Reklama

Reklama

Lech - Arka 1-1. Kogo już nie zastanie Dariusz Żuraw?

- Nie mamy szczęścia do Arki. Życzę jej jak najlepiej, ale mam nadzieję, że już się nie spotkamy - mówił trener Lecha Dariusz Żuraw po czwartkowym meczu.

"Kolejorz" po raz drugi w tym sezonie tylko zremisował z Arką - tym razem 1-1. W tych dwóch meczach oddał łącznie aż 55 strzałów, w tym 20 celnych, a jednak tylko raz cieszył się z gola. I to po rzucie rożnym, wykończonym przez obrońcę Lubomira Szatkę.

- Bardzo tego chcieliśmy, by zdobyć trzy punkty. Mieliśmy dużo sytuacji i mecz był cały czas pod naszą kontrolą. Po czerwonej kartce u rywali wiedzieliśmy, że potrzeba nam spokoju i precyzji. Tego właśnie w pewnych momentach brakowało. Jeden błąd, jedna chwila nieuwagi spowodowały, że straciliśmy bramkę. Udało się wyrównać, a później próbowaliśmy wszystkiego, różnych zmian ofensywnych. Jak już tej precyzji wystarczyło, to nasze strzały blokowali rywale albo znów na posterunku stał Steinbors - analizował spotkanie trener Żuraw.

Reklama

Lech po 20 kolejkach na pewno będzie w czołowej ósemce, ale ta runda, podobnie jak i cały rok, jest po prostu kiepska.

- Wydaje się, że nasz dorobek powinien być lepszy. Patrząc na dwumecz z Arką straciliśmy cztery punkty, bo w obu meczach byliśmy lepsi i mieliśmy mnóstwo sytuacji. Podobnie było z Koroną, a o przegranych meczach nie chcę dywagować. W tych trzech zabrakło punktów, powinno być ich więcej - mówi Żuraw.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Co ciekawe, umowa między sztabem szkoleniowym a piłkarzami była taka, że gdyby zawodnicy w pięciu ostatnich kolejkach zdobyli 12 punktów, dostaliby o dwa dni dłuższe urlopy. Zdobyli jednak tych punktów 11, czyli wystarczyło wygrać z Arką. Być może byłoby łatwiej, gdyby szybciej na boisku pojawił się drugi napastnik. Paweł Tomczyk wszedł dopiero w 77. minucie.

- Graliśmy cały czas do przodu, zastanawialiśmy się, czy nie wycofać może środkowego obrońcy i spróbować gry na trójkę. Nigdy jednak tego nie robiliśmy i mogło być trudne. Na dodatek w środku grali Jevtić i Amaral, nie było więc nikogo, kto mógłby zabezpieczyć tyły przed kontrą. Teraz można tylko gdybać, czy Tomczyk nie wszedł za późno. Miał jednak i tak kilka sytuacji, które mógł wykorzystać - mówi Żuraw, który nie wie jeszcze, kogo nie zastanie na pierwszym treningu po przerwie.

Być może klub sprzeda w międzyczasie np. Kamila Jóźwiaka. - Nie przyzwyczajam się do żadnego scenariusza, będę oczekiwał wieści z klubu. Nie jest tajemnicą, że na naszych młodych zawodników może nie ma jeszcze ofert, ale jest zainteresowanie. Zobaczymy, co się wydarzy - mówi Żuraw.

Andrzej Grupa

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy