Reklama

Reklama

Lechia - Lech 0-1. Jan Urban: Nie możemy grać otwartej piłki

- Prawda jest taka, że nie gramy otwartej piłki, bo nie możemy jej grać. Gdybyśmy spróbowali pójść na wymianę ciosów, zabrakłoby nam sił - przyznał trener Lecha Poznań Jan Urban po wyjazdowym zwycięstwie z Lechią Gdańsk 1-0 w 17. kolejce Ekstraklasy.

Powiedzieli po meczu:

Jan Urban, trener Lecha Poznań:

- Na początku spotkania mieliśmy sporo szczęścia, bo przecież rzut karny to była znakomita sytuacja dla gospodarzy. Wtedy byłoby nam zdecydowanie trudniej osiągnąć korzystny rezultat. W pierwszej połowie traciliśmy sporo piłek w środkowej strefie boiska, przez co rywale mieli okazję grać z kontry. To nie było dla nas zbyt korzystne, bo wiedzieliśmy, że gospodarze mają w swoich szeregach kilku szybkich zawodników, których niełatwo jest powstrzymać. Zwłaszcza nam, kiedy na grząskich boiskach musimy rywalizować co 3-4 dni, co okupione jest ogromnym wysiłkiem fizycznym.

Reklama

- W drugiej połowie gdańszczanie nie mieli nic do stracenia i walczyli o pełną pulę, natomiast my po objęciu prowadzenia cofnęliśmy się do defensywy. Prawda jest taka, że nie gramy otwartej piłki, bo nie możemy jej grać. Gdybyśmy spróbowali pójść na wymianę ciosów, zabrakłoby nam sił.

- Teraz czekają nas cztery mecze w 10 dni, co jest morderczą dawką. Staram się robić rotacje, dałem też dziś odpocząć Karolowi Linettemu, bo zdrowie chłopaków jest dla mnie ważniejsze od wyniku. Z tego względu trudno jest nam rywalizować z drużynami, które grają raz w tygodniu. Z taką częstotliwości spotkań zetknąłem się wcześniej w Legii Warszawa, dlatego wiem, co to znaczy i jestem dumny ze swojego zespołu. Tym bardziej, że Lechia gra lepiej niż wskazują na to jej rezultaty.

Thomas von Heesen, trener Lechii Gdańsk:

- Od samego początku byliśmy bardzo dobrze dysponowani, staraliśmy się grać szybko oraz szukać różnych rozwiązań w ataku. Nie udało nam się jednak wykorzystać rzutu karnego, ale nie tylko z tego względu zabrakło nam w tym spotkaniu trochę szczęścia. Popełniliśmy w obronie jedyny błąd, który od razu został wykorzystany przez rywali. Nasi defensorzy powinni szybciej wyjść do przodu, a wtedy Hamalainen znalazłby się na spalonym.

- Później mieliśmy kilka sytuacji do strzelenia gola, ale Makuszewski i Żebrakowski nie potrafili ich wykorzystać. Przegraliśmy kolejny mecz, co jest bardzo irytujące. Z drugiej strony nie poddaliśmy się i walczyliśmy do końca przynajmniej o punkt.

- Nie mamy jednak za wiele czasu na rozpamiętywanie tej porażki, bo już w środę czeka nas kolejne spotkanie na wyjeździe z Pogonią. Trzeba odbić się od dna, bo mamy świadomość, że musimy zdobywać punkty. Przyjmujemy krytykę, nie załamujemy rąk i walczymy dalej. Zrobimy wszystko, aby w Szczecinie zagrać przynajmniej tak, jak w pierwszej połowie z Lechem i wygrać ten mecz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL