Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (24 pkt.)
  • 2 .Legia Warszawa (23 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (20 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (18 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

Lech - Benfica już w czwartek. Polskie przygody z fazą grupową pucharów: sporo sukcesów!

To już, albo właściwie dopiero, 14. przypadek, gdy polski klub zagra w fazie grupowej europejskich pucharów. Aż siedmiokrotnie nasze zespoły kwalifikowały się do wiosennych rozgrywek już w systemie pucharowym. Lech Poznań pod tym względem wygląda nieźle - w fazie grupowej był trzy razy, dwukrotnie przechodził dalej. Już w czwartek o godz. 20:45 "Kolejorz" zmierzy się w Poznaniu z Benficą. Transmisja w Polsacie Sport Premium.

Czwartkowym starciem z Benficą Lizbona "Kolejorz" rozpocznie swoją trzecią przygodę z fazą pucharową Ligi Europy, a czwartą w ogóle. Wcześniej bowiem wystąpił też w fazie grupowej Ligi UEFA, do której dostał się pasjonującym thrillerze z Austrią Wiedeń, zakończonym golem Rafała Murawskiego w doliczonym czasie dogrywki. Więcej spotkań w fazie grupowej pucharów rozegrała tylko Legia Warszawa. Zresztą to ona jako pierwsza dostała się do tego etapu - w 1995 roku zagrała w Lidze Mistrzów. Spisywała się na tyle dobrze, że z drugiego miejsca zdołała wyjść z grupy.

Reklama

Zresztą do 2004 roku jedyna szansa na grę w fazie grupowej była właśnie poprzez Ligę Mistrzów, bo nie będziemy tu zaliczać "towarzyskiego" Pucharu Interetoto. Udało się to jeszcze rok po Legii Widzewowi Łódź, prowadzonemu przez Franciszka Smudę, a później polskie kluby przez 20 lat mniej lub bardziej kompromitowały się w próbach wejścia do europejskiej elity. Także Lech, który szansę na grę w fazie grupowej najważniejszego z pucharów zaprzepaścił w 1992 roku (z IFK Goteborg), 1993 roku (ze Spartakiem Moskwa), 2010 roku (ze Spartą Praga) i 2015 roku (z FC Basel).

Amica i fuks w losowaniu


Od 2004 roku przez pięć edycji fazę grupową miał Puchar UEFA. W każdej grupie było pięć zespołów - grano każdy z każdym po jednym spotkaniu. Dość nieoczekiwanie jako pierwsza sukces, w postaci awansu do tego etapu, odniosła Amica Wronki. 

Trzeba jednak przyznać, że miała sporego fuksa w losowaniu, bo na boisku prezentowała się kiepsko. Młody trener Maciej Skorża zdołał jednak ze swoją drużyną wywalczyć awans po karnych w Budapeszcie z Honvedem, a później z trudem jego zespół przebrnął przez łotewski FK Ventspils. Faza grupowa obnażyła już wszystkie braki drużyny z Wronek. Jako pierwszy do Wielkopolski przyleciał Glasgow Rangers - wygrał aż 5-0. Później były jeszcze przegrane z Grazer AK 1-3 i AZ Alkmaar 1-3, a na końcu kuriozalne starcie w Auxerre. Tam, po wpuszczeniu w pół godziny czterech bramek, kontuzję zgłosił bramkarz Arkadiusz Malarz, którego zastąpił Radosław Cierzniak. W 47. minucie zobaczył jednak czerwoną kartkę i na ponad 40 minut do bramki musiał wejść... 21- letni pomocnik Marcin Burkhardt. Poradził sobie jednak świetnie, wpuścił tylko jednego gola, a wynik 1-5 był "honorowy". 

Co ciekawe, z tamtego składu Amiki we Francji właśnie Malarz, Cierzniak i Burkhardt jako jedyni są dziś czynnymi zawodnikami na szczeblu centralnym.

Pałeczkę przejęli Wisła Kraków i Lech

Po Amice w fazie grupowej Pucharu UEFA grała jeszcze Wisła Kraków (sezon 2006/07) i Lech Poznań (2008/09). Jedynie "Kolejorz" zdołał awansować do rozgrywek wiosennych, bo w swojej grupie, mimo mocno przeciętnego dorobku (zwycięstwo, dwa remisy i porażka) wywalczył drugie miejsce. Zadecydowało zwycięstwo w ostatniej kolejce w Rotterdamie z Feyenoordem 1-0, w którym grali m.in. weteran Roy Makaay czy młody i obiecujący Georginio Wijnaldum. W 1/16 finału Lech zmierzył się z włoskim Udinese Calcio i miał sporą szansę awansu. W pierwszym spotkaniu w Poznaniu, przy padającym śniegu, Lech przegrywał już 0-2, ale uratował remis. W rewanżu w Udine był w pierwszej połowie lepszy, prowadził nawet 1-0, ale później stracił dwa gole i odpadł.

Od 2009 roku polskie kluby miały szansę grać w fazie grupowej nowego tworu, czyli Ligi Europy. Jako pierwszy dostał się do niej Lech, który najpierw w kiepskim stylu odpadł z Ligi Mistrzów, ale wywalczył awans do Ligi Europy, będąc o jednego gola lepszym od Dnipro Dniepropietrowsk. Tu trafił na Manchester City, Juventus Turyn i FC Salzburg - kibice na "dzień dobry" zakładali szansę zdobycia jednego, może trzech punktów. Tymczasem rzeczywistość okazała się inna! 

Najpierw kapitalny mecz w Turynie rozegrał Artjoms Rudniew - ustrzelił hat-tricka na Stadionie Olimpijskim, a kapitalne trafienie z blisko 30 metrów w 92. minucie dało remis 3-3. 

Później była inauguracja Stadionu Miejskiego w Poznaniu - ponad 41 tys. widzów oglądało wygraną 2-0 z FC Salzburg. Sensacją było zdobycie trzech punktów w dwumeczu z Manchesterem City, a zwycięstwo 3-1 przy Bułgarskiej, po dwóch golach w końcówce, na zawsze zagości w klubowych kronikach. 

1 grudnia 2010 roku Lech stanął przed szansą zapewnienia sobie co najmniej drugiego miejsca i awansu - warunkiem był jednak remis w starciu ze "Starą Damą". Wieczorem w Poznaniu było minus 13 stopni, ale temperatura odczuwalna wynosiła blisko minus 30. Włosi nie mieli ochoty na grę, ale delegat UEFA postanowił, że spotkanie się odbędzie. Na dodatek w trakcie zaczęła się śnieżyca i z każdą minutą coraz gorzej było widać piłkę. Po trafieniu Rudniewa Lech prowadził 1-0, wyrównał w końcówce Vincenzo Iaquinta, ale remis był dla "Kolejorza" jak zwycięstwo. 

Szkoda tylko, że w 1/16 finału nie udało się wyeliminować portugalskiej Bragi, choć przy Bułgarskiej Lech wygrał 1-0. W rewanżu trener Jose Mari Bakero zawirował w składzie, do ataku zamiast Rudniewa poszedł Semir Sztilić, co nie dało dobrego efektu. Na zwycięzcę czekał już Liverpool, z którym zagrała Braga. Zresztą klub z Portugalii dotarł ostatecznie aż do finału.

Dwa zespoły wyszły z grupy

W sezonie 2011/12 w fazie grupowej znalazły się dwa polskie kluby: Legia i Wisła. I po raz pierwszy - i jedyny na razie - oba przeszły fazę grupową. Legia zaczęła ją źle, bo przegrała w Eindhoven, ale później wygrała trzy kolejne spotkania. 

Mimo porażki w rewanżu z Holendrami, była już pewna kwalifikacji po piątej kolejce. 

Wisła z kolei miała ogromnego farta i nic nie zapowiadało jej promocji. Po czterech kolejkach miała tylko trzy punkty, ale później pokonała na wyjeździe Odense, zaś w ostatniej kolejce ograła pewne już pierwszej pozycji Twente Enschede. I to nie dawało jednak drugie miejsca - trzeba było jeszcze liczyć na to, że Fulham potknie się w starciu u siebie z ostatnimi w tabeli Duńczykami. I stał się cud - Anglicy prowadzili najpierw 2-0, później 2-1, aż w 92. minucie gola dla Odense strzelił rezerwowy Djilby Fall. Kolejnego etapu Legia i Wisła jednak nie przebrnęły. Legia mocno postawiła się Sportingowi Lizbona, po remisie w Warszawie 2-2 walczyła w Lizbonie, ale poległa w końcówce 0-1. Remis 0-0 nic jej nie dawał, podobnie zresztą jak Wiśle w rewanżu ze Standardem Liege. Tyle że Wisła taki wynik właśnie uzyskała, co przy 1-1 ze spotkania w Krakowie promowało Belgów.

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Benfica Lizbona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje