Reklama

Reklama

Jeden dzień z życia trenera Lecha Poznań. "To bardzo dużo, uwierzcie mi"

Dlaczego Lech Poznań potrafi raz po raz wygrać coś w europejskich pucharach, a nie potrafi niczego w krajowych rozgrywkach? Bo mają jeden dzień wolnego więcej meczami. - Możesz myśleć, że to tylko jeden dzień, ale to duża różnica. W naszym napiętym programie to bardzo dużo, uwierzcie mi. Szczególnie po ostatnim czwartku, kiedy musieliśmy grać dogrywkę - mówił szkoleniowiec mistrza Polski John van den Brom po przegranym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław.

Lech przegrał ze Śląskiem 0-1 i zamyka ligową tabelę. Rozegrał cztery spotkania - trzy domowe przegrał, jedno na wyjeździe zremisował. Ma ogromny budżet, niby liczną kadrę, a jednak nie potrafi wygrywać nawet przed swoimi kibicami, których z meczu na mecz jest coraz mniej. Spotkanie ze Śląskiem oglądało z trybun nieco ponad 11 tys. widzów.

Reklama

John van den Brom: Może jest różnica między pierwszą jedenastką i resztą

 A jednak w pucharach Lech potrafił wygrać na swoim stadionie z każdym z trzech rywali: Karabachem Agdam 1-0, Dinamo Batumi 5-0 i Vikingurem Reykjavik 4-1. Dlaczego nie potrafi zrobić tego samego w Ekstraklasie? Zdaniem van den Broma dużo wyjaśnia terminarz: mecze ligowe Lech rozgrywa trzy dni po pucharowych, czyli w niedziele, a później ma cztery dni do kolejnego starcia w czwartek. - Możesz myśleć, że to tylko jeden dzień, ale to duża różnica. W naszym napiętym programie to bardzo dużo, uwierzcie mi. Szczególnie po ostatnim czwartku, kiedy musieliśmy grać dogrywkę. Ona zabrała jeszcze dodatkowo wiele sił i energii zawodnikom. Nie wszyscy zdołali się zregenerować i musimy to zaakceptować - tłumaczył van den  Brom po spotkaniu ze Śląskiem. - Zawodnicy, którzy dzisiaj zagrali, czekali jednak na swoją szansę, bo są częścią tego zespołu. Być może jest różnica między pierwszą jedenastką i resztą, ale oni też próbują się poprawiać, zbierać doświadczenie. Spójrzmy na młodego Pingota, zagrał dobry mecz - dodał Holender.

Lech nie zasłużył na porażkę? Tak to widział jego trener

Trener Lecha nie był po tym spotkaniu w zbyt dobrym humorze. Już po ostatnim gwizdku sędziego Piotra Lasyka długo stał przy boisko i patrzył przed siebie. - Byłem rozczarowany. Mocno pracujemy, każdego dnia, aby zmienić tę sytuację i na końcu znowu się nie udaje. Dla mnie też to jest trudne do zaakceptowania, jestem częścią tego zespołu. Staramy się wszystko robić razem i nienawidzimy przegrywać. Myślę, co tu powiedzieć i znów mogę powtórzyć to samo. Musimy patrzeć do przodu, w czwartek znów gramy w Europie, a tam mamy lepsze wyniki. Chcemy mieć takie sukcesy też w Ekstraklasie, ale na razie jest o to trudno - mówił van den Brom.

Jego zdaniem Lech nie zasłużył na porażkę ze Śląskiem. - Nie powinniśmy przegrać. Zmieniliśmy zawodników na wielu pozycjach, bo decydowały o tym kwestie fizyczne i nie mogliśmy grać tak samo jak w czwartek. Wierzyłem, że zagrają bardziej wypoczęci zawodnicy i przerwiemy tę serię porażek. Znowu jednak przegraliśmy, choć wykonaliśmy dobrą robotę. Nie mogę powiedzieć, że zespół nie walczył, bo walczył i chciał zdobyć bramkę do samego końca. Tyle że znów to było za mało - nie mógł odżałować trener mistrzów Polski.

Teraz dwa mecze z Dudelange. Wysoka stawka

Kolejne dwa spotkania Lech rozegra w fazie play-off Ligi Konferencji - stawką dwumecz z F91 Dudelange będzie miejsce w fazie grupowej. Pierwsze starcie w najbliższy czwartek w Poznaniu (start o godz. 20.30), rewanż w kolejny czwartek w Luksemburgu (godz. 20).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL