Reklama

Reklama

Lech Poznań - Pogoń Szczecin 2-0. Bjelica wylicza pozytywy

- Pierwsza połowa pokazała, że mamy dobrą drużynę. Druga - że musimy wciąż pracować, byśmy do końca mogli walczyć o mistrza - mówił trener Lecha Poznań Nenad Bjelica po pierwszym tegorocznym zwycięstwie w Ekstraklasie.


Lech pokonał Pogoń Szczecin 2-0 po trafieniach Darka Jevticia oraz Emira Dilavera. Bjelica w swoich słowach nawiązał do ogólnego przekonania, że jego zespół zagrał konsekwentnie i dobrze przed przerwą, a po niej stracił kontrolę, a mógł nawet prowadzenie. Mimo to chorwacki szkoleniowiec odnalazł znacznie więcej pozytywów niż negatywów. 

- Cieszę się, że Darko ponownie strzelił, a Vujadinović znów grał na dobrym poziomie. To może być dla nas bardzo ważny przykład. Cieszę się, że Burić, który często był krytykowany przez was, ale i kibiców, pokazał, że jest dobrym bramkarzem. Cały czas ciężko pracuje i cierpliwie czekał na swoją szansę. Trałka znów zagrał dobry mecz, a Majewski dostał okazję i spisał się nieźle. I do tego jeszcze młody Klupś, który debiutował - wyliczał trener Lecha. 

Reklama

Negatywem było oczywiście to, że Lech po przerwie dał się zdominować. - Nie mieliśmy meczu pod kontrolą, a to znaczy, że musimy wciąż dużo pracować. Drużyna taka jak Lech musi wcześniej zdobyć drugą bramkę, ale najlepiej już po pierwszej połowie prowadzić 2-0. My mieliśmy na to szanse. Nie udało się, a jak się gra z dobrym rywalem, a takim jest obecnie Pogoń, która wygrała trzy mecze, to może być trudno wygrać. Przyszło 15 minut, gdy straciliśmy kontrolę. Przy 1-0 rywal może cię zaskoczyć, na szczęście w sytuacji, którą stworzyła Pogoń, świetnie spisał się Jasmin Burić. Później wszedł jednak Chobłenko, a przede wszystkim Radut i to się zmieniło. Mihai wykonał dobrą pracę, może pomóc drużynie właśnie w takim momencie. On uspokoił grę - analizował Bjelica, który tym razem nie postawił na rumuńskiego pomocnika od pierwszej minuty. Kibicom Lecha ta decyzja... się spodobała.

Na tym jednak pozytywy się kończą. Pod koniec meczu z urazem boisko opuścił Jevtić. Bjelica zdradził, że Szwajcar miał problem z kolanem, ale o szczegółach będzie mógł mówić najwcześniej po badaniach, czyli w poniedziałek. Z kolei Łukasz Trałka pod koniec pierwszej połowy dostał żółtą kartkę, gdy faulem ratował sytuację po stracie Maria Szituma. To zaś oznacza, że nie zagra za tydzień w Kielcach. 

W drugiej części meczu były kapitan Lecha mógł nawet wylecieć z boiska po drugim napomnieniu, gdy dość przypadkowo zagrał piłkę ręką. Sędzia Paweł Raczkowski go jednak oszczędził. Trałka jeszcze nigdy nie zobaczył w meczu ligowym czerwonej kartki, choć zagrał już 331 razy. 

- To doświadczony piłkarz, który wie, jak się zachować w sytuacjach, gdy ma już kartkę. To zagranie ręką było bardzo przypadkowe, on tego nie chciał. Potem w innej sytuacji, gdy rywale kontrowali, zachował się bardzo dobrze i odpuścił faul. W Kielcach na pewno będzie go nam brakować, ale mamy takich, którzy mogą go zastąpić - uważa Bjelica. Rola defensywnego pomocnika prawdopodobnie przypadnie Dilaverowi.

W meczowej kadrze nie znalazł się za to Niklas Baerkroth. To o tyle zaskakujące, że Szwed bardzo dobrze spisywał się w sparingach. Tydzień temu w Gdyni jednak zawiódł, co kosztowało go miejsce nie tylko w wyjściowej jedenastce, ale w ogóle w osiemnastce.

- Nie byłem zadowolony z jego postawy, ale słabo przeciwko Arce zagrała cała drużyna, nie tylko Niklas. Dzisiaj na naszym boisku chcieliśmy dać szansę Jóźwiakowi lub Klupsiowi, stąd taka decyzja. Niklas ma dalej pracować, bo prezentował bardzo dobry poziom w okresie przygotowawczym, a pierwsze spotkanie mu nie wyszło - orzekł Bjelica.

Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL