Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (52 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (47 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (40 pkt.)
  • 4 .Piast Gliwice (37 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (37 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (35 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (33 pkt.)
  • 8 .Warta Poznań (33 pkt.)

Lech Poznań padł sobie w ramiona i krytyka. Reglamentujemy też radość?

Radość piłkarzy Lecha Poznań po rzutach karnych z Radomiakiem Radom była niestosowna? Krytykę wzbudza też padnięcie sobie w ramiona po pokonaniu Warty Poznań. Chyba jednak tylko tych, którzy nigdy nie uprawiali sportu.

Lech Poznań jest zespołem o takim potencjale i takich ambicjach, że pewne sukcesy powinien osiagać domyślnie. Wyeliminowanie pierwszoligowego Radomiaka Radom z Pucharu Polski? Obowiązkowe. I na pewno nie po rzutach karnych, bo to wstyd, że Kolejorz w ogóle je musiał strzelać. Już więc wtedy lechici narazili się na przytyki, że ich wielka radość po wygraniu konkursu jedenastek była niestosowna.

Teraz pojawiają się wyrazy oburzenia na widok tego, że Lech uczcil radością strzelenie gola Warcie w ostatniej minucie meczu derbowego. Dało to kolejowej drużynie zwycięstwo 2-1. Eksplozja emocji znow była nie na miejscu i nieadekwatna, bo przecież Lech miał z warciarzami wygrać bez tak dramatycznych okoliczności, na spokojnie i oszczędzając nerwy własne oraz swoich kibiców.

Reklama

Miał to wszystko zrobić i już. Skoro zrobił z problemami, to nie ma się z czego cieszyć.

Lech Poznań ma prawo do radości?

Takich opinii jest co niemira, a wynikają one z wielkiego rozczarowania postawą Lecha w ostatnich tygodniach i miesiącach. Poziom prezentowany przez Kolejorza bardzo spadł; zespół miał walczyć o mistrzostwo kraju, a w pewnym momencie znalazł się na trzynastej pozycji (teraz, po wygranych derbach jest siódmy). To poniżej oczekiwań, a zatem radość Lecha z wygranych często postrzegana jest jako kpina i abstrahowanie od tego, że powinien się znajdować w innym miejscu i mierzyć z zupełnie innymi wyzwaniami niż ogranie Radomiaka czy Warty.

Na dodatek po słabych meczach, bo gdyby Lech zwyciężył je po świetnej grze, wówczas rzeczywiście można by unieść ręce - rozumuje wielu fanów. Przeczołgał się jednak jakoś przez te mecze, a mimo tego okrasza je eksplozją radości - tego część obserwatorów nie rozumie i to krytykuje. Nie nieistotna masa hejterów, wyzywających go niezależnie od okoliczności od Kuchenkorza czy Bóg wie kogo jeszcze, ale także ci trzymający poziom kibice, zatroskani jego losem.

To właśnie tego typu uwagi są niestosowne, a nie radość piłkarzy. To bowiem reglamentowanie radości, dyktat kiedy i z czego wolno się cieszyć, a kiedy nie. To zupełnie nieuprawnione wejście w czyjeś emocje.

Lech Poznań się cieszy. To emocje

A mówimy wszak o emocjach, które tkwią w każdym sportowcu niezależnie od tego, jak bardzo wcześniej rozczarował. Może właśnie tym są większe, gdy powstają po przełamaniu niemocy, po ucieczce spod gilotyny jak w Grodzisku Wlkp. Zarzucanie Lechowi, że raduje się bez patrzenia na okoliczności jest głębokim niezrozumieniem tego, czym jest sport i jakie generuje emocje. Radość jest w nim często niezwykle relatywna i zależy nie tylko od poziomu, który się reprezentuje, ale także doraźnej sytuacji i wydarzeń.

Lech wystrzelił z radością, bo skomasowane od tygodni emocje znalazły wreszcie swoje ujście. Potrzebował tego jak ulgi. Nie wygrywał ostatnio niemal z nikim, zatem teraz cieszy się, gdy wygra z kimkolwiek. Może za jakiś czas na zwycięskiego gola w doliczonym czasie z Wartą zareaguje wzdrygnięciem ramion, ale będzie to wówczas znaczyło, że przestał uprawiać sport i nie ma już gorącego serca.

Krytyka radości Kolejorza po wygranych jest tak absurdalna, że aż dziwna. W calej tej historii z padającymi sobie w ramiona poznaniakami istotniejsze jest w zasadzie co innego - mianowicie wpływ tych wygranych na dalsze losy i wyniki Lecha, a co za tym idzie - wpływ tej radości i ulgi, którą poznaniacy pokazali.

Przypomnijmy, że już po dramatycznym meczu Pucharu Polski trener Dariusz Żuraw zapowiadał, że zwycięstwo odniesione w takich okolicznościach, w trzaskającym mrozie i rywalach, którzy mieli awans na wyciągnięcie ręki, musi podziałać na Lecha. Da mu kopa, który go poniesie. Tak się jednak nie stało. Po meczu z Radomakiem przyszedł bowiem fatalny występ przeciwko Wiśle Płock, po którym domagano się natychmiastowej dymisji szkoleniowca lechitów. Tamta wygrana i  eksplozja radości nie pomogły.

Pytanie więc, czy pomogą teraz. Trener Żuraw zmienił retorykę z "potrzeba nam jednej wygranej, która wszystko zmieni" na inną. Teraz wymienia nowe warunki, pod którymi Lech ma zacząć wreszcie odnosić sukcesy. A kolejne mecze są niezwykle ważne i trudne - we wtorek 2 marca poznaniacy zagrają w Pucharze Polski z rewelacją sezonu, Rakowem Częstochowa, z którym porażka zamknie mu zapewne drogę do europejskich pucharów. Natomiast w niedzielę 7 marca Lech zagra z niedawnym liderem, Pogonią Szczecin. Jeżeli faktycznie ma przyjść ta ulga, kop i zmiana,to najlepiej teraz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje