Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (19 pkt.)
  • 2 .Zagłębie Lubin (14 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (13 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (13 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (13 pkt.)
  • 6 .Pogoń Szczecin (11 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (10 pkt.)

Lech Poznań. Trener Żuraw o słabości polskiej ligi

- Klubów nie stać na to, by zatrzymywać najlepszych graczy. Na tle Europy jesteśmy daleko, a to powoduje, że najlepsi młodzi piłkarze dostają oferty, które są ratunkiem dla klubów - ocenia wydarzenia z ostatnich tygodni trener Lecha Poznań Dariusz Żuraw. "Kolejorz" sam jest ofiarą takiej polityki.


Reklama

W Lechu młodzi piłkarze jednak zostali, a drużynę opuścili przede wszystkim 27-letni Darko Jevtić i o rok starszy Joao Amaral. W ich miejsce klub ściągnął na razie Daniego Ramireza, ale Hiszpan w sobotę przeciwko Rakowowi Częstochowa jeszcze nie zagra - pauzuje za żółte kartki z jesieni. Trener Dariusz Żuraw raczej nie będzie miał wielkiego bólu głowy, jaki skład wystawić w tym spotkaniu.

- Za dużo możliwości nie było. Nie zmieniałem w ostatnim okresie zbyt wiele, nie szukałem trudnych rozwiązań, bo nasza kadra jest wąska - mówił trochę z żalem szkoleniowiec Lecha. Sparingowe spotkania w Turcji pokazały, że na prawej obronie zagra 17-letni Jakub Kamiński, defensywnym pomocnikiem będzie nadal Karlo Muhar, zaś schedę po Jevticiu na dziesiątce przejmie 18-letni Filip Marchwiński.

Taki zresztą zestaw był też sprawdzany podczas tajnego meczu sparingowego ze Ślęzą Wrocław w zeszłą niedzielę. Lech nikogo o nim nie informował, a gdy krótką notkę zapowiadającą spotkanie dał klub z Wrocławia, został poproszony o jej szybkie usunięcie. Lech wygrał 7-2, a hat-tricka ustrzelił Christian Gytkjaer, zaś w drugiej połowie dwa razy trafił jego zmiennik Filip Szymczak. Lech wybrał Ślęzę, bo szukał rywala grającego z ustawieniem na trzech obrońców. Tak właśnie gra Raków.

Skład Lecha nie wygląda tragicznie, choć ma słabsze punkty, m.in. prawą obronę. Problemy mogą zacząć się wtedy, gdy kontuzji dozna któryś z podstawowych graczy, gdyż zmiennikami są głównie nastolatkowie. Żuraw z optymizmem patrzy jednak w przyszłość i wierzy w dwa kolejne transfery.

- Cały zespół zasługuje na pochwałę. Mieliśmy dobre warunki do pracy w Poznaniu i na obozie, wszystko co chcieliśmy zrobić, to zrobiliśmy. W wielu aspektach zespół zrobił progres, tak w obronie, jak i w grze do przodu. Są jeszcze detale, nad którymi trzeba pracować, ale to będzie trwało cały czas - twierdzi Żuraw.

Trener Lecha chwalił trzech swoich zawodników z rocznika 2002, na których chce stawiać w rundzie wiosennej. To Filip Marchwiński, Jakub Kamiński oraz Filip Szymczak. Pierwszy jest ofensywnym pomocnikiem i błysnął rok temu strzelając zwycięskiego gola w starciu z Legią, drugi to skrzydłowy, choć teraz musi łatać dziury na prawej obronie, a Szymczak ma być na razie zmiennikiem Christiana Gytkjaera.

- Ta trójka zrobiła duży progres. Nie chcę mówić o Jóźwiaku, Puchaczu czy Moderze, bo to już doświadczeni piłkarze, decydujący o sile zespołu, ale tych trzech młodszych może nam przysporzyć w najbliższych miesiącach wiele radości - ocenia szkoleniowiec.

Problemy Lecha dotykają zresztą także inne polskie kluby, które sprzedają młodych zawodników. Legia straciła Jarosława Niezgodę, Pogoń oddała Adama Buksę, a Jagiellonia - Patryka Klimalę.

- Klubów nie stać na to, by zatrzymywać najlepszych graczy. Na tle Europy jesteśmy daleko, a to powoduje, że najlepsi młodzi piłkarze dostają oferty, które są ratunkiem dla klubów. Można spekulować, czy liga znów będzie słabsza, ale taki trend jest od dłuższego czasu. Nie wiem, czy w perspektywie kilku lat uda się to zmienić, bo te najmocniejsze kluby też muszą sprzedawać by normalnie funkcjonować. Na szczęście mamy coraz więcej młodych piłkarzy i mimo wyjazdów, następni wchodzą do składu. W tym trzeba szukać szansy - uważa Żuraw, który nie chce patrzeć na osłabienia rywali. - Zawsze patrzę tylko na siebie i swój zespół. Mam nadzieję, że nasza praca będzie widoczna w lidze - twierdzi.

O słabości polskiej ligi świadczy choćby to, że niedawny rekordowy transfer Radosława Majeckiego z Legii do AS Monaco za 7 milionów euro jest trzykrotnie niższy od tego, ile West Ham zapłacił Slavii Praga za Tomasza Souczka.

- Czesi są trochę wyżej w hierarchii, to główna różnica. Slavia to zespół, zdecydowanie bogatszy od naszych, jest w stanie ściągnąć wszystkich najlepszych piłkarzy z Czech, do tego dołączyć kilku naprawdę dobrych zagranicznych. To powoduje, że grają w pucharach, rośnie prestiż klubu i ligi, piłkarze są drożsi. Gdyby nasz klub grał regularnie w pucharach, też by sprzedawał nie po 5 milionów, a po 15 - uważa Żuraw. Problem w tym, że "Kolejorz" ostatnie występy w fazie grupowej Ligi Europy zaliczył w 2015 roku, a jeszcze poprzednie - w 2010 roku. Jeśli chce zachować szansę na 5-letni odstęp, musi gonić czołówkę w Ekstraklasie. Na początek rundy wiosennej zmierzy się z Rakowem Częstochowa - start meczu o godz. 17.30.

Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje