Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (6 pkt.)
  • 6 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 7 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (5 pkt.)

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 0-1 w 14. kolejce Ekstraklasy

Lechia Gdańsk pozostanie liderem Ekstraklasy - obroniła swoją pozycję dzięki wygranej 1-0 w Poznaniu z Lechem, pierwszej wyjazdowej z tym klubem od... 53 lat, a w najwyższej klasie od 56! A w "Kolejorzu" zapowiada się bardzo burzliwy tydzień - kryzys znalazła się w ogromnym kryzysie, a kolejne decyzje trenera Ivana Djurdjevicia zdają się potwierdzać, że nie ma on pomysłu, jak wyprowadzić zespół z zapaści.

Kliknij, aby zobaczyć zapis relacji na żywo z meczu

Reklama

Zapis relacji na żywo dla urządzeń mobilnych

Lechia nie zagrała w Poznaniu wielkiego spotkania. Przeciwnie - zagrała bardzo przeciętnie i nawet wiedząc o fatalnej dyspozycji Lecha, nie zdecydowała się na przejęcie inicjatywy czy grę wysokim pressingiem. Czekała na błąd poznaniaków, którzy zresztą te błędy regularnie popełniają, a gdy okazja się stworzyła, bezlitośnie wykorzystał ją duet Jakub Arak - Flavio Paixao.

Po klęsce w Szczecinie i odpadnięciu z Pucharu Polski w Częstochowie nikt już nie ma wątpliwości, że jeden z kandydatów do mistrzostwa Polski, przynajmniej przed sezonem, jest ww olbrzymich tarapatach. Lech zawodzi pod każdym względem - tak sportowo, jak i kibicowsko. Mecz z Lechią obserwowało 8 tys. widzów, a przecież było to spotkanie z liderem. Tak grającego Lecha niewielu poznaniaków chce oglądać. Zwłaszcza, że trudno się z tą drużyną identyfikować. W meczowej osiemnastce nie było żadnego zawodnika, który w czerwcu świętował wygranie Centralnej Ligi Juniorów. Za to po zmianach w 62. minucie, gdy boisko opuścili Marcin Wasielewski i Kamil Jóźwiak, w składzie Lecha znalazło się dziewięciu obcokrajowców. To z kolei znaczy, że dziewięciu piłkarzy w niebieskich koszulkach nosiło pamiątkowe opaski z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości...

Piłkarzom Lecha nie można odmówić zaangażowania, ale nie szło ono w parze z jakąkolwiek koncepcją taktyczną. Przestawiony na czwórkę obrońców Lech bił głową w gdański mur, nieco więcej spokoju było za to w tyłlach poznańskiej drużyny. Głównie jednak dlatego, że Lechia nie zamierzała wysoko atakować rywali, a czekała na nich na swojej połowie. Tam zaś środkowa strefa gdańszczan, kierowana przez Daniela Łukasika, robiła porządek. Mecz był więc niemraw, ale w 26. minucie gości przeprowadzili kluczową akcję w tym spotkaniu. Najpierw na prawej stronie boiska za słabo piłkę wybił głową Thomas Rogne, zaś Jakub Arak zdołał zastawić się przed atakującym go  Wołodymyrem Kostewyczem i przejął futbolówkę. Zagrał na środek, przed pole karne, a tam wbiegał Flavio Paixao. Portugalczyk kapitalnie uderzył z woleja, tuż przy słupku i goście prowadzili 1-0.

Lechia przejęła już zupełną kontrolę nad spotkaniem, choć w 34. minucie przytrafił jej się moment dekoncentracji. W kontrataku Christian Gytkjaer zagrał do Joao Amarala, który mocno i prezycyjnie huknął w dalszy róg bramki. Zlatan Alomerović nie dal się jednak pokonać - świetną paradą zbił piłkę poza boisko. Tym samym udowodnił też, że trener Piotr Stokowiec nie mylił się dając mu szansę zamiast Duszana Kuciaka. Jeszcze tuż przed przerwą gdańszczanie pogubili się przy rzucie rożnym i zostawili bez opieki Kamila Jóźwiaka, ale młodzieżowy reprezentant Polski uderzył fatalnie, bardzo lekko.

W drugiej połowie emocji było jeszcze mniej. Lech nie miał w swoich szeregach piłkarza, który potrafiłby pociągnąć grę. Nie jest nim Pedro Tiba, nie jest też jego rodak Amaral - obaj bowiem są w podobnej dyspozycji jak reszta zespołu. Lechia za to świetnie się przesuwała, grała zespołowo, a gdy miała okazję, kontrowała. Bliski swojego dziesiątego gola w sezonie był Flavio Paixao, ale jego strzał w sytuacji sam na sam Burić obronił barkiem. Z kolei w 76. minucie niepilnowany na linii pola karnego znalazł się Lukasz Haraslin. Strzelił mocno, po ziemi, ale znów górą był Burić. Lech zaś czekał na jakiegoś farta, błąd rywali, stały fragment. Nic takiego nie dostał i trzy punkty pojechały do Gdańska.

Ostatni raz Lechia wygrała w Poznaniu w 1965 roku, ale to było w drugiej lidze. W najwyższej klasie rozgrywkowej to oczekiwania trwało od 1962 roku.

Andrzej Grupa, Poznań

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 0-1 (0-1)

Bramka: 0-1 F. Paixao (26).

Lech: Burić - Gumny ŻK, Goutas, Rogne, Kostewycz - Wasielewski (62. Dioni), Tiba ŻK, Gajos, Amaral (90. Tomczyk), Jóźwiak (62. Jevtić) - Gytkjaer.

Lechia: Alomerović - Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenović ŻK - Michalak (69. Fila), Kubicki, Łukasik, Haraslin (86. Makowski) - Paixao, Arak ŻK (60. Sobiech).

Sędziował Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów: 8059.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Ranking Ekstraklasy - sprawdź!

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Lechia Gdańsk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama