Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (0 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (0 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (0 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (0 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (0 pkt.)
  • 6 .Piast Gliwice (0 pkt.)
  • 7 .Podbeskidzie B.-B. (0 pkt.)
  • 8 .Pogoń Szczecin (0 pkt.)

Lech Poznań. Zrealizowali plan minimum. I nic więcej

Patrząc na fatalne wyniki z początku sezonu, można powiedzieć, że awans Lecha Poznań do europejskich pucharów jest niezłym osiągnięciem. Tyle że w Wielkopolsce żadnego kibica to nie cieszy, bo o ile przegranie mistrzostwa Polski można jeszcze piłkarzom wybaczyć, to fatalny finał Pucharu Polski sympatycy „Kolejorza” długo będą pamiętać. Chyba że następny sezon przyniesie im wreszcie jakieś trofeum.

To był dla Lecha drugi z rzędu sezon pełen zakrętów, które ostatecznie nie zaprowadziły klubu w ślepą uliczkę, jak rok temu. Wtedy "Kolejorz" nie zakwalifikował się do europejskich pucharów, wydawało się więc, że trener Jan Urban będzie mógł spokojnie przygotować formę na całą ligową jesień. Zaczęło się nawet obiecująco, od pokonania Legii na jej stadionie 4-1 w meczu o Superpuchar Polski. Później jednak frustracja kibiców rosła z meczu na mecz. Było to o tyle dziwne, że co prawda Lech przed sezonem stracił dwóch istotnych graczy (Karola Linetty’ego oraz Marcina Kamińskiego) oraz jednego, który już się trochę wypalił (Gergo Lovrencsicsa), ale na ich miejsce pozyskał piłkarzy wartościowych: byłego reprezentanta Polski Radosława Majewskiego, skrzydłowego Macieja Makuszewskiego, bramkarza Matusza Putnocky’ego, a także duńskiego stopera Lasse Nielsena. Za wyjątkiem tego ostatniego, w ostatnich tygodniach wszyscy byli podstawowymi graczami, a i Nielsen pojawiał się na murawie gdy tylko zachodziła taka potrzeba.

Reklama

Po czterech kolejkach Lech z jednym punktem i jedną strzeloną bramką był jednak w strefie spadkowej. Już wtedy zapadła decyzja, że Urban straci pracę. Była to decyzja niezwykle istotna, być może jej efekty będziemy widzieć dopiero w następnych sezonach. Następcą Urbana został bowiem Nenad Bjelica - kiedyś niezły piłkarz, reprezentant Chorwacji z przeszłością w Primera Division czy Bundeslidze, ale i o niemałym doświadczeniu trenerskim z Austrii i Włoch. To on bowiem wprowadził Austrię Wiedeń do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Bjelica nie dokonał wielu zmian w składzie, początkowo nie było też widać nowego stylu gry "Kolejorza", ale zespół z Poznania zaczął regularnie punktować. Lech potrzebował kilku tygodni, ale wreszcie zaczął grać nie tylko efektywnie, ale i efektownie. Późną jesienią wygrał cztery kolejne mecze w lidze 2-0, 5-0, 3-0, 3-0, a do tego wyeliminował w Pucharze Polski Wisłę Kraków. Bjelica odbudował Darko Jevticia, w bramce zaporą stał się Putnocky, w obronie idealnie uzupełniali się Paulus Arajuuri z młodym Janem Bednarkiem, zaś w ataku coraz skuteczniejszy stawał się Marcin Robak. Nic więc dziwnego, że apetyty w Poznaniu stały się dość spore, mimo że przed wiosną strata do liderów z Gdańska i Białegostoku wynosiła siedem punktów. Pierwsze mecze wskazywały, że Lech stanie się głównym kandydatem do tytułu, a znakiem jakościowym "Kolejorza" stał się wynik 3-0. Do drużyny świetnie wprowadził się pozyskany z Karpat Lwów Wołodymyr Kostewycz, jeden z lepszych transferów w klubie ostatnich lat, a na środku obrony miejsce Arajuuriego zajął Maciej Wilusz - kolejny z piłkarzy "odzyskanych" przez Bjelicę. Mniejszy wpływ na zespół miał drugi z piłkarzy ściągniętych zimą - Mihai Radut. Z czasem jednak wróciły stare demony, czyli nieumiejętność radzenia sobie z presją w kluczowych momentach i najważniejszych meczach. Tak było w prestiżowym starciu z Legią, w którym Lech objął prowadzenie 1-0 w 84. minucie, a przegrał 1-2 po golu w ostatniej akcji. Tak było wreszcie w finale Pucharu Polski, gdy zdecydowanie słabsza piłkarsko Arka Gdynia pokonała faworyta z Poznania po dogrywce, choć to poznaniacy mieli masę sytuacji bramkowych. W drużynie nastąpił rozdźwięk - trener Bjelica starł się ze starszymi piłkarzami. Robak głośno mówił, że nie czuje wsparcia trenera w walce o tytuł króla strzelców, Szymon Pawłowski wypadł z kadry meczowej, a Łukasz Trałka został pozbawiony opaski kapitańskiej. Mimo tych perturbacji Lech zdołał jednak wywalczyć prawo gry w eliminacjach Ligi Europejskiej, co dla niego jest spełnieniem planu minimum. O satysfakcji nie może być mowy, zwłaszcza po przegraniu w taki sposób Pucharu Polski.

Bjelica dostał zielone światło do zbudowania autorskiej drużyny. Roboty będzie miał sporo, a czasu mało. Bardzo mało. Już 29 czerwca Lech zacznie sezon meczem pucharowym, a Ligi Europejskiej zwyczajnie pokpić nie może. Tymczasem drużyna Bjelicy jest w lekkiej rozsypce. Trener "Kolejorza" będzie musiał na nowo zbudować cały blok defensywny, bo najprawdopodobniej zostaną w nim tylko bramkarz Putnocky i lewy obrońca Kostewycz. Kontraktu nie przedłużył Wilusz, na transfer czeka zaś Tomasz Kędziora i prawdopodobnie Bednarek. Ten ostatni najchętniej wybrałby drogę Linetty’ego, który zanim przeniósł się do Serie A, rozegrał trzy pełne sezony w rodzimej Ekstraklasie. Tyle że już teraz zainteresowanie Bednarkiem jest tak duże, że piłkarz pewnie spróbuje sił w Anglii lub Niemczech. Do obrony Lech pozyskał na razie jednego gracza - urodzonego w Bośni byłego młodzieżowego reprezentanta Austrii Emira Dilavera. Póki do klubu nie trafi kolejny stoper, Dilaver może grać na środku obrony, a docelowo - na prawej stronie. Tam na razie jest młody Robert Gumny, który wraca z wypożyczenia z Podbeskidzia, a w pierwszej lidze zbierał dobre noty.

Kolejnych ruchów transferowych można się zresztą spodziewać w najbliższych dniach. Lech musi pozyskać napastnika, bo do transferu przygotowany jest już Dawid Kownacki (być może podąży drogą Linetty’ego i zostanie jego kolegą w Sampdorii), a fochy zaczął stroić Robak. Obraził się na trenera, najchętniej rozwiązałby kontrakt, ale na to na pewno nie zgodzi się klub. To z Robakiem na szpicy lechici będą musieli rozpocząć zmagania w Europie.

Wzmocnienia potrzebne są też na skrzydle, gdzie miejsce stracił Pawłowski, a wciąż niewyjaśniona jest kwestia wykupienia z Lechii Makuszewskiego. Bjelica szuka też piłkarza do środkowej strefy, bo możliwe, że raz jeszcze swoich sił na zachodzie spróbuje Majewski. Zmian będzie więc sporo, ale i środki na kolejne transfery się znajdą. Ze sprzedaży trzech młodzieżowych reprezentantów Polski "Kolejorz" może skasować nawet 10 milionów euro. To też efekt wypromowania Bednarka, który już jesienią może znaleźć się w kadrze pierwszej reprezentacji.

Cele Lecha na kolejny sezon są dwa - w kraju to walka o mistrzostwo Polski i krajowy puchar, a w rozgrywkach międzynarodowych awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Może to być jednak zależne od szczęścia w losowaniu, bo w czwartej rundzie eliminacji poznaniacy niemal na pewno nie będą rozstawieni. Kiedyś jednak dwukrotnie eliminowali na tym etapie zespoły z wyższym rankingiem od siebie (Austrię Wiedeń i Dnipro Dniepropietrowsk), raz się nie udało (Club Brugge) - bilans jest na razie dodatni. Najbliższe dni i tygodnie zapowiadają się przy Bułgarskiej w Poznaniu bardzo ciekawie.

Oceny zawodników za sezon 2016/17:

Jasmin Burić (średnia ocen użytkowników Interii: 3,57 - nasz ocena: 3,00)

Największym sukcesem tego sezonu jest fakt, że został obywatelem naszego kraju, po ponad dziewięciu latach spędzonych w Poznaniu. Lechowi za bardzo nie pomógł, bo choć w lidze nie popełniał błędów, klub tracił punkty. Gdy do bramki wszedł Matusz Putnocky, została mu gra w Pucharze Polski. A i tu w finale nie spisał się zbyt dobrze.

Matusz Putnocky (3,83 - 4,50)

Dużą klasę i świetny refleks pokazywał już w Ruchu Chorzów. W Lechu ma za sobą rewelacyjnych sezon: w 30 meczach ligowych aż 18 razy zachował czyste konto. Miejsce Lecha na podium to w dużej mierze jego zasługa.

Maciej Wilusz (3,45 - 3,50)

Jeszcze jesienią obowiązywała zasada "z Wiluszem w składzie Lech nie wygrywa". Bjelica dał mu szansę w meczu z Lechią w Gdańsku, a Wilusz niezły występ zakończył golem samobójczym w samej końcówce. Wiosną jednak filar defensywy, opuścił tylko dwa mecze ligowe. Pokazał się z tak dobrej strony, że kolejny sezon spędzi w FK Rostów, niedawnym uczestniku Ligi Mistrzów.

Jan Bednarek (3,74 - 4,50)

Jeszcze rok temu musiał sobie radzić z rolą defensywnego pomocnika na wypożyczeniu w Łęcznej. Nie poddał się, nie chciał kolejnego wypożyczenia, powalczył o miejsce w Lechu. I je wywalczył. To za niego, a nie za Kędziorę czy Kownackiego, Lech ma szansę otrzymać więcej, niż dostał kiedyś za Roberta Lewandowskiego. Świetny w powietrzu, dobrze wyprowadza piłkę, a do tego posiada cechy przywódcze.

Tomasz Kędziora (3,41 - 4,00)

Trudno wyobrazić sobie Lecha bez tego piłkarza. Kędziora nie miał wiosną wartościowego zmiennika, zagrał w sezonie wszystko "od deski do deski", łącznie 44 spotkania. Tylko raz pauzował za żółte kartki. Widać jednak było, że pod koniec sezonu brakowało mu momentami sił i dynamiki, to cena za te blisko 4000 minut rozegranych dla Lecha.

Wołodymyr Kostewycz (3,94 - 4,50)

Najlepszy zimowy transfer Lecha. Za ponad dwa miliony euro Lech sprzedał do Dynama Kijów Tamasa Kadara, a nieco ponad jedną czwartą tej kwoty przeznaczył na ściągnięcie, także z Ukrainy, Kostewycza. Ten momentalnie wskoczył do drużyny, wiosną opuścił tylko jedno spotkanie w Pucharze Polski. Bardzo aktywny w ataku, świetnie dośrodkowuje, ale brakuje mu choćby jednego gola. W obronie trochę może jednak poprawić.

Tamas Kadar (3,35 - 3,50)

Reprezentant Węgier chciał zmienić ligę, bo w Lechu się odbudował i stał liderem narodowej reprezentacji. Szukał kolejnego wyzwania i je dostał - w Dynamie Kijów. Runda jesienna poprawna, ale nic więcej.

Lasse Nielsen (3,36 - 3,00)

Duńczyk miał zastąpić Marcina Kamińskiego - Lech ściągnął piłkarza walecznego, dużo krzyczącego i motywującego. Umiejętności ma jednak bardzo przeciętne, choć do roli zmiennika się nadaje. Umie się znaleźć pod bramką rywala, strzelił w tym sezonie trzy gole.

Paulus Arajuuri (3,75 - 4,00)

Fin miał w Lechu pewne miejsce, ale nie chciał przedłużyć kontraktu i przeniósł się do Broendby Kopenhaga, gdzie grał wiosną znacznie rzadziej. Dobrze grał jesienią, tworzył z Bednarkiem świetną parę stoperów. Jego odejście pozwoliło jednak "odżyć" Wiluszowi.

Robert Gumny (2,83 - 3,00)

Jesienią dostawał szansę gry od Jana Urbana, Bjelica zaufał mu tylko raz, w Pucharze Polski. Wiosnę spędził w Podbeskidziu, skąd wraca do Poznania z nowymi doświadczeniami. W Lechu powinien być podstawowym rezerwowym.

Marcin Wasielewski (4,00 - 3,00)

Wiosną od Bjelicy dostał trzy szanse, ale zasłużył na pochwałę za zastąpienie Kędziory w Gdyni. Widać jednak, że do rówieśnika sporo mu brakuje, skoro Bjelica wolał wystawiać zmęczonego Kędziorę.

Radosław Majewski (3,27 - 4,0)

Sporo asyst, sporo bramek - podstawowy motor napędowy akcji Lecha. Najważniejszej sytuacji jednak nie wykorzystał, w finale Pucharu Polski. Po latach spędzonych w Anglii i Grecji zdecydował się na powrót do Polski i był to powrót udany. Często się jednak zdarza, że po godzinie gry nagle znika z pola widzenia.

Darko Jevtić (3,87 - 4,0)

U Bjelicy odżył, a szkoleniowiec na nim właśnie chce budować zespół. Stąd też nowy kontrakt Szwajcara, który często popisywał się pięknymi akcjami i podaniami. Trzy pierwsze mecze nowego sezonu jednak opuści, a to kara za czerwoną kartkę z Białegostoku.

Maciej Makuszewski (3,51 - 3,50)

Bardzo dobra jesień, słaba pierwsza część wiosny i nieco lepszy koniec. Być może dzięki tym kilku ostatnim meczom Lech zdecyduje się na wykupienie Makuszewskiego z Lechii Gdańsk, choć nie za pół miliona euro.

Maciej Gajos (3,38 - 3,50)

Ważny piłkarz dla Bjelicy, kluczowy w przechodzeniu do pressingu, ale grający w kratkę. Gdy środek pola Lecha nie funkcjonuje zbyt dobrze, to znaczy, że Gajos gra słabiej. Cztery strzelone bramki to trochę za mało - kiedyś strzelał więcej.

Łukasz Trałka (3,11 - 3,50)

Kapitan, który pod koniec sezonu przestał być kapitanem. Ważny punkt drużyny, wygrał rywalizację z Abdulem Tettehem. W finale Pucharu Polski jednak popełnił błędy przy bramkach Arki, a kontaktowy gol jego autorstwa niczego już nie zmienił.

Abdul Aziz Tetteh (3,03 - 3,00)

Słabszy sezon niż poprzedni w Lechu. Choć często się mówi, że gra brutalnie, czerwoną kartkę dostał jesienią za faul taktyczny. Wiosną, w kluczowych momentach, był głównie zmiennikiem.

Szymon Pawłowski (3,27 - 2,50)

Największy zawód w Lechu. Piłkarz, który do niedawna decydował o całej sile ofensywnej Lecha, a w maju nie mieścił się nawet w kadrze drużyny. Jego przyszłość w "Kolejorzu" stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Mihai Radut (3,61 - 3,00)

Lech chciał go pozyskać już w kilku poprzednich okienkach transferowych, ale się nie udało. Wziął w końcu Raduta zimą, ale nie może powiedzieć, by Rumun oczarował polskich kibiców. Dobry zmiennik, ale na razie nic ponadto.

Kamil Jóźwiak (3,50 - 3,00)

Sytuacja podobna do Gumnego - w Lechu nie miał większych szans na grę, został więc wypożyczony do pierwszej ligi. W GKS Katowice zbierał jednak gorsze noty od kolegi. Jesienią powinien dostawać minuty na boisku w Lechu.

Tymoteusz Puchacz (4,00 - 3,00)

18-latek zadebiutował w maju w Lechu i w Niecieczy mógł nawet strzelić bramkę. Spory talent.

Dariusz Formella (2,93 - 2,50)

Po bardzo dobrej rundzie wiosennej poprzedniego sezonu Formella wrócił do Lecha, ale jesień znów miał słabą. Choć zaczął ją dobrze - od dwóch goli przy Łazienkowej w meczu o Superpuchar. Zimą znów wypożyczony do Arki, z którą sięgnął po Puchar Polski, ale formą nie zachwycił na tyle, by dostać możliwość gry w Mistrzostwach Europy.

Nicki Bille (2,25 - 2,00)

Przez półtora roku rozegrał w Lechu 23 oficjalne mecze. Co chwilę kontuzjowany, nie można na nim budować zespołu. Nie ma przyszłości w Poznaniu.

Marcin Robak (3,27 - 4,00)

Dobry sezon zakończony wyróżnieniem dla najlepszego strzelca ligi, już drugi raz w karierze. Niesmak pozostał po publicznej krytyce trenera po zakończeniu sezonu. Robak ma ambicje grania po 90 minut, a powinien jednak pamiętać, że ze swoich 21 bramek w lidze i pucharze aż dziewięć zdobył jako rezerwowy. A na dodatek - dziewięć z rzutów karnych, z których miał sto procent skuteczności.

Paweł Tomczyk (3,50 - 3,00)

Wystąpił w końcówkach czterech ligowych spotkań Lecha, miał udział przy jednej bramce. Pokazał wtedy swój największy atut - przyspieszenia na pierwszych metrach. Czołowy strzelec rezerw Lecha, z którymi walczy o awans do drugiej ligi.

Dawid Kownacki (3,37 - 3,50)

Bardzo trudny sezon do oceny. Popisywał się skutecznością pod koniec rundy jesiennej i na początku wiosny, a jednak w połowie marca się zaciął i nic już nie strzelił. Piłkarz stworzony do gry kombinacyjnej, ale mający problemy z silnymi stoperami. Możliwe, że dużo więcej nauczy się w innej lidze, prawdopodobnie włoskiej.

Autor: Andrzej Grupa


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje