Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (42 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (29 pkt.)
  • 6 .Lech Poznań (28 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 8 .Górnik Zabrze (28 pkt.)

Lech - Trałka: W lidze by się ciężko grało, a co dopiero z Basel

- Nie mam zamiaru płakać i marudzić. Walczymy dalej, choć zdajemy sobie sprawę, że ten wynik (1-3) praktycznie zamyka nam dalszą drogę w Lidze Mistrzów - stwierdził po spotkaniu z FC Basel kapitan Lecha Poznań Łukasz Trałka.

Zobacz szczegóły z el. do Ligi Mistrzów!

Reklama

W całej historii Pucharu Europy Mistrzów Krajowych i Ligi Mistrzów tylko raz zdarzyło się, by zespół, który przegrał w takim stosunku pierwszy mecz na swoim stadionie, zdołał awansować dalej. Stało się to dziełem Ajaksu Amsterdam ponad 46 lat temu - Holendrzy dzięki geniuszowi Johanna Cruyffa odrobili straty na Stadionie Światła w Lizbonie, wygrali 3-1 i doprowadzili do trzeciego spotkania, w którym też okazali się lepsi (3-0 po dogrywce). W Pucharze UEFA takich sytuacji było więcej, choćby w 1986 r., gdy faworyt KSC Karlsruhe wygrał w Kopenhadze z Broendby 3-1 i... przegrał rewanż u siebie 0-5.

Cuda w piłce są więc możliwe, choć w obozie Lecha trudno znaleźć optymistów. Kapitan zespołu Łukasz Trałka mówił, że o wszystkim przesądziły zbyt łatwo stracone bramki.

- Na takim poziomie, jeśli chcemy grać w Lidze Mistrzów, to nie może być mowy o takich błędach. Pierwszy gol dla Basel to brak naszej reakcji na piłkę lecącą w bramkę, później dwa kolejne... Z rywalami w lidze ciężko by się grało po takich błędach, a co dopiero mówić o FC Basel. Mieliśmy swoje szanse, szkoda tej sytuacji Denisa, bo gol otworzyłby wynik i mecz mógłby się inaczej potoczyć - mówił Trałka. - Nie mam zamiaru płakać i marudzić. Walczymy dalej, choć zdajemy sobie sprawę, że ten wynik praktycznie zamyka nam dalszą drogę w Lidze Mistrzów - dzielił się wrażeniami.


Zdaniem kapitana mistrzów Polski między tymi zespołami nie było tak wielkiej różnicy, na jaką wskazywałby końcowy wynik. - Dopiero później, gdy graliśmy w dziesięciu, uzyskali przewagę. Powtórzę raz jeszcze: na tym poziomie podobne błędy muszą skończyć się golami. A my pierwszą połowę graliśmy tak jak chcieliśmy, czekaliśmy na ich pomyłkę i szukaliśmy kontrataków. Basel, oprócz sytuacji po rzucie rożnym, nie miało niczego innego, my zaś wyprowadziliśmy kilka niezłych ataków, w których często brakowało jednak dobrego ostatniego podania: było na plecy albo za wczesne. Druga połowa nie ułożyła się już tak, jak to zakładaliśmy - powiedział Trałka.

Czy w szatni lechitów było można odczuć po meczu wielki zawód i rozczarowanie? - Każdy przeżywa mecz na swój sposób, ale nie jest to prosta sytuacja. Zapewniam, że nie pojedziemy do Bazylei się położyć - kończy Trałka.

Drugie spotkanie w Szwajcarii odbędzie się w środę 5 sierpnia o godz. 20.15. Wcześniej, już w sobotę, Lech zagra w Krakowie z Wisłą.

Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Trałka | Lech Poznań | FC Basel | Liga Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama