El. LE: Lech Poznań - Gandzasar Kapan 2-0 w 1. rundzie

Debiut Ivana Djurdjevicia w roli trenera Lecha Poznań, patrząc na sam wynik, był udany - "Kolejorz” pokonał Gandzasar Kapan 2-0. Na rewanż do stolicy Armenii nie poleci jednak spokojny, bo rywale pokazali ciekawą grę w ofensywie, a gospodarze nieporadność w obronie.

Zapis relacji na żywo z meczu el. LE Lech Poznań – Gandzasar Kapan

Reklama

Zapis relacji na żywo na urządzenia mobilne z meczu Lech Poznań – Gandzasar Kapan

Djurdjević chce odbudować prestiż Lecha, ale przez dwumecz ze zdobywcą Pucharu Armenii tego nie zrobi. Może co najwyżej się pogrążyć, bo wyeliminowanie drużyny tej klasy co Gandzasar Kapan jest po prostu obowiązkiem. Tymczasem, choć poznaniacy znakomicie zaczęli to spotkanie, a po kwadransie prowadzili już 2-0, w dalszej części meczu mieli spore problemy.

Djurdjević ustawił drużynę z trójką obrońców - ten wariant stosował już w sparingach. Było też dwóch wahadłowych, tę rolę pełnili Wołodymyr Kostewycz i Maciej Makuszewski, oraz wspierający w ataku Christiana Gytkjaera Darko Jevtić. Problemem Lecha było to, że gdy tracił piłkę, brakowało asekuracji. Boczni pomocnicy Gandzasaru - reprezentant Zambii Lubambo Musonda oraz reprezentant Haiti Alex Junior - wykorzystywali ofensywne zapędy Kostewycza oraz Makuszewskiego i atakowali bokami. Brakowało bowiem zejścia do boku obrońców i wsparcia z pomocy Tomasza Cywki i Macieja Gajosa. Pojawienie się Cywki w składzie było niespodzianką, gdyż zajął on miejsce "niezatapialnego" w Lechu Łukasza Trałki. Drugą niespodzianką, choć mniejszą, było to, że kapitańską opaskę dostał bramkarz Jasmin Burić. To jednak zawodnik, który w Lechu jest już od niemal dziesięciu lat.

Mecz zaczął się tak, jak można się było tego spodziewać - od ataku pozycyjnego Lecha i cofniętej przed własne pole karne drużyny z Armenii. Już w 4. minucie goście pokazali, że gra z kontrataku nie jest im obca. Po rzucie rożnym, fatalnie rozegranym przez Jevticia, z akcją wyszedł Musonda, nie zdążył za nim Kostewycz, nie przesunął Cywka i poznaniacy mogli stracić gola. Uratowało ich złe zagranie Zambijczyka.

Lech doczekał się bramki w 10. minucie - już samo zagranie ze środka Macieja Gajosa na prawą stronę do Macieja Makuszewksiego było efektowne. Podobnie jak dośrodkowanie reprezentanta Polski. Za to strzał Christiana Gytkjaera z woleja - palce lizać. Doświadczony bramkarz Geworg Kasparow nie miał szans na skuteczną interwencję. Chwilę później było już 2-0, bo Duńczyk wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Makuszewskim.

Na tym jednak pozytywne rzeczy dla "Kolejorza" się skończyły. Mecz się wyrównał, poznaniacy grali dość statycznie, niewiele drużynie dawali Jevtić i Radut. Za to akcje drużyny z Armenii napędzał przebojowy Musonda. Goście mogli zdobyć kontaktową bramkę w 38. minucie - szybko rozegrali rzut wolny, przed polem karnym źle ustawił się debiutujący w oficjalnym meczu Lecha Thomas Rogne, a Gegham Harutjunjan huknął z 16 metrów w dalszy róg bramki. Świetnie spisał się jednak Burić, który także po rzucie rożnym znów musiał patrzeć, jak Harutjunjan główkuje obok Rogne.

Gra defensywna Lecha mogła niepokoić, a kolejne ostrzeżenie przyszło tuż po przerwie - po kolejnym kornerze dla Gandzasaru. Tym razem najwyżej wyskoczył mierzący aż 198 cm Serb Vukaszin Tomić - Burić znów jednak pofrunął we właściwą stronę w odpowiednim momencie. W odpowiedzi Gytkjaer przegrał pojedynek sam na sam z Kasparowem. Im bliżej było końca meczu, tym coraz groźniejszy był zespół z Armenii. Nie dlatego, że świetnie grał Musonda, a Alex Junior bez problemu mijał obrońców Lecha. Lech wciąż był źle ustawiony, piłkarze "Kolejorza" biegali coraz wolniej, a Burić znajdował się w opałach. W 62. minucie po kontrze Aleksa Juniora nie musiał bronić, bo Haitańczyk uderzył za... linię boczną. W 83. minucie po rzucie wolnym kapitalną okazję miał z kolei Harutjunjan - główkował z 5 metrów, ale prosto w Buricia.

To jednak nic w porównaniu z tym, co zrobił w 87. minucie Paweł Tomczyk. Maciej Makuszewski minął na prawej stronie Kasparowa, ale z bocznej linii pola karnego i dość ostrego kąta nie chciał uderzać do pustej bramki. Podał więc do Tomczyka, który jednak już samym przyjęciem piłki utrudnił sobie zadanie, a później kopnął nad poprzeczką, choć bramkarza nadal nie było na swoim miejscu.

Gdyby Lech strzelił trzeciego gola, miałby awans już właściwie pewny. A tak do Armenii pojedzie z zaliczką, ale wcale nie tak bezpieczną. Zwłaszcza, gdy się spojrzy na dzisiejszą grę defensywy. 23 lata temu GKS Katowice też pojechał do Erywania z dwubramkową zaliczką, a odpadł w rzutach karnych. Inaczej może bowiem wyglądać spotkanie przy 35-stopniowym upale.

Lech Poznań - Gandzasar Kapan 2-0 (2-0)

Bramki: 1-0 Gytkjaer 10., 2-0 Gytkjaer 15. z karnego

Lech: Burić - Janicki, Rogne, De Marco ŻK - Makuszewski, Cywka, Gajos, Radut (58. Tiba ŻK), Kostewycz - Gytkjaer (86. Tomczyk), Jevtić (69. Baerkroth).

Gandzasar: Kasparow - Swierczinskij ŻK, Tomić, Iszchanjan, Chaczatrjan (82. Poghosjan) - Musonda, Wbeymar, Juspaszjan (59. Ohanjan), Alex Junior - Harutjunjan, Nranjan (90. + 4 Minasjan).

Sędziował: Yigal Frid (Izrael).

Andrzej Grupa, Poznań

El. Ligi Europejskiej - zobacz wyniki, strzelców, składy i terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje