Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (19 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (16 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (14 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (13 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (13 pkt.)
  • 6 .Pogoń Szczecin (11 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (10 pkt.)

Lech przegrał, bo za bardzo chciał wygrać?

Zwycięski gol w meczu z Lechem dla warszawskiej Legii padł po rzucie karnym wywalczonym przez Jakuba Koseckiego, którego faulował przesunięty na obronę Mateusz Możdżeń. Ta roszada była prawdopodobnie efektem ryzyka, które podjął trener gości Mariusz Rumak.

Legia wygrała z Lechem mecz na szczycie 1-0 i jest o krok od mistrzowskiego tytułu. Ma już pięć punktów przewagi nad wiceliderem z Poznania i lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Poznaniacy przyjechali do Warszawy głównie po to, by nie przegrać i nie stracić dystansu do rywala. W 79. minucie trener Mariusz Rumak dokonał trzeciej zmiany - za stopera Huberta Wołąkiewicza wszedł pomocnik Karol Linetty.

Reklama

Spowodowało to przesunięcia w linii defensywnej: prawy obrońca Tomasz Kędziora powędrował na środek, a jego miejsce zajął Możdżeń, który miał grać bardzo ofensywnie i łączyć swoją rolę z rolą skrzydłowego. Po spotkaniu trener Mariusz Rumak mówił, że wszystkie trzy zmiany były spowodowane kontuzjami. Dwie pierwsze na pewno - najpierw boisko opuścił Bartosz Ślusarski, a po nim Kebba Ceesay, któremu Kosecki uszkodził staw skokowy. A trzecia? - To temat na dłuższą rozmowę. Gram od jakiegoś czasu z urazem, ale to nie jest taki uraz, by musiało dojść do zmiany. Byłem nią zdziwiony. Ktoś powiedział, że pokazałem zmianę i wyszło jak wyszło. Ja nic nie pokazywałem. Szkoda, bo przez taką głupią sytuację mógł paść gol - mówił Wołąkiewicz.

W 84. minucie po zagraniu Vrdoljaka lewą stroną uciekł Kosecki, wpadł w pole karne, wypuścił sobie piłkę i został ścięty przez Możdżenia. - Nie darzę tej pozycji sympatią, ale gram tam, gdzie mnie trener ustawi. Kosecki był przodem do bramki, ja się cofałem i już na starcie miałem kilka metrów straty. Wszedł przede mnie i miałem dwa wyjścia. Mogłem go zostawić oko w oko z "Kotorem", albo skasować i liczyć, że "Kotorowi" uda się obronić karnego - stwierdził Możdżeń. 

- Karny to loteria, bramka duża, a do niej tylko 11 metrów. Wybrałbym w tej sytuacji oko w oko, bo Kosecki był mocno rozpędzony, a ja miałem już plan na niego. Czy by się powiódł, tego nie wiem. Myślałem, że może uderzać przed siebie, ale stało się jak się stało - powiedział z kolei bramkarz Lecha. Jego występ w spotkaniu był mocno zagrożony. - To miało nie wyjść aż do spotkania, ale jakoś wyszło, skoro jestem o to pytany. Tak, miałem infekcję, ale lekarze postawili mnie do pionu. Dostałem duże dawki witamin i normalnie uczestniczyłem w zgrupowaniu - zdradził.

Lechici nie powinni mieć jednak żalu, że wynik jest niesprawiedliwy. Legia była w tym spotkaniu lepsza, grała z większym zębem. -  W przerwie mówiliśmy sobie, że źle weszliśmy w ten mecz, bo to Legia atakowała i była zespołem groźniejszym. Zwłaszcza przy stałych fragmentach, gdy kilka razy się gotowało pod naszą bramką. Możemy tylko żałować, że tak wyszło. Oni grali agresywnie, a to trzeba trochę rywala poobijać, by nabrał respektu. Kartki były z obu stron, choć np. atak Kuby Koseckiego na mnie był nie fair. Nie mógł nic zrobić, a atakował z tyłu, kopał po nogach- powiedział Możdżeń. 

- Po meczu w szatni była cisza, każdy tę złość trzymał wewnątrz. Nie chcieliśmy nic sobie wyrzucać, bo po co? Powiedzieliśmy tylko, że trzeba podnieść głowy i wierzyć do końca - dodał Marcin Kamiński. Kotorowskiego zaś ta porażka bardzo bolała: - Mogliśmy mieć ten remis. Chcieliśmy już go w końcówce dowieźć, patrzyliśmy jak ten punkt wywalczyć, bo wtedy wciąz mielibyśmy w tabeli z Legią kontakt. Wiadomo, wygrać też chcieliśmy, ale w końcówce nic nie wskazywało, że tak się może stać. Remis był wówczas w zasięgu.

Czy lechici wierzą jeszcze w możliwość odrobienia strat do Legii w trzech ostatnich kolejkach? - Na dzień dzisiejszy graniczy to z cudem. Możemy co najwyżej wygrać te trzy ostatnie mecze i nie mieć do siebie pretensji, bo wszystko zrobiliśmy. Za tydzień gramy po nich, więc jeśli Legia wygra w Łodzi, to przed naszym meczem będzie już raczej wszystko rozstrzygnięte - mówi Możdżeń.

- Poczekajmy jeszcze, Legia ma łatwiejszą drogę, ale w cuda trzeba wierzyć - ripostuje Kamiński. A doświadczony przyznaje Kotorowski: - Nie ma co się czarować, będzie ciężko. Wciąż się łudzimy, ale nie wszystko teraz w naszych nogach.

Autor: Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Legia Warszawa | T-Mobile Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje