Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (16 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (13 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (13 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (12 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (10 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (10 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (9 pkt.)

Lech Poznań - Korona Kielce 1-0 w 9. kolejce Ekstraklasy

Tradycji stało się zadość – Korona nie odczarowała stadionu w Poznaniu i znów na nim nie wygrała. Pozycję lidera uratował Lechowi bramkarz Matusz Putnocky, który obronił rzut karny wykonywany przez Jacka Kiełba. Wcześniej trafił za to Łukasz Trałka i Lech pokonał Koronę 1-0. Sędzia trzykrotnie przerywał mecz, bo kibice odpalili race i dym utrudniał widoczność.

Kliknij, aby zobaczyć zapis relacji na żywo z meczu Lech - Korona

Reklama

Zapis relacji na żywo dla urządzeń mobilnych

Korona przyjechała do Poznania nie po to, aby się bronić, ale wykorzystać błędy Lecha. Te zaś, przy pressingu kielczan, trafiały się dość często. Gino Lettieri bardzo ciekawie ustawił swój zespół, choć przecież do Poznania nie przywiózł aż trzech napastników (Macieja Górskiego, Elii Soriano i Niki Kaczarawy) i kolejnego gracza ofensywnego - Nabila Aankoura. Mimo to Niemiec uznał, że warto ustawić zespół z dwójką napastników, choć pierwotnie wysuniętym piłkarzem miał być Jacek Kiełb, zaś Goran Cvijanović powinien go wspierać z pozycji numer dziesięć. W rzeczywistości obaj często grali w linii i często trafiały do nich piłki.

Lechici nie mogli bowiem poradzić sobie w środkowej strefie, a choć częściej byli w posiadaniu piłki, to nic z tego nie wynikało. Ładniejsze były akcje zaczepne Korony, często organizowane lewą flanką dzięki Ivanovi Jukiciowi. Kilka razy kotłowało się też na przedpolu bramki Lecha po rzutach rożnych, groźnych uderzeń jednak brakowało.

Lech grał w ofensywie tylko odrobinę lepiej niż przed tygodniem w Szczecinie. Tę różnicę tworzyli głównie Maciej Makuszewski, wykorzystujący swoją szybkość oraz Radosław Majewski, nie bojący się dryblingów. Reszta graczy lidera Ekstraklasy spisywała się jednak słabo. To właśnie Majewski w 15. minucie stworzył pierwszą dobrą sytuację, ale z ostrego kąta huknął prosto w Zlatana Alomerovicia.

Nic jednak nie zapowiadało w tym przeciętnym spotkaniu przełomu. Korona dobrze rozbijała ataki Lecha, sama zaś rzadko niepokoiła Matusza Putnocky'ego. Przełom mógł nastąpić jedynie po stałym fragmencie - i tak się właśnie stało. W 35. minucie Majewski dośrodkował piłkę z narożnika boisko tuż przed bramkę - tam, gdzie zwykle bez problemu futbolówkę łapie bramkarz. Zlatan Alomerović wyskoczył jednak w złym momencie i z piłką się minął. Ta poleciała na dalszy słupek, prosto na głowę Christiana Gytkjaera. Napastnik Lecha niespecjalnie się jednak orientował w sytuacji i... zagrał do tyłu. Tak jednak szczęśliwie, ze kolejną główką Łukasz Trałka zdołał przelobować stojącego na linii bramkowej Pape Diawa.

Ta bramka mocno chyba podziałała na morale kielczan, którzy przez kilka minut sprawiali wrażenie przetrąconych. "Obudzili się" tuż przed przerwą, gdy po rzucie rożnym Adnan Kovacević powinien był wyrównać.    

W drugiej połowie to goście byli jednak zespołem lepszym. W 54. minucie dostali wymarzoną okazję do wyrównania, po dziwacznym wślizgu Vernona de Marco. Argentyńczyk postanowił bowiem zaatakować wybiegającego z pola karnego Michaela Gardawskiego, ale trafił w jego nogi. Do rzutu karnego podszedł były lechita Jacek Kiełb - przegrał jednak pojedynek z Putnockym. Słowak obronił już szóstą z dziewięciu jedenastek odkąd gra w Ekstraklasie!

Do końca tego spotkania wynik był niewiadomą. Korona jeszcze kilka razy próbowała zaskoczyć Putnocky'ego, głównie z dystansu. Bez efektu. Lech atakował niemrawo. Im bliżej było końca tego spotkania, tym bardziej tempo spadało. Do tego doszło jeszcze trzecie przerwanie spotkania przez arbitra, bo race rozpalone przez kibiców Lecha zbyt mocno zadymiły boisko. W sumie w obu połowach sędzia Daniel Stefański doliczył aż 12 minut.

"Kolejorz" utrzymał więc wynik 1-0, ale znów wypadł blado. Prawdopodobnie utrzyma też pozycję lidera, bo wyprzedzić może go jedynie Górnik Zabrze. Aby tak się stało, musiałby jutro wygrać ze Śląskiem Wrocław aż czterema bramkami.

Andrzej Grupa, Poznań

Lech Poznań - Korona Kielce 1-0 (1-0)

Bramki: 1-0 Łukasz Trałka (35-głową).

Żółta kartka - Lech Poznań: Robert Gumny, Maciej Makuszewski. Korona Kielce: Ivan Jukic, Jacek Kiełb, Adnan Kovacevic, Elhadji Pape Diaw.

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 20 581. 

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Emir Dilaver, Lasse Nielsen, Vernon De Marco - Maciej Makuszewski (67. Darko Jevtić), Łukasz Trałka, Radosław Majewski (80. Nicklas Barkroth), Abdul Aziz Tetteh, Mario Situm - Christian Gytkjaer (72. Nicki Bille Nielsen).

Korona Kielce: Zlatan Alomerović - Bartosz Rymaniak, Elhadji Pape  Diaw, Adnan Kovacevic, Ken Kallaste - Michael Gardawski, Jakub Żubrowski, Goran Cvijanovic (66. Krystian Miś), Mateusz Możdżeń (89. Fabian Burdenski), Ivan Jukić (79. Łukasz Kosakiewicz) - Jacek Kiełb.

Ranking Ekstraklasy - sprawdź

Ekstraklasa - zobacz wyniki, strzelców, składy, terminarz i tabelę

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Korona Kielce | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje