Reklama

Reklama

Mistrz znów nie wygrał, a trener spokojnie: Ten wynik jest OK

Pod wodzą Johna van den Broma Lech Poznań wygrał zaledwie dwa z dziewięciu meczów, a żadnego w lidze. W niedzielę tylko zremisował z Zagłębiem Lubin 1-1, co dało satysfakcję trenerowi "Kolejorza". Może dlatego, ze trzy dni wcześniej jego zespół się skompromitował na Islandii, a teraz przynajmniej walczył o dobry rezulat.

To pierwszy punkt Lecha w tym sezonie, aczkolwiek zdobyty trochę szczęśliwie, bo Zagłębie było lepszym zespołem od mistrza Polski. Oddało siedem celnych strzałów, przy zaledwie dwóch gości. W przypadku poznaniaków to i tak lepsza statystyka, a zarazem znacznie lepsza postawa niż trzy dni wcześniej w Reykjaviku. Trener John van den Brom mówił więc, że jest optymistą przed rewanżem i był już nim na Islandii. - Bo jestem nim zawsze. A ta dyspozycja z Lubina powinna nam pomóc - podkreślał.

Reklama

Trener Lecha: Pingot i Czerwiński nigdy nie grali ze sobą

 - Zobaczyliśmy mecz, którym obie drużyny chciały wygrać. To była walka o każdy metr boiska, a w naszym przypadku oznacza to dobrą reakcję po spotkaniu w Reykjaviku. Walczyliśmy do końca o zwycięskiego gola, to było otwarte spotkanie. Ważne dla nas, że rezultat jest OK, mogę być nim usatysfakcjonowany, bo to spotkanie mogło się zakończyć zwycięstwem, ale i porażką - tłumaczył van den Brom, który z każdym kolejnym spotkaniem ma coraz większe problemy kadrowe. Tym razem do kontuzjowanych Bartosza SalamonaĽubomíra ŠatkiAntonio MiliciaAdriela Ba Loua'y, Artur Rudko i Artura Sobiecha do łączyli Pedro Rebocho i Filip Dagerstål.

W tym gronie jest aż czterech środkowych obrońców, więc van den Brom łatał dziury w defensywie młodym Maksymilianem Pingotem i grającym na innej pozycji Alanem Czerwińskim. - Znów było wiele zmian, gramy wiele spotkań i mamy problemy ze środkowymi obrońcami. Jeśli widzę Czerwińskiego i Pingota, którzy nigdy nie grali ze sobą, co zrobili w tak trudnym spotkaniu, mając przeciwko sobie silnego napastnika, to jestem bardzo zadowolony. Za cztery dni znów musimy być gotowi i grać - mówił Holender. 

Van den Brom: Amaral dokończył robotę Sousy

Jego zdaniem liczne absencje bądź rotacje sprawiają, ze drużynie trudniej jest złapać właściwy rytm gry. - Lepiej będzie tylko wtedy, gdy uda nam się zagrać tymi samymi formacjami. Wtedy zawodnicy wiedzą, czego mogą od siebie oczekiwać, jak się poruszać i gdzie zagrywać. My musimy co chwilę zmieniać ustawienie, ale ja się tym nie martwię. Dzisiaj wystąpiło 16 zawodników, ich gra budowała, także w kontekście przyszłości. A wiem już, że niektórzy kontuzjowani wkrótce wrócą i nam pomogą - zaznaczył van den Brom.

Trener Lecha wytłumaczył, dlaczego dopiero po godzinie posłał na boisko João Amarala, którego wejście odmieniło mistrza Polski. - To efekt rotacji. Niektórzy piłkarze rozegrali trzy mecze z rzędu i to już dla nich za dużo. Muszę takie sytuacje akceptować. Amaral wystąpił przez 30 minut, ale dał nam w tym czasie coś ekstra. Byłem też zadowolony z występu Sousy na tej pozycji. Amaral dokończył jego robotę, a w takich sytuacjach powinniśmy sobie pomagać - uznał trener Lecha.

W tabeli Ekstraklasy Lech jest przedostatni, wyprzedza jedynie Piasta Gliwice. W niedzielę "Kolejorz" podejmie w Poznaniu bardzo przeciętny na początku sezonu Śląsk Wrocław, a wcześniej czeka go arcyważny mecz z Vikingurem Reykjavik w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Konferencji. To starcie w czwartek o godz. 20.30 w Poznaniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL