Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (61 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (56 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (52 pkt.)
  • 4 .Piast Gliwice (42 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (42 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (42 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (41 pkt.)
  • 8 .Warta Poznań (40 pkt.)

Jak Lech Poznań może proponować ludziom coś takiego?

To już nie są porażki Lecha Poznań, to upokorzenie. Kolejorz przesuwa granice śmieszności. Przegrał dwa ostatnie mecze z dwoma najsłabszymi zespołami Ekstraklasy, z czego ze Stalą Mielec - po dwóch autach. Co jeszcze zdoła wymyślić, by się skompromitować bardziej?

Reklama

Można tylko żałować, że na stadiony nie mogą chodzić kibice. Nie chodzi nawet o to, że mogliby oni zrecenzować postępowanie Lecha Poznań, ale to właśnie frekwencja mogłaby pokazać wyraźnie degrengoladę klubu, który nie tak dawno jeszcze walczył w fazie grupowej Ligi Europy. Byłaby jakąś recenzją tego, co tu się wyprawia.

A wyprawiają się rzeczy przechodzące ludzkie pojęcie i po trenerze Macieju Skorzy widać, że jest wstrząśnięty tym, co zobaczył. Zakładał zapewne, że przychodzi do normalnego klubu z wielkimi ambicjami i potencjałem, nawet sam podkreślał, że takim klubom się nie odmawia. Tymczasem zastaje marną replikę i parodię wielkiego klubu, której mecz ze Stalą Mielec jest dobrym podsumowaniem.

Reklama

CZYTAJ TAKŻE: Co zrobił Lech Poznań?! Niebywałe

Dwa gole stracone z autów w końcówce meczu z zespołem, o którym każdy wie, jak te auty wykonuje i że trzeba na to uważać - to przecież jest kpina. To nieudolność i przesuwanie granic śmieszności, na jaką Lech naraża się pod obecnymi rządami i w ostatnich latach.

Lech Poznań doprowadzony do upodlenia

Kapitan Wagner w "C.K. Deezerterach" powiadał do Oberleutnanta von Nogaya: "Doprowadził pan kompanię do upodlenia". Obecny Lech Poznań doprowadzony został do stanu, który graniczy już z komizmem i kompromitacją. Najgorsze jest to, że ośmieszanie się nie ma kresu. Co mecz, co kolejne tygodnie i miesiące poznajemy nowy wymiar rycia pod dnie i robienia z siebie pośmiewiska. Nie ma bowiem przy Bułgarskiej takiego dna, żeby nie usłyszeć pukania od spodu.

Jest za to przekonanie, że przecież mamy do czynienia z tym samym zespołem, który jeszcze kilka miesięcy był tak chwalony i oklaskiwany po powrocie z Charleroi. Z zespołem, który równie dobrze może być oklaskiwany znów za kilka miesięcy. 

Rzecz w tym, że władze Lecha i odbiorcy jego wyczynów różnią się w ocenie owych "oklaskiwanych osiągnięć" diametralnie. A jest to różnica sprowadzająca się do dostrzegania w nich albo anomalii, albo reguły. Zestawiając całą nieudolność Lecha w ostatnich latach i fuszerkę, jaką się stał, uczciwiej jest widzieć w nich anomalię. Odstępstwo od reguły, która głosi, że Kolejorz może osiągnąć sukces, bo to jednak jest sport i nie takie cuda są w nim możliwe. To jednak będzie tylko przypadek i wypadkowa tego, że nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokaże właściwą godzinę.

16 maja na stadiony wracają kibice, także na stadion przy Bułgarskiej. Na dzisiaj jednak proponowanie im biletów i oglądania takich meczów, jakie Lech Poznań potrafi zawalić jak ostatnie z Podbeskidziem Bielsko-Biała czy Stalą Mielec, zakrawa na zuchwalstwo. 

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Skorża | Lech Poznań | Ekstraklasa | Stal Mielec | Petteri Forsell

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje