Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (39 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (34 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (29 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 6 .Górnik Zabrze (27 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (26 pkt.)
  • 8 .Lech Poznań (25 pkt.)

Lech Poznań spisywał się dobrze tak długo, aż został rozczytany

Lech Poznań opiera swoje przekonanie o powrocie do dobrej gry na bazie tego, co zespół pokazywał w zeszłym roku. Był wtedy skuteczny, ofensywny i zbierał mnóstwo pozytywnych recenzji. Działo się to jednak w określonych okolicznościach.

Te okoliczności wiążą się ściśle z kontekstem, w jakim Lech Poznań rozgrywał najbardziej udane mecze. Były to niewątpliwie pojedynki w europejskich pucharach, w których po raz pierwszy od pięciu lat awansował do fazy grupowej. Poznaniacy zaskakiwali wówczas kolejnych rywali - Hammarby Sztokholm rozbite 3-0, Apollon Limassol ograny na Cyprze 5-0, belgijski zespół Charleroi SC, którego pokonanie dało awans do fazy grupowej. W niej Lech świetnie wypadł przeciwko Benfice Lizbona (mimo porażki 2-4), pokonał też 3-1 Standard Liege.

Jego harce w Europie jednak się skończyły. Od mniej więcej listopada sukcesy w Lidze Europy zastąpiły porażki, niekiedy bardzo dotkliwe. Zbiegło się to w czasie z kontuzjami i nieobecnością wielu piłkarzy, stąd łatwo było te fakty połączyć. Trener Dariusz Żuraw właśnie tak robił, uważał że luki w zespole wypaczają rzeczywistą siłę drużyny i gdy uda się je zapełnić, Lech wróci do wygrywania. 

Lech Poznań szybko przestał wygrywać

Reklama

Nie wrócił, także w tym roku, gdy ruszył do rozgrywek z nowymi ambicjami i możliwościami, także z nowymi zawodnikami. I tu także wyjaśnieniem były braki, kontuzje i nieobecności. Warto zastanowić się nad tym, czy to wyjaśnienie odpowiada prawdzie.

Widzimy bowiem bardzo dużą dysproporcję między tym, co Kolejorz pokazywał w Ekstraklasie w tym i w zeszłym sezonie. Wtedy zajął miejsce drugie, teraz jest jedenasty i zagraża mu wręcz spadek. Przy czym trzeba pamiętać o tym, że w tym sezonie Lech od początku rozgrywek ligowych gra słabo. Przegrał już pierwszy mecz z Zagłębiem Lubin 1-2, potknął się w kolejnym z Wisłą Płock 2-2. Mówiono wtedy o tym, że o ile w Europie wypada dobrze, o tyle w lidze już nie. Tu ma kłopoty permanentnie. Brało się to stąd, że liga to rozgrywki permanetne właśnie, systematyczne i podlegające pewnemu rytmowi, w ramach którego rywala można obserwować częściej, oswajać się z jego słabościami i wykorzystywać je. Europejskie puchary są pod tym względem rywalizacją bardziej dorażną.

Co się stało z Lechem w poprzednim sezonie?

Przyjrzyjmy się jednak poprzedniemu sezonowi 2019/2020. Sam Jakub Moder w niedawnej rozmowie z Interia.pl zauważył, że przecież wtedy również Lech kręcił się w środku tabeli, na niskich pozycjach. Na tym samym etapie zeszłorocznych rozgrywek był ósmy. Potem awansował wysoko po serii zwycięstw, ale jakie były jej okoliczności? Kolejorz zaczął wygrywać dopiero po przegraniu meczu z Legią Warszawa 0-1 na swoim stadionie, co w zasadzie wyjaśniło kwestię tytułu mistrzowskiego. Od tej pory od Lecha nikt już niczego nie oczekiwał, zaczął więc zwyciężać i rozbujał się. Wraz z nowym sezonem się to skończyło, bo pojawiło się nowe rozdanie.

Te dwie zeszłoroczne serie tak udane w dorobku Lecha i trenera Dariusza Żurawia - w europejskich pucharach i pod koniec poprzedniego sezonu - łączy to, że wówczas poznaniakom udawało się rywali zaskakiwać. Korzystał z efektu "wow" przez pewien czas, ale w końcu znajdowało się na niego antidotum. Został rozczytany, a jego ofensywna i starannie budowana gra na "tak" okazywała się zbyt schematyczna, by zbudować dominację na stałe. Lech okazał się w swych poczynaniach tymczasowy.

Magiczny tercet: Tiba, Ramirez, Moder

Jego wachlarz rozwiązań jest zbyt słaby, a udana gra opierała się na współpracy niezwykłego tercetu w środku pola: Jakuba Modera, Pedro Tiby i Daniego Ramireza. Dzisiaj Jakub Moder jest już w Brighton, a Dani Ramirez zgubił formę po przebytej chorobie. Pozostał sam Pedro Tiba, a w pojedynkę tej gry nie jest w stanie wykreować. Rodzą się frustracje, które u Portugalczyka dostrzegamy. Wszystko się wali, niedomaga i zaczynają się problemy z wygrywaniem. A problemy z wygrywaniem napędzają kryzys, kółko się zamyka.

Ani rywale Kolejorza w polskiej lidze w poprzednim sezonie, ani przeciwnicy w europejskich orzgrywkach początkowo nie połapali się, jak zablokować grę zespołu z Poznania. Stało się to jednak dość jasne w Polsce już na początku tego sezonu, a w Europie - wraz z biegiem jesieni. Obecny Kolejorz nie ma kreatywnego środka jak kiedyś, problemy na skrzydłach, grającą nader często w różnych ustawieniach obronę i niekiedy elektrycznych bramkarzy. Taka mieszanka zwiastowała kłopoty i one nadeszły. Lecha można teraz dość łatwo przewidzieć, podobnie jak to, że w tej sytuacji tąpnięcie musiało nadejść.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje