Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (35 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (32 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Wisła Płock (23 pkt.)
  • 8 .Piast Gliwice (21 pkt.)

Lech - Legia 0-1. Tomasz Kędziora: Nie przegraliśmy przez race kibiców

Jeśli chcemy wygrywać trofea, to musimy strzelać bramki, a nie że znów na zero z przodu zagraliśmy - denerwował się po finale Pucharu Polski obrońca Lecha Poznań Tomasz Kędziora.

Lech po raz trzeci z rzędu, licząc także mecze ligowe, nie zdobył gola. Trudno w takiej sytuacji liczyć na sukces, chyba że po remisie 0-0 i zwycięstwie w rzutach karnych. Tak się jednak nie stało, bo Aleksander Prijović w 69. minucie z bliska pokonał Jasmina Buricia.

- Można powiedzieć, że Legia z niczego strzeliła nam bramkę, przegrywamy tak mecz i Puchar Polski. Nie straciliśmy gola w 90. minucie, ale w połowie drugiej połowy. Było jeszcze mnóstwo czasu by odrobić straty, ale nie udało się. Mieliśmy sytuacje, choć bardziej przy tym golem. W drugiej połowie miał ją Gergo Lovrencsics, w pierwszej mieli Szymon Pawłowski i Marcin Kamiński. Jeśli chcemy wygrywać trofea, to musimy strzelać bramki, a nie że znów na zero z przodu zagraliśmy - mówił poirytowany obrońca "Kolejorza" Tomasz Kędziora.

Reklama

Piłkarz Lecha uważa, że przerywanie spotkania z uwagi na rzucane przez kibiców Lecha race nie miało wpływu na końcowy wynik.

- Gra była rwana tak dla nas, jak i dla Legii. Nie chciałbym zrzucać naszej porażki na to, że kibice rzucali race. Tak samo wpływało to na grę Legii - twierdził Kędziora.

Podczas pierwszej, aż ośmiominutowej przerwy, którą zarządził sędzia Szymon Marciniak, trener Jan Urban zgromadził piłkarzy koło ławki rezerwowych i coś im tłumaczył. - Trener mówił, że jeszcze jest dużo czasu i musimy za wszelką cenę wyrównać. Zmieniliśmy wtedy system na trzech obrońców, ja grałem wahadłowego na jednej stronie,a  Gergo na drugiej - tłumaczył Kędziora, który uważa, że Lech musi wygrać trzy ostatnie spotkania w lidze: z  Cracovią, Zagłębiem Lubin i Ruchem Chorzów.

- Mamy jeszcze matematyczne szanse na puchary i trzeba zdobyć dziewięć punktów, by później sobie w brodę nie pluć. Mimo, że zepsuliśmy ten sezon, to na koniec możemy z tego jeszcze jakoś wyjść - przyznał Kędziora. O przyszłości nie chciał za wiele mówić. - Nie wiem co się stanie pod koniec maja czy w połowie maja, jak to się wszystko skończy. Sam jestem ciekaw tego - zakończył.

Andrzej Grupa, Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne