Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (24 pkt.)
  • 2 .Legia Warszawa (23 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (20 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (18 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

Lech Poznań. Bramkarz Lecha zjadł kebaba. Musiał się tłumaczyć

Nowy bramkarz Lecha Mickey van der Hart zdążył się już przekonać na własnej skórze, jak wielka jest popularność piłkarzy "Kolejorza" w Poznaniu i... czym to grozi. Dla wychowanka Ajaksu Amsterdam zjedzenie kebaba o piątej rano nie było niczym szczególnym, dla kibiców - tak.


Reklama

Od pozyskania van der Harta Lech zaczął budować nowy zespół - holenderski golkiper był pierwszym transferem przed tym sezonem. Van der Hart ma pewne miejsce w składzie, świetnie gra nogami, ale w pierwszych pięciu kolejkach popełnił błędy przy trzech golach rywali. Najpierw źle wybił piłkę w spotkaniu z ŁKS Łódź, a rywale wyrównali na 1-1 (Lech wygrał jednak 2-1), później nie popisał się przy dwóch trafieniach Łukasza Brozia w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław (1-3). Potrafi jednak bardzo szybko i dokładnie rozpocząć akcję swojego zespołu nawet wtedy, gdy rywale atakują go pressingiem.

Choć van der Hart urodził się w Amsterdamie i rozpoczynał karierę w Ajaksie, to w ostatnich latach reprezentował mniejsze kluby z Eredivisie - z Deventer czy Zwolle. Tam presja była zapewne mniejsza niż w Poznaniu, a co oznacza popularność w stolicy Wielkopolski, van der Hart mógł się już przekonać. Po spotkaniu ze Śląskiem Wrocław wybrał się z braćmi do centrum miasta, a jeden z kibiców zrobił mu zdjęcie, jak spożywa kebab. Sęk w tym, że zdjęcie zostało zrobione o... piątej nad ranem.

Bramkarz Lecha był zaskoczony całym zamieszaniem. - Przyjechali moi bracia, nie widziałem ich 2,5 miesiąca. Chciałem im pokazać część miasta, później coś zjedliśmy, to nie było nic szczególnego. Ktoś jednak zrobił zdjęcie, a jak przyszedłem następnego dnia do klubu, to każdy mi je pokazywał. Moim zdaniem to było trochę śmieszne, nie zrobiłem nic zwariowanego - mówił zaskoczony van der Hart.

Bramkarz Lecha z chęcią mówi o różnicach między polską i holenderską ligą. A tych jest sporo. - Największą stanowi styl gry, tu jest bardziej bezpośredni, fizyczny. Zespoły grają częściej pressingiem, stąd więcej jest gry długą piłką, czasem na oślep. Do tego piłkarze są silniejsi, ale też i z większym doświadczeniem. Liga holenderska jest dobra dla młodych i utalentowanych zawodników, w Polsce średnia wieku jest wyższa - twierdzi van der Hart. I dodaje, że w naszym kraju nie ma tak wyraźnych faworytów, jak w Holandii. Inaczej mówiąc, giganci pokroju Ajaksu, Feyenoordu czy PSV nie istnieją. - W Polsce każdy może wygrać z każdym. Czasem spojrzę na parę meczową i myślę: OK, ten musi wygrać. A jest dokładnie odwrotnie. Tu trzeba walczyć w każdym spotkaniu - ocenia bramkarz Lecha.

Lech w pięciu kolejkach zdobył osiem punktów. Co daje mu czwarte miejsce. - Do końca zadowolony nie jestem, bo mogliśmy mieć więcej tych punktów, zwłaszcza myślę tu o ostatnim spotkaniu z Arką. Na początku sezonu nie można jednak patrzeć tylko na punkty, choć one oczywiście są ważne i chcemy mieć komplety w każdym meczu. Gdy jednak spojrzy się na inne ligi, nie zawsze najlepsze zespoły mają idealny start. Nie widzę powodów do paniki, bo kreujemy wiele szans bramkowych, musimy tylko trochę poprawić grę i skuteczność - kończy Holender.

W sobotę Lech zagra w Bełchatowie z Rakowem Częstochowa - początek spotkania o godz. 20.

Andrzej Grupa

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama