Ekstraklasy w tym sezonie jest ekscytująca zarówno w sferze walki o mistrzostwo Polski, jak i w strefie spadkowej. Dla kibiców Lecha Poznań długo nie była to jednak dobra wiadomość: Kolejorz błyskawicznie roztrwonił bowiem przewagę nad Rakowem Częstochowa i Pogonią Szczecin, którą miał jeszcze podczas przerwy zimowej.
Najpierw więc była nadzieja w Janusza Górę, dziś asystenta w Śląsku Wrocław, a wcześniej epizodycznego pierwszego trenera Lecha, który z dnia na dzień potrafił zdziałać cud w postaci remisu z Legią.
I "Ojciec Góra" kibiców Lecha nie zawiódł, bo Śląsk z Rakowem zremisował (a powinien nawet wygrać).
Wiara w odebranie częstochowianom punktów przez dwa najsłabsze zespoły Ekstraklasy - z Niecieczy i z Łęcznej - była wiarą niemal irracjonalną i faktycznie taką się okazała. Co innego modlitwy o remis Rakowa z Pogonią Szczecin - ten był blisko, ale to jednak częstochowianie byli górą i oni zostali liderami tabeli Ekstraklasy. Wtedy kryzys wiary poznańskich kibiców osiągnął chyba moment krytyczny: część z nich machnęła już ręką na walkę o mistrzostwo Polski, nie wierząc w to, że Raków może jeszcze stracić punkty.
Byli jednak kibice Lecha, którzy te ręce składali w nadziei, odwołując się do warsztatu trenera Cracovii, Jacka Zielińskiego.
To w końcu szkoleniowiec, który z Lechem Poznań zdobył mistrzostwo Polski w 2010 roku, a skoro krakowskie "Pasy" to klub z "Kolejorzem" zaprzyjaźniony, to nadzieja na zatrzymanie Rakowa wciąż się tliła, wzmacniana przez niezłe statystyki. Płomień tej nadziei buchnął tym bardziej, gdy okazało się, że na trybunach w Częstochowie jest Mariusz Jop, który wspominane mistrzostwo Polski 2010 w dużym stopniu podarował - samobójczym golem w barwach Wisły na rzecz Cracovii (i oczywiście Lecha).
To po tym zdarzeniu na Starym Rynku w Poznaniu można było zobaczyć obraz domagający się beatyfikacji obrońcy, "Mariusz Jop - santo subito", któremu towarzyszyły skoczne okrzyki.
I oto stało się, Cracovia zremisowała z Rakowem, torując Lechowi drogę do ponownego objęcia prowadzenia w tabeli Ekstraklasy.
Lech Poznań wygrał w Gliwicach, bo piłkarze wierzą w trenera Macieja Skorżę
I tu musimy przejść do tematu wiary piłkarzy. Nie byłoby zwycięstwa Lecha Poznań nad Piastem Gliwice, po golu Mikaela Ishaka w 88. minucie, gdyby nie jedna, podstawowa sprawa. Piłkarze Lecha Poznań mimo tego wszystkiego, co stało się wcześniej w sezonie Ekstraklasy, mimo przytłaczającej porażki w finale Pucharu Polski, swoją postawą wyrażają jedno - wielką wiarę w trenera Macieja Skorżę, którą można sprowadzić do słów:
"Trenerze, Ufam Tobie".
Mówimy bowiem o sytuacji, w której jeszcze w poniedziałek, w przegranym - jak się okazało - finale Pucharu Polski, trener Maciej Skorża zostawił na ławce jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego zawodnika Lecha w tym sezonie, Joao Amarala.
W takiej sytuacji można "stracić szatnię", piłkarze (wszyscy razem albo każdy z osobna) mogą dojść do wniosku: "czy leci z nami pilot?". Historia klubów, w tym Lecha Poznań, jest pełna przykładów tego typu sytuacji, choćby Jose Bakero, przekombinowując z wystawieniem w roli napastnika mikrego Semira Stilicia w pucharowym meczu w Bradze, ostatecznie zaczął być traktowany przez zespół jak ktoś bez pojęcia o swojej pracy.
Trener Maciej Skorża w tym sezonie Ekstraklasy dokonał kilku ryzykownych decyzji, choćby odstawiając na bok wcześniejszego lidera, Pedro Tibę. Zresztą, nawet w samych Gliwicach, była okazja, by w "nos" szkoleniowca zwątpić - gola dla Piasta zdobył przecież niechciany przez poznańskiego trenera Damian Kądzior. A jednak piłkarze Lecha - wszystko (w tym kulisy pokazane przez klubową tv) tych wątpliwości w Gliwicach nie mieli.
Lada moment ta ich wiara w szkoleniowca może być wynagrodzona mistrzostwem Polski.







