Reklama

Reklama

Lech Poznań - Piast Gliwice 2-0 w 7. kolejce Lotto Ekstraklasy

Lech Poznań pokonał przed własną publicznością Piasta Gliwice 2-0 (0-0) w meczu 7. kolejki Ekstraklasy. "Kolejorz" wygrzebał się ze strefy spadkowej dzięki golom rezerwowych - Dariusza Formelli i Macieja Gajosa.

Ranking Ekstraklasy - kliknij!

Wyniki, terminarz i tabela Ekstraklasy

"Kolejorz" odetchnął trochę przed przerwą reprezentacyjną, sytuacja Piasta robi się za to poważna.

Patrząc na dorobek strzelecki obu zespołów, trzy gole Lecha i cztery Piasta w sześciu kolejkach, trudno było spodziewać się efektownego widowiska i wielu goli. Rzeczywistość potwierdziła, że oczekiwania obu klubów różnią się od prezentowanej przez nich formy. Jakby nie patrzeć, Piast to wicemistrz Polski, a Lech - klub o drugim budżecie w Lotto Ekstraklasie. Teraz oba kluby są w dolnej połowie tabeli.

Reklama

W poprzednim sezonie poznaniacy nie wygrali żadnego z trzech spotkań z Piastem. Teraz w końcu tej sztuki dokonali, ale znów musieli się sporo namęczyć. Mimo wszystko "Kolejorz" zasłużył na trzy punkty, bo jego piłkarzom bardziej zależało na zwycięstwie. Akcje Lecha były ładne, ale tylko do pola karnego. Napastnika w dobrej formie znów jednak brakowało - Marcin Robak ma za sobą kolejne słabe spotkanie. Tym razem nie miał nawet kto go zmienić, bo Nicki Bille jest kontuzjowany, a Dawid Kownacki - chory. Nic dziwnego, że kibice Lecha znów w trakcie meczu skandowali w kierunku wiceprezesa Piotra Rutkowskiego: "Gdzie jest napastnik?".

Kibice Lecha wrzasnęli z radości w doliczonym czasie pierwszej połowy, gdy po dograniu z rzutu wolnego główkował Paulus Arajuuri. Nie widzieli, że piłka minęła słupek o centymetry, ale nie z tej strony co trzeba. Wcześniej "Kolejorz" też miał kilka sytuacji - strzał Szymona Pawłowskiego w 13. minucie obronił Jakub Szmatuła, z wolnego spudłował Radosław Majewski (26. minuta). Bramkarz Piasta sprawiał wrażenie niepewnego, być może zbyt często oślepiało go słońce. Dwukrotnie pomylił się - raz po dośrodkowaniu Darko Jevticia wypuścił piłkę przed siebie, innym razem minął się z futbolówkę wrzuconą przez Roberta Gumnego.

Piast skupił się na obronie, choć też miał okazje po kontratakach. Można było jednak odnieść wrażenie, że napastnik gliwiczan, czyli tym razem Maciej Jankowski, jest jeszcze mniejszym wsparciem dla zespołu niż Robak w Lechu. Gdy jego zespół wychodził z szybkim atakiem dwóch na dwóch, Jankowski uderzył z 25 metrów słabo po ziemi. Lepsze były strzały Martina Bukaty, ale też nie dały gola.

W drugiej połowie Lech w końcu potwierdził swoją dominację trafieniem.

Na słowa uznania zasłużył Jevtić, któremu trener Jan Urban robi szkodę, wystawiając go na skrzydle. Szwajcar, po zmianie Majewskiego na Formellę, wreszcie mógł grać na "dziesiątce" i co chwilę pod bramką Szmatuły stwarzał zagrożenie. To on wypracował bramkę w 73. minucie - ściągnął uwagę dwóch obrońców, zagrał do Formelli, a ten mierzonym strzałem pokonał Szmatułę. 

W 77. minucie krytykowany ostatnio Formella pięknie uderzył z woleja, ale Szmatuła wybił piłkę. - To był pomocnik, Rutkowski, to był pomocnik - krzyknęli kibice. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego znakomitą szansę miał Arajuuri - znów świetnie spisał się bramkarz Piasta. - To był obrońca, Rutkowski, to był obrońca - szydzili kibice z "kotła". Po kolejnym dośrodkowaniu z narożnika boiska niecelnie główkował Marcin Robak. - Gdzie jest napastnik? - znów można było usłyszeć z trybun.

Końcówka meczu dostarczyła wielu emocji, bo Piast postawił wszystko na jedną kartę i się odkrył. Lech raził rywali kontrami, a Piast... w 91. minucie wyrównał. W ogromnym zamieszaniu Bartosz Szeliga pokonał Putnocky'ego, ale jego radość była przedwczesna. Piłkarz Piasta był bowiem na spalonym. Skuteczna okazała się za to kontra Lecha, po której Maciej Gajos ustalił wynik na 2-0.

Po tej porażce Piast znalazł się za Lechem, teraz to on balansuje na granicy strefy spadkowej. - Jeszcze jeden mecz przegrany, macie wp... murowany - ryknęli kibice Piasta do swoich piłkarzy, gdy ci poszli im podziękować za doping.

Jan Urban, trener Lecha Poznań

W tych warunkach naprawdę trzeba było oddać mnóstwo zdrowia, by zdobyć trzy punkty. Trzeba było walczyć z przeciwnikiem, ale i z samym sobą, bo to normalna rzecz, że w wielu momentach człowiek czuje się wykończony jak gra w takiej temperaturze. Zasłużone zwycięstwo naszego zespołu, stworzyliśmy więcej sytuacji. Oczywiście serce zadrżało, gdy strzelili nam bramkę, bo wydaje mi się, że nie zasługiwalibyśmy na remis, tylko na zwycięstwo.

To, co cieszy po ostatnich spotkaniach, to że zawodnicy, którzy dostają szansę, wchodzą na zmiany i dają coś drużynie. To niesamowicie ważne, bo daje też do myślenia trenerowi. Wiem, jaki jest Maciek Gajos, a tak grając, walczy się o miejsce w podstawowym składzie. Dużo było tej dyskusji o dwóch defensywnych pomocnikach - Trałce i Tettehu. Łukasz miał grać trochę wyżej, z tych dwóch zawodników zasadniczo jeden ma trzymać głębię, a drugi może się włączać wyżej do ataków. Postawiłem na duet audi TT, bo jest takie, czyli Trałka - Tetteh i uważam, że bez niego byśmy dzisiaj nie wygrali. Nie wykluczam jednak, że czasem nie będziemy grali w innym wariancie, bez jednego z nich. Ja ich bardzo cenię i na nich dzisiaj postawiłem.

Jirzi Necek, trener Piasta Gliwice

Sami państwo widzieliście, jak wyglądała gra w pierwszej połowie. Niewiele się działo, sporo było chaosu i nerwów, dużo niecelnych podań. Kibicom też się chyba to nie podobało. W drugiej połowie wiedziałem, że muszę dość szybko przeprowadzić zmiany, bo graliśmy w środę 120 minut w Pucharze Polski. Starałem się tę grę jakoś poprawić. Największym błędem było to, że nie wykończyliśmy kontrataków, nie udało się to Badii i Szelidze. Udało nam się w końcu  strzelić na 1-1, ale nie chciałbym za bardzo komentować decyzji sędziego. Nie widziałem za dobrze sytuacji, mogę się odnieść tylko do tego, co mi powiedział sędzia techniczny. Powiedział, że Szeliga wracał ze spalonego. Musiałbym to obejrzeć raz jeszcze, nie mogę w stu procentach się teraz ustosunkować. Otworzyliśmy grę, Lech strzelił na 2-0 i to był koniec meczu. W sumie to trzy punkty zasłużenie zostały w Poznaniu.

Gdy zdecydowałem się przejąć drużynę, to już wtedy obiecywano mi napastnika. Na razie brak jest efektów, ale kierownictwo szuka dalej. Słyszałem tu okrzyki miejscowych kibiców dotyczące napastnika, ale mam wrażenie, że bardziej dla nas była ta przyśpiewka.

Andrzej Grupa, Poznań

Lech Poznań - Piast Gliwice 2-0 (0-0)

Bramki: 1-0 Formella (73), 2-0 Gajos (90)

Lech: Putnocky - Kędziora, Arajuuri, Bednarek ŻK, Gumny ŻK - Jevtić (75. Gajos), Tetteh, Trałka, Majewski (58. Formella), Pawłowski (85. Makuszewski) - Robak.

Piast: Szmatuła - Sedlar, Korun, Hebert, Mraz - Pietrowski, Murawski, Bukata ŻK, Masłowski (57. Szeliga), Badia  (73. Mokwa) - Jankowski (81. Barisić).

Widzów: 11254.

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL