Lasse Nielsen - to on będzie największym twardzielem w Ekstraklasie?

Lech Poznań ściągnął duńskiego stopera Lasse Nielsena, bo chciał dołączyć do składu piłkarzy z charakterem i chętnych do walki. Na dziś można powiedzieć, że nowy obrońca jest najgłośniejszy na boisku, a do tego... „wkłada głowę tam, gdzie inny nogi nie włoży”.

Lasse Nielsen przez całą swoją karierę grał w Danii - w klubach Naestved BK, FC Vestsjalland i Odense BK. Dopiero w wieku 29 lat zdecydował się na zagraniczną przygodę. W duńskiej Superlidze nie błyszczał - w swoim kraju uważany jest za gracza przeciętnego, ale niesamowicie walecznego. Słabo wyprowadza piłkę, nie jest uzdolniony technicznie, za to dużo krzyczy i nigdy się nie poddaje. Dokładne przeciwieństwo Marcina Kamińskiego, który tego lata zamienił Lecha na VfB Stuttgart. Zaraz po przylocie do Poznania i podpisaniu kontraktu Nielsen żartował, że podobno w Polsce są dobrzy dentyści. Kilka miesięcy temu podczas meczu stracił bowiem kilka górnych zębów i teraz nosi protezę. To także efekt walki.

Reklama

Co spowodowało, że zdecydował się na przenosiny do Polski, skoro Dania jest bogatszym krajem? - Chciałem wreszcie poczuć presję, wsparcie kibiców i doskonałą atmosferę. Nie grałem jeszcze przy takiej publiczności jak w Poznaniu, a widziałem kibiców w internecie i oglądałem później zapisy całych meczów. Dlatego fajnie jest, że wreszcie będę mógł to poczuć. Do tego dochodzi nowy kraj, nowa kultura. Po prostu nowe doświadczenie dla mnie i dla mojej rodziny - twierdzi Nielsen.

Na razie 29-letni stoper porozumiewa się w języku angielskim, ale zapewnia, że będzie się uczył polskiego. - To ważne, skoro podpisałem trzyletni kontrakt w polskiej lidze. Język piłkarski jest uniwersalny, to dół, góra, prawo, lewo, łatwo się porozumieć. Trener Urban mówi po hiszpańsku, a ja nie, znam tylko kilka słów. Mój przyjaciel Nicki mówi w tym języku i tłumaczy mi jego słowa. Potrafię się jednak dogadać z trenerem, łatwo jest przekazać podstawowe instrukcje - opowiada nowy gracz "Kolejorza".

Nielsen nie ukrywa, że przed przyjazdem do Poznania kontaktował się z Nickim Bille, przeciwko któremu grał wcześniej w duńskiej lidze. - Dla mnie Lech jest dużym klubem z Europy, znałem go m.in. dlatego, że trafił tu Nicki. Pisały o tym nasze media. Oczywiście pomyślałem: nie wiem nic o polskiej lidze, chciałem zobaczyć miasto. Gdy przyjechałem pierwszy raz, w maju, zakochałem się w nim - opowiada Lasse Nielsen, który od razu ma szansę wystąpić w klasyku Legia - Lech. - Nicki już mi mówił o tych spotkaniach i atmosferze, ale czy zagram, to nie wiem. Owszem, dostałem 90 minut w ostatnim sparingu, ale Lech to duży klub, ma wielu dobrych piłkarzy. Wszystko się może zdarzyć.

We wrześniu rozpoczną się eliminacje do mundialu, w których Dania i Polska są w jednej grupie. 8 października na Stadionie Narodowym dojdzie do starciach "Biało-czerwonych" z Duńczykami. - Polska jest faworytem, świetnie zaprezentowała się na Euro. Właśnie dlatego jest tym faworytem - twierdzi Nielsen.

Andrzej Grupa


Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Lasse Nielsen | Jan Urban | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje