Reklama

Reklama

Marsz Lecha do Europy przez Kazachstan

Drużyna z dalekiego Tałdykorganu w Kazachstanie będzie w czwartek rywalem Lecha Poznań w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Europejskiej. Jeśli poznaniacy chcą w miarę spokojnie polecieć do Azji, muszą na swoim stadionie wywalczyć minimum trzybramkową zaliczkę.

Drużyna z dalekiego Tałdykorganu w Kazachstanie będzie w czwartek rywalem Lecha Poznań w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Europejskiej. Jeśli poznaniacy chcą w miarę spokojnie polecieć do Azji, muszą na swoim stadionie wywalczyć minimum trzybramkową zaliczkę.

Lech miał w losowaniu wyjątkowego pecha - nie dość, że w pierwszej rundzie musi lecieć do Kazachstanu, to jeśli awansuje, już w kolejnym tygodniu będzie prawdopodobnie musiał udać się do Azerbejdżanu. To utrudnia przygotowania drużyny do sezonu - klub z Poznania musiał odwołać m.in. sparingi z Lechią Gdańsk i Cracovią. Takie wyprawy mocno obciążają budżet klubu, a rywale nie są zbyt atrakcyjnie medialnie. Mimo to w czwartek przy Bułgarskiej powinno stawić się ponad 20 tysięcy widzów - klub z Poznania już do wtorkowego południa sprzedał ponad 11 tysięcy wejściówek.

Reklama

Żetysu Tałdykorgan już we wtorek dotarł do Polski - samolotem rejsowym przez Kijów do Warszawy, a później autokarem do stolicy Wielkopolski. Tutaj Kazachowie będą aż do soboty - nawet dzień po spotkaniu odbędą normalny trening w podpoznańskich Komornikach. To dziwne, bo w niedzielę czeka ich pojedynek z liderem tamtejszej ekstraklasy Szachtiorem Karaganda. Lech wybrał inny wariant podróży pod chińską granicę. Poleci charterem dzień przed meczem do Ałmat, później piłkarze autokarem przejadą niecałe 200 km do Tałdykorganu. W środę wieczorem odbędą tylko lekki rozruch, zaś po czwartkowym meczu od razu wrócą do Polski. Wszystko po to, by zawodnicy nie musieli się aklimatyzować.

Żetysu miało doskonały poprzedni sezon - po rundzie zasadniczej sezonu (22 kolejki) było liderem, w drugiej części rozgrywek straciło jednak prowadzenie na rzecz Szachtiora Karaganda. W tym sezonie spisuje się jednak słabo, w swojej lidze jest przedostatni. To klub o ponad dwukrotnie mniejszym budżecie od Lecha, szacuje się go na sześć milionów dolarów. Prawie milion zarabia jego najlepiej opłacany gracz - Serb Goran Marić. To piłkarz, który wychowywał się w szkółkach Celty Vigo i Barcelony, grał także w rezerwach Blaugrany i... w Lombardzie Papa. Na Węgrzech był partnerem klubowym Gergo Lovrencsicsa, czyli skrzydłowego, którego teraz pozyskał Lech.

Z Bałkanów pochodzi także trener Żetysu Slobodan Krcmarević. Do Polski zabrał 17 piłkarzy, ale już w Poznaniu na Kazachów czekał... osiemnasty gracz. To Bułgar Mirosław Antonow, którego Kazachowie chcą uprawnić do gry w Poznaniu, choć jeszcze go nie testowali. Wysoki napastnik grał ostatnio w bułgarskim zespole z tamtejszej ekstraklasy PFC Montana, a wcześniej m.in. w Lewskim Sofia i obecnym mistrzu kraju Ludogorecu Razgrad.

Spotkanie Lecha z Żetysem rozpocznie się w czwartek o godz. 20. W środę odbędą się oficjalne treningi obu zespołów na Stadionie Miejskim w Poznaniu.

Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL