Reklama

Reklama

Mocne słowa kapitana Lecha. To uderzenie w pracę trenera van den Broma?

Kapitan Lecha Poznań Mikael Ishak, mimo że zdobył bramkę, a mistrz Polski pokonał F91 Dudelange 2-0, w ostrych słowach ocenił swój występ, ale też postawę zespołu. Czy to oznacza, że piłkarze powoli mają dość tego, co prezentuje w tym sezonie "Kolejorz"? I tego, jak jest przygotowany do kolejnych potyczek?

Lech Poznań pokonał w czwartek luksemburski F91 Dudelange 2-0 i jest bliski awansu do fazy grupowej Ligi Konferencji. W starciu ze słabym zespołem Lech długimi fragmentami dał się jednak spychać do defensywy, zagrał po prostu kiepsko. Gdyby Dudelange miało wartościowych napastników, spokojnie mogłoby w Poznaniu wygrać. Czyli z robić to samo, co w tym sezonie przy Bułgarskiej uczyniły już: Raków CzęstochowaStal MielecWisła Płock i Śląsk Wrocław. Może też dlatego trener gości Carlos Fangueiro mówił po spotkaniu, że jest sfrustrowany, bo chciał wykorzystać słabą formę Lecha. Wszyscy dookoła bowiem widzą, że Lech jest kiepski, a taktyka całkowicie kuleje. Coś, co było konikiem trenera Macieja Skorży i dało Lechowi mistrzowski tytuł, ma drugorzędne znaczenie dla Johna van den Broma.

Reklama

Dudelange lepsze od Lecha? Kapitan się nie gryzie w język

Mocno sfrustrowany po tym spotkaniu był także kapitan "Kolejorza" Mikael Ishak, który zwykle dość dyplomatycznie oceniał nawet słabsze mecze. Tym razem nie krył się z opinią. - Najważniejszy jest wynik, bo 2-0 to dobry rezultat. Jeśli jednak spojrzysz na naszą dyspozycję, to nie jestem zadowolony - stwierdził i w mocnych słowach ocenił swoją grę, a kto wie - może zadania boiskowe:

Jeszcze więcej do myślenia dają jego słowa dotyczące postawy rywali. Dudelange momentami nieźle prezentowało się na połowie Lecha, ale nie stwarzało sytuacji.

Czy zaskoczyło czymś mistrza Polski? Ishak: - Może tym, że bardzo dobrze utrzymywali się przy piłce, lepiej niż my. I ustawiali pressing lepiej niż my. Wiedzieliśmy, że to dobry zespół, ale też my jesteśmy groźni na swoim stadionie - przyznał Ishak. A te słowa wiele mówią o obecnej sytuacji Lecha. Za czasów Skorży Lech bowiem dominował właśnie tym, że sam utrzymywał się długo przy piłce, a gdy przechodził do pressingu w okolicy pola karnego rywala, często odbierał piłkę. Za Van den Broma zatracił te atuty.

Ishak nie odczuł wsparcia kibiców. Może z powodu ich frekwencji

Niepokojąca jest też spadająca frekwencja na stadionie Lecha, co też jest efektem jakości gry i wyników piłkarzy. Pierwszy mecz pucharowy z Karabachem Agdam oglądało ponad 25 tys. kibiców, a na kolejne w Lidze Konferencji przyszło: 9,1 tys. (Batumi), 12,5 tys. (Vikingur) i 9,1 tys. (Dudelange). To również wynik bardzo drogich biletów, patrząc przez pryzmat jakości pucharowych rywali, co zresztą również znalazło odzwierciedlenie w "akcji transparentowej" na początku czwartkowego starcia. Fani Lecha mocno uderzyli w klubowe władze, a przede wszystkim - w dyrektora sportowego Tomasza Rząsę

Kibice widzą bowiem, że Lech po prostu gra słabo, nie jest atrakcyjną drużyną. Gdy wiosną spisywał się dobrze, mecze oglądało ponad 30, a nawet 40 tys. widzów. Wczoraj fani wspierali zespół dopingiem, ale nawet w Kotle była kiepska frekwencja. Jeden z dziennikarzy powiedział/zapytał też Szweda: Dostaliście dzisiaj duże wsparcie od kibiców. - Tak? - zdziwił się Ishak. - OK - dodał z uśmiechem, lekko skonsternowany. - Nie wiem, nie odczułem tego, ale jeśli tak było, to OK - powiedział po chwili. To też wiele mówi o atmosferze wokół mistrza Polski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL