Reklama

Reklama

Konflikt w Lechu Poznań nauczką dla piłkarzy

Szefowie Lecha Poznań po raz kolejny pokazali piłkarzom, że to nie oni mają wpływ na obsadę stanowiska trenera czy jego sztabu. Tym razem przekonali się o tym doświadczeni zawodnicy: Rafał Murawski i Bartosz Ślusarski. Ten drugi pewnie pożegna się z klubem.

Szefowie Lecha Poznań po raz kolejny pokazali piłkarzom, że to nie oni mają wpływ na obsadę stanowiska trenera czy jego sztabu. Tym razem przekonali się o tym doświadczeni zawodnicy: Rafał Murawski i Bartosz Ślusarski. Ten drugi pewnie pożegna się z klubem.

Właściciel Lecha Jacek Rutkowski nie jest zwolennikiem dokonywania częstych zmian trenerów. Odkąd w 2006 roku Amica zainwestowała w Lecha i przeniosła tu swój kapitał, "Kolejorza" prowadziło tylko czterech szkoleniowców. Tym czwartym jest Mariusz Rumak, który też przeżywał w swojej pracy wzloty i bolesne upadki. Jesienią znów mówiono, że nie dotrwa do zimy, a nawet jeśli dotrwa, to wówczas zostanie zdymisjonowany. Nic takiego się nie stało. Jacek Rutkowski mówił nawet kiedyś, że zmiana trenera w trakcie sezonu jest możliwa tylko wtedy, gdy dojdzie do całkowitego rozkładu zespołu. Tak jak dwa lata temu, gdy po klęsce w Chorzowie zwolniono Jose Mari Bakero.

Reklama

Jesienią lechici zaliczyli kilka spektakularnych porażek - choćby w Lidze Europejskiej z Żalgirisem Wilno, czy w Pucharze Polski z Miedzią Legnica. Na swoim  forum internetowym kibice zastanawiali się, czy tak słabe występy nie są spowodowane chęcią przyspieszenia przez zawodników zmiany szkoleniowca. Rumak dostał wotum zaufania od zarządu, sytuacja się ustabilizowała. Jak się okazuje - tylko pozornie.

W niedzielę wieczorem podczas obozu w Jarocinie trener Rumak pozwolił zawodnikom wypić symboliczne piwo za jego zdrowie - obchodził bowiem imieniny. Piłkarze mieli jednak przed godz. 23 zameldować się w swoich pokojach i zastosować do ciszy nocnej. Blisko połowa zespołu uznała, że może posiedzieć dłużej. To ich poszedł uspokajać drugi trener Jerzy Cyrak. W odpowiedzi usłyszał - co potwierdził Bartosz Ślusarski w rozmowie z "Faktem" - wyzwiska, także wulgarne. Mało tego, w tymże dzienniku Ślusarski mówi:  "Można wręcz powiedzieć, że to był "głos szatni". Może nie wszystkich piłkarzy, ale na pewno większości". Ma jednak pecha - żaden z pozostałych graczy obecnych w Jarocinie oficjalnie się za nim nie wstawił.

Rumak nie miał wyjścia - gdyby stanął po stronie piłkarzy, a nie swojego najbliższego współpracownika, straciłby autorytet. Musiał więc wyrzucić obu doświadczonych 32-letnich piłkarzy - kapitana zespołu oraz członka rady drużyny. Zostawił jednak im furtkę do powrotu - w formie przeprosin Cyraka oraz ciężkiej pracy na treningach. Ślusarski dość szybko ją zamknął - zdecydował się na rozmowę z "Faktem", w której nie tylko nie pokajał się za swoje zachowanie, ale stwierdził, że "poczuł ulgę, bo wyrzucił z siebie to, co siedziało tak długo".

Jego zdaniem na linii Cyrak - piłkarze iskrzyło od dawna. Ślusarski złamał zasadę, że wszelkie konflikty wewnętrzne powinny zostać w szatni. Dziwne jednak jest to, że czołowi piłkarze, którzy przecież reprezentują resztę zespołu, nie wpadli na pomysł, aby spotkać się z Rumakiem i porozmawiać o problemach we współpracy z jego asystentem. A w przypadku niechęci szkoleniowca - odbyć rozmowę z zarządem przed wylotem na drugie zgrupowanie. Od tego jest kapitan, od tego jest rada drużyna. Ślusarski z Murawskim wybrali słowne wycieczki spod budki z piwem.

Dziś Lech wyznaczy kadrę na zgrupowanie w Hiszpanii, choć może się zdarzyć, że oficjalnie podana zostanie w piątek - Ślusarskiego w gronie 25 piłkarzy nie będzie. Tak naprawdę nie jest już Lechowi potrzebny. Podstawowym napastnikiem jest Łukasz Teodorczyk, jego zmiennikami mogą być nastolatkowie: Dariusz Formella oraz wielce utalentowany Dawid Kownacki. W razie czego Rumak może też wystawić tutaj Kaspera Hamalainena, a być może w końcówce sezonu także Vojo Ubiparipa, który przechodzi rehabilitację po ciężkiej kontuzji.

Ewentualny powrót do drużyny Murawskiego zależy głównie od niego - czy publicznie zechce przeprosić za swoje zachowanie. Jeśli nie, wiosną zostanie mu gra w trzeciej lidze lub rozwiązanie kontraktu.

"Afera jarocińska" w Lechu ma nie tylko lokalne znaczenie - decyzje władz klubu powinny być wskazówką dla reszty środowiska. Zwykle bowiem całą odpowiedzialność za wyniki i przygotowanie drużyny ponosi trener, piłkarzom dostaje się rzadko. Szefowie Lecha uznali, że w okresie przygotowawczym piłkarz jest zwykłym pracownikiem i ma wykonywać wszystkie polecenia przełożonych, czyli trenerów. Jeśli ktoś pracę trenera krytykuje w tak nieodpowiedzialny sposób, jak Murawski ze Ślusarskim, nie może być członkiem drużyny. I nie jest ważne, czy jest 32-letnim byłym uczestnikiem EURO czy 17-latkiem czekającym na debiut w ekstraklasie.

Autor: Andrzej Grupa

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy