Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (8 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (7 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)

Lech w Warszawie, czyli oszukać przeznaczenie

Do trzech razy sztuka. Dwie poprzednie wizyty Lecha w Warszawie miały dość podobny scenariusz. To „Kolejorz” jako pierwszy strzelał, ale później Legia dwukrotnie trafiała i ratowała punkt lub cieszyła się z wygranej. Aż do soboty.

Sobotni szlagier miał podobny przebieg do jesiennego spotkania przy Łazienkowskiej i finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. To Lech lepiej prezentował się piłkarsko, ale nagle oddawał Legii inicjatywę, a ekipa Henninga Berga w końcu potrafiła postawić na swoim. W wrześniowym pojedynku lechici w ciągu siedmiu minut strzelili dwa gole - do siatki trafiali Marcin Kamiński i Dariusz Fornella. Legia zdołała jednak doprowadzić do remisu, a wyrównującego gola strzelił w doliczonym czasie gry Dossa Junior.

Reklama

Teraz mogło być tak samo, choć tym razem poznaniakom wystarczyło niespełna 180 sekund, aby dwukrotnie znaleźć drogę do siatki Duszana Kuciaka. Legia odpowiedziała kontaktowym golem i podobnie jak 27 września ubiegłego roku miała okazję do wyrwania jednego punktu. W ostatniej akcji meczu doskonałą sytuację miał Guillerhme, ale fatalnie spudłował. - Serce mocniej mi zabiło, kiedy zobaczyłem, że ma piłkę pod nogami. Na nasze szczęście przestrzelił - powiedział nam pod szatnią Szymon Pawłowski.

Pomimo wygranej Lech nie ustrzegł się grzechów z poprzednich wizyt w Warszawie. Po raz kolejny poznaniacy prowadzili, by później oddać inicjatywę wojskowym. Przed tygodniem prezenty mistrzom Polski rozdawał Maciej Gostomski, jesienią szczęśliwego gola strzelił nieobecny w sobotę Dossa Junior. Teraz fortuna uśmiechnęła się do "Kolejorza". - Faktycznie, mieliśmy trochę szczęścia. Skuteczna mobilizacja w szatni sprawiła, że strzeliliśmy dwie bramki na początku drugiej połowy, które ustawiły ten mecz. Przy 2-0 powinniśmy trzymać kontrolę nad meczem, jednak stracony gol sprawił, że to Legia przejęła inicjatywę. W okolicach naszego pola karnego mnożyły się stałe fragmenty gry, jednak koniec końców to my zeszliśmy z boiska z podniesionym czołem - mówił na konferencji prasowej Maciej Skorża.

A jeszcze przed tygodniem po przegranym finale Pucharu Polski na Stadionie Narodowym trener "Kolejorza" twierdził, że bardzo trudno będzie mu pozbierać drużynę przed następną wizytą w stolicy. Stało się jednak inaczej. W pierwszej części meczu Lech grał bardzo konsekwentnie, w drugiej potrafił w krótkim odstępie czasu zdobyć dwa gole. - Nie dało się tak po prostu zapomnieć o tym, co było w finale. Na pierwszym treningu po porażce na Narodowym widać było rozgoryczenie wśród chłopaków, ale z każdym kolejnym dniem udawało nam się wzmacniać wiarę we własne umiejętności. Mówiliśmy sobie, że wciąż jesteśmy silną drużyną. Poskutkowało - usłyszeliśmy od Marcina Kamińskiego.

Co jednak najważniejsze wygrana Lecha w Warszawie ma nie tylko prestiżowe znaczenie, ale też na dobre zmienia sytuacje w wyścigu o mistrzostwo Polski. - Teraz wszystko jest w naszych nogach. Po końcowym gwizdku była ogromna euforia, ale powoli tonujemy już nastroje. Przed nami sześć niezmiernie ciężkich meczów - powiedział napastnik Lecha Dawid Kownacki. - Jesteśmy na pozycji lidera, ale najważniejsze jest to, aby być na pierwszym miejscu 7 czerwca, kiedy skończą się rozgrywki. Przed startem rundy finałowej powiedzieliśmy sobie, że jeśli wygramy wszystkie mecze to zostaniemy mistrzami. W sobotę zrobiliśmy ku temu pierwszy krok - zakończył Szymon Pawłowski.

Autor: Krzysztof Oliwa

Wyniki, terminarz i tabela grupy mistrzowskiej Ekstraklasy

Wyniki, terminarz i tabela grupy spadkowej Ekstraklasy

Szymon Pawłowski dla TVP:


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje