Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Lech - Wisła Kraków 1-1. Makuszewski: Sędziowie przestali wierzyć w siebie

Maciej Makuszewski, skrzydłowy Lecha Poznań i reprezentacji Polski, przyłącza się do osób, które nie do końca są zadowolone z wprowadzonego w Ekstraklasie systemu VAR. - Jest trochę niedopracowany. Powinien działać w momencie, gdy sędzia podejmuje decyzję, a później ewentualnie ją wycofuje - mówi piłkarz "Kolejorza".


W spotkaniu Lecha z Wisłą Kraków Makuszewski uczestniczył w dwóch kontrowersyjnych sytuacjach w polu karnym rywali - raz został zahaczony przez Rafała Boguskiego, za drugim razem, w starciu z Vullnetem Bashą, upadł na murawę. W pierwszej z nich lechita rzeczywiście został kopnięty, ale widać to wyraźnie tylko na jednej z powtórek. Tę powtórkę powinien mieć do wglądu sędzia VAR. Prowadzący mecz w Poznaniu Daniel Stefański z Bydgoszczy sam nie zareagował, a później nie dostał sygnału, że było coś nie tak.

Reklama

- Wydaje mi się, że sędziowie mnie znają, nie gram od wczoraj w Ekstraklasie. Jestem dynamiczny, a jak padam, to nie dlatego, że chcę wymusić jedenastkę, ale jestem rozpędzony i nie ważę tyle co obrońcy. Każdy kontakt skutkuje więc tym, że może być rzut karny. Takie życie, a to, jaką decyzję podejmie sędzia, to już ich sprawa - mówi piłkarz.

- Chodzi mi o to, że sędziowie troszeczkę przestali wierzyć w siebie, w swoje umiejętności sędziowania. Gdyby dał rzut karny i powiedział: "Panowie, OK, ale nie jestem do końca pewny i muszę to sprawdzić..." Tyle że jak sędzia mówi: "Słyszałem w słuchawce, że nie ma karnego", to czy to on decyduje o meczu, czy ktoś inny? Kto prowadzi to spotkanie? To mija się z celem, a my nie wiemy później, czy był karny czy też zaraz po kolejnej akcji nie przerwie gry i nie wróci do zdarzenia. To jest mylące, VAR powinien działać w momencie, gdy sędzia podejmuje decyzję, a później ją ewentualnie wycofuje - uważa Makuszewski.

Piłkarz Lecha nie ukrywa, że po wprowadzeniu systemu VAR opłaca się... wykorzystywać każdy kontakt z przeciwnikiem.

- To wniosek po meczu w Gdańsku. Sędzia czegoś nie widzi, ale po jakimś czasie dostaje sygnał o faulu i rzucie karnym. Z boiska czułem w tej pierwszej sytuacji z Rafałem, że chciałem się zabrać z piłką, on mnie kopnął w nogę i ewidentnie przeszkodził grać dalej. Dla mnie to karny. W drugiej sytuacji wyprzedziłem rywala, wygrałem pozycję, on się nie spodziewał tego i łapał za koszulkę. Nie wiem, jak to ocenić - kręcił głową.

- Sędzia nie dostał informacji w tej pierwszej, a wiem, że jest uczulony na mnie, bo ja próbuję szukać kontaktu z przeciwnikiem. Myślę jednak, że Marco Paixao też umie wymusić rzut karny, on tydzień temu dostał, a ja teraz nie. A druga sprawa: w Gdańsku mieliśmy ewidentny rzut karny na 4-3 na Christianie (Gytkjaerze), sędzia go nie dał, a oglądaliśmy powtórki i jesteśmy przekonani o faulu. Myślę, że ten VAR jest jednak niedopracowany - opowiada piłkarz Lecha.

O samym meczu z Wisłą Makuszewski mówi tak:

- Drugą połowę zaczęliśmy bardzo mocno, widać było, że chcemy odrobić stratę i goniliśmy. Graliśmy pewnie, każdy z nas prezentował wyższy poziom niż w pierwszych 30 minutach. Stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, te 29 strzałów to nie jest przypadek. Dopiero w ostatniej akcji wyrównaliśmy, ale to też coś mówi. Nie spuszczaliśmy głów po pierwszym niepowodzeniu, drugim czy piątym, ale walczyliśmy do ostatniej minuty. A czy z bramkarza Wisły zrobiliśmy bohatera? W niektórych sytuacjach miał bardzo dobry dzień, a w innych pudłowaliśmy na potęgę. Szkoda, że te bramka nie padła nawet dwie, trzy minuty wcześniej, bo jeszcze wiele się mogło zdarzyć.

Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy