Reklama

Reklama

  • 1 .Wisła Kraków (4 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (4 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (4 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (4 pkt.)
  • 5 .Radomiak (4 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (4 pkt.)
  • 7 .Piast Gliwice (3 pkt.)
  • 8 .Zagłębie Lubin (3 pkt.)

Lech Poznań jeszcze bardziej osłabiony przed meczem z Ruchem Chorzów

Do kontuzjowanych wcześniej trzech piłkarzy Lecha Poznań doszło dwóch kolejnych – oni też nie zagrają w meczu z Ruchem Chorzów. – Wszyscy, których mam, jadą. A znalazłoby się i miejsce dla pana – zażartował trener „Kolejorza” Jan Urban w kierunku dziennikarza.

Ekstraklasa - sprawdź wyniki, terminarz, tabelę

Ci kontuzjowani wcześniej gracze to dwaj napastnicy: Marcin Robak i Nicki Bille Nielsen oraz skrzydłowy Szymon Pawłowski. Teraz do tego grona dołączył środkowy pomocnik Karol Linetty oraz młody skrzydłowy Kamil Jóźwiak, który w trzech ostatnich spotkaniach wchodził na boisko z ławki. To zaś oznacza, że Urbanowi w rotacji pozostał zaledwie jeden zawodnik ofensywny - Darko Jevtić lub Maciej Gajos.

Reklama

- Zabieramy osiemnastkę zrobioną trochę na siłę, choć i tak nie znajdziecie tego, który jedzie na siłę. We wtorek mamy mecz pucharowy, później Legia, następnie połowa wyjedzie na zgrupowania reprezentacji, począwszy od U-19 aż po Gambię i zostanie nas kilku. Pogramy sobie w karty i poczekamy na mecz ze Śląskiem - mówi wyraźnie rozżalony Urban.

Uraz Karola Linettego to nie jest nowa rzecz, bo z bolącymi żebrami piłkarz wystąpił w dwóch poprzednich spotkaniach. - Miał stłuczone żebra, zrobiliśmy badania, na których nic nie wychodziło i on z tym bólem grał. Później okazało się, że jednak jest problem. Nigdy w życiu nie wypuściłbym zawodnika i tak robiłem w rundzie jesiennej, w którego przypadku byłoby ryzyko odniesienia kontuzji. Są jednak takie sytuacje, gdy niełatwo jest powiedzieć, czy gość nadaje się do gry czy nie. Zresztą sami możecie zapytać piłkarzy, czy kogoś na siłę posyłaliśmy na boisko. Ja tego nigdy nie zrobię, zresztą logika mi podpowiada, że wolę, aby zawodnik nie zagrał jednego spotkania niż czterech następnych - mówi Urban.

Linettemu przytrafiło się bowiem coś podobnego, co wcześniej dotknęło Nickiego Bille. On w samej końcówce pierwszego meczu z Termalicą Nieciecza też opuścił boisko, bo odczuwał ból w mięśniu dwugłowym. W następnym spotkaniu zagrał i naderwał ten mięsień. - Tyle, że nic nie było naderwane, bo nigdy w życiu nie zagrałby w Bielsku-Białej. Nawet z leciutko naderwanymi włóknami w tym mięśniu nie da się trenować, bo kłuje i boli. Nie ma szans. On normalnie trenował, był gotowy do gry, ale nie dał rady. Puściły mu te włókna, a to było niemożliwe do zdiagnozowania - dodaje trener Lecha, kiedyś świetny napastnik.

Urban stwierdził, że decyzja o dopuszczeniu piłkarza do gry nie zapada jednoosobowo, a wpływ na nią ma klubowy lekarz, fizjoterapeuci, trenerzy od przygotowania fizycznego oraz sam szkoleniowiec. - Staramy się wybrać najlepszą decyzję dla wszystkich, ale mając na uwadze zdrowie zawodnika.

Jak się okazuje, Nicki Bille wznowił już zajęcia z resztą zespołu, ale z uwagi na infekcję musiał je ograniczyć. Od poniedziałku będzie jednak normalnie trenował, co pozwala sądzić, że przeciwko Legii Warszawa w kolejny weekend powinien już wystąpić.

Kłopoty zdrowotne dopadły też młodego Kamila Jóźwiaka. 17-latek był ostatnio zmiennikiem dla Sisiego czy Gergo Lovrencsicsa, ale do Chorzowa nie pojechał. - Ma problem, bo coś go kłuje w plecach, może się brać od kręgosłupa. Tu też jest podobna sytuacja, że pewnie na jakichś tabletkach byłby do dyspozycji, ale nie o to chodzi. Dostał też temperatury, przyplątała się infekcja i w ogóle został wykluczony - przyznaje Urban.

Przed Lechem trzy ciężkie spotkania - w sobotę z Ruchem w Chorzowie, później we wtorek z Zagłębiem Sosnowiec w Pucharze Polski i po kolejnych czterech dniach szlagier z Legią. Czy Urban zdecyduje się na rotacje, które tak bardzo sprawdzały się jesienią? Teraz ma jednak mniejszą liczbę dostępnych piłkarzy.

- Będziemy z jednej strony zmuszeni do tego, ale nie wiem, czy w większym czy w mniejszym stopniu. Myślę tu o żółtych kartkach. Chcę rotować, skoro czekają nas aż trzy spotkania w tygodniu, zmniejszyć obciążenia. Nie rozmawiamy o tym, że kogoś straciliśmy, bo co to nam da? Nie chcę już tego wałkować, lamentować, płakać, bo niczego to nie zmieni. Uważam, że zawodnicy, którzy czekali na swoją szansę, teraz ją dostaną. Proszę, by ją chcieli wykorzystać i dać trenerowi argumenty, byś w kolejnych meczach grał więcej. Jesienią graliśmy wszystkimi i nie mogliśmy narzekać na wyniki, a to oznacza, że da się tak robić - kończy Urban.

Na żółte kartki w Chorzowie muszą uważać trzej podstawowi obrońcy (Marcin Kamiński, Tomasz Kędziora i Paulus Arajuuri) oraz defensywny pomocnik Abdul Aziz Tetteh. Początek spotkania Ruch - Lech: w sobotę o godz. 20.30.

Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Ruch Chorzów | Jan Urban

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje