Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (0 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (0 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (0 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (0 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (0 pkt.)
  • 6 .Piast Gliwice (0 pkt.)
  • 7 .Podbeskidzie B.-B. (0 pkt.)
  • 8 .Pogoń Szczecin (0 pkt.)

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 1-0. Bjelica: Wyrzucenie na trybuny? We Włoszech to był standard

- Czy pierwszy raz sędzia wyrzucił mnie z ławki? W Lechu tak, ale we Włoszech to był standard – powiedział po spotkaniu z Lechią Gdańsk trener „Kolejorza” Nenad Bjelica. Sędzia Szymon Marciniak wyrzucił go na trybuny, bo szkoleniowiec poznaniaków chciał wyjaśnić sytuację ze Sławomirem Peszko. Zarzucał mu niesportowe zachowanie.

Lotto Ekstraklasa - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabelę!

Reklama

Chodziło o sytuację z 45. minuty, gdy Peszko leżał na murawie, a lechici wybili piłkę. Po wznowieniu gry Peszko nie oddał jej bezpośrednio gospodarzom, nie wybił na aut, ale mocno kopnął w kierunku bramki Matusza Putnocky’ego. Słowak stał z boku, to mogło go zaskoczyć.

- Peszko to zawodnik, który grał dla tego klubu, ten klub mu płacił i on musi okazać szacunek dla niego oraz jego kibiców. To jedyne, co mu powiedziałem, niczego innego nie dodałem. Zdaniem sędziego to zbyt wiele i dlatego zostałem odesłany na trybuny - mówił po meczu Bjelica, a zachowanie Peszki nazwał "niesportowym".

- Z Miloszem Krasiciem? On chciał mnie uspokoić, ja mu mówiłem, że jego kolega zachował się niesportowo. On akurat tego nie widział, ale tu żadnej scysji nie było - dodał Chorwat, który zdradził przy okazji, że gdy prowadził we Włoszech Spezię Calcio, regularnie był wyrzucany na trybuny.

- Wiele nerwów kosztowała mnie ta druga połowa, bo siedziałem na trybunach i miałem poczucie bezsilności, nic nie mogłem zrobić. We Włoszech to były normalne sytuacje. Zawsze mam jakiś sposób porozumiewania się z asystentem. Już w przerwie mieliśmy plan A, jakby szło dobrze, i plan B na ewentualne niepowodzenie. Z Rene Pomsem znamy się od lat, on wie, jak ja myślę, a sam myśli podobnie - opowiadał Bjelica.

Jego zdaniem Lech wygrał zasłużenie, a co najważniejsze - zagrał niemal perfekcyjnie w defensywie. - Zmierzyliśmy się z rywalem, który ma w tej lidze bardzo mocną ofensywę. W tym czasie 96 minut dopuściliśmy do bardzo niewielu sytuacji pod naszą bramką, żadna z nich nie była groźna. To pokazuje, jaką pracę wykonała nasza drużyna w defensywie. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak zagraliśmy, jak walczyliśmy i z jakimi emocjami przystąpiliśmy do meczu - stwierdził trener "Kolejorza".

Kto był cichym bohaterem poznańskiej ekipy? To... kucharz Artur Dzierzbicki. - Chciałem mu podziękować, bo przygotował dzisiaj dla nas nieprawdopodobne ciasto. Dostarczył energię chłopakom. Wielu ludzi pracuje na sukces drużyny, ale nie wszystkich zawsze widać. Dlatego to zwycięstwo dedykuję Arturowi - śmiał się Bjelica.

Zaskoczeniem było to, że Bjelica dokonał wielu zmian w składzie w porównaniu do pucharowego meczu z Pogonią. Można się było spodziewać, że Matusz Putnocky zajmie miejsce Jasmina Buricia, ale już posadzenie na ławce Lasse Nielsena, Darko Jevticia, Macieja Gajosa czy Dawida Kownackiego to niespodzianka.

- Wiele razy już mówiłem, że mamy bardzo dobrą kadrę. Wymieniłem pięciu zawodników: pojawili się Putnocky, Aziz, Makuszewski, Robak i Wilusz. Moje pytanie - kto z tej piątki nie jest piłkarzem pierwszej jedenastki? Z tego grona aż czterech grało od początku w ostatnim meczu ligowym w Szczecinie - mówił Bjelica. I dodał: - Chcę wyrazić szacunek każdemu z zawodników i pokazać, jak ważni są dla mojej drużyny. Właśnie dając okazję zagrać w mojej jedenastce. Mamy 16-17 zawodników, którzy są w dobrej formie i posiadają poczucie odnoszonych sukcesów. W kolejnym spotkaniu, gdy Kędziora i Bednarek będą pauzowali za kartki, okazję dostaną inni - zakończył trener Lecha.

Kolejne spotkanie poznaniacy zagrają w piątek - z Arką w Gdyni.

Andrzej Grupa, Poznań

Dowiedz się więcej na temat: Nenad Bjelica | Lech Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje