Lech Poznań. Nenad Bjelica zły na wypowiedzi innych trenerów

Trener piłkarzy Lecha Poznań Nenad Bjelica przyznał, że irytują go wypowiedzi innych szkoleniowców o jego zespole i o tym, że powinien zdobyć mistrza. "Takie zachowania są nieodpowiedzialne i to jest nie w porządku" - stwierdził na konferencji prasowej.

Bjelica nawiązał do słów opiekuna Bruk-Betu Termaliki Nieciecza Mariusza Rumaka, który po przegranym spotkaniu (1:3) w ostatnią niedzielę powiedział, że dla niego byłaby to niespodzianka, gdyby Lech nie został mistrzem kraju. Z kolei jeszcze w poprzednim sezonie Michał Probierz po jednym z meczów gratulował Lechowi tytułu, choć poznaniacy nie byli nawet liderem tabeli.

Reklama

"Jak spotkam się z Michałem Probierzem, to powiem mu, że takie słowa są nie w porządku. Tak samo jak to, że jak nie zdobędziemy mistrza, to będzie niespodzianka. To taka próba wywierania presji, choć raczej traktuję to jako dodatkową motywację. Ale my nie mamy problemu z presją" - mówił Chorwat, który nie wzbrania się jednak przed jasnymi deklaracjami dotyczących obecnego sezonu.

"Oczywiście, że chcemy być mistrzem, ale gdy takie deklaracje padają ze strony innych szkoleniowców to jest to brak odpowiedzialności. Trener do trenera musi mieć szacunek. Może lepiej, gdyby powiedział, że Lech jest jednym z faworytów obok Legii, Zagłębia czy Jagiellonii? My nie kupiliśmy zawodników za 15 mln euro, tylko sprzedaliśmy piłkarzy za podobną kwotę. Mamy jednak dobrą drużynę. Ja natomiast koncentruję się wyłącznie na swojej pracy, na swoim klubie i swoich piłkarzach" - podkreślił Bjelica.

Właśnie mija rok, odkąd chorwacki trener objął "Kolejorza", zastępując Jana Urbana. Oceniając 12 miesięcy swojej pracy, przyznał, że było sporo pozytywów, ale zabrakło przede wszystkim mistrzowskiego tytułu.

"Mieliśmy dobre serie i wiele dobrych meczów. Problemem jest to, że nie wygraliśmy kilku ważnych spotkań i nie zdobyliśmy tytułu. Rozczarowaniem był mecz finałowy Pucharu Polski z Arką Gdynia, zagraliśmy wtedy bardzo słabo. Natomiast w ubiegłym sezonie udało się wypromować kilku młodych zawodników Jana Bednarka, Tomka Kędziorę czy Dawida Kownackiego i sprzedać za duże pieniądze" - ocenił.

Pogromca Lecha w finale PP będzie właśnie rywalem lechitów w najbliższym meczu ligowym. Poznaniacy liczą na rewanż za porażkę w Warszawie.

"To było wielkie rozczarowanie nie tylko dla kibiców, ale dla nas samych. Chcemy rewanżu, to jest dobra okazja, żeby odpowiedzieć na tę bolesną porażkę sprzed kilku miesięcy" - stwierdził Bjelica.

W Lechu kilku zawodników ma drobne urazy, Christian Gytkjaer ma kłopot z paznokciem stopy, Łukasz Trałka z nosem, do zdrowia wraca Nikola Vujadinovic. Bjelica ma jednak szeroką kadrę i może liczyć na zmienników.

"Christian wczoraj z nami trenował i jeszcze nie wiem, czy będzie gotowy do gry. Łukasz też trenował lżej, ale jak go znam, to będzie chciał zagrać, nie wiem tylko czy w masce, czy bez. Nikolę będziemy jeszcze oszczędzać, z kolei Robert Gumny trochę chorował, ale powinien być gotowy do gry" - wyjaśnił.

Niewykluczone, że wkrótce do drużyny dołączy lider drugiej linii Darko Jevtic, który w meczu przeciwko FK Haugesund doznał kontuzji stawu skokowego. Bjelica liczy, że po przerwie reprezentacyjnej Szwajcar będzie do dyspozycji na kolejne spotkanie.

Mecz Lecha z Arką rozegrany zostanie w niedzielę o godz. 15.30.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje