Reklama

Reklama

El. LE. Lech - Genk 1-2. Kamil Jóźwiak: To nie jest szczyt naszych marzeń

Piłkarze Lecha, tak jak przed rokiem, zakończyli rozgrywki Ligi Europejskiej na trzeciej rundzie eliminacji. "To nie jest szczyt naszych marzeń, ale Genk było lepszym przeciwnikiem" - ocenił pomocnik poznańskiej drużyny Kamil Jóźwiak.

Piłkarze Lecha, tak jak przed rokiem, zakończyli rozgrywki Ligi Europejskiej na trzeciej rundzie eliminacji. "To nie jest szczyt naszych marzeń, ale Genk było lepszym przeciwnikiem" - ocenił pomocnik poznańskiej drużyny Kamil Jóźwiak.

Kibice w Poznaniu na awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej będą musieli poczekać przynajmniej rok. Po raz ostatni grali w niej w sezonie 2015/16. W czwartkowy wieczór belgijski KRC Genk sprowadził lidera polskiej Ekstraklasy na ziemię. Rywale poznaniaków wygrali dwumecz 4-1.

"To nie jest szczyt naszych marzeń, ale Genk było lepszym zespołem od nas, choć w rewanżu z naszej strony wyglądało to już lepiej. Wiadomo, że i w polskiej w piłce różnie bywało. Zdarzały się takie sukcesy, jak Lech miał kilka lat temu, gdy grał z Manchesterem City. Czasami ci teoretycznie mocniejsi przegrywają ze słabszymi, ale tu się to nie zdarzyło" - mówił po meczu Jóźwiak, który był jednym z najlepszych zawodników na boisku.

Reklama

"Myślę, że powoli dochodzę do formy, ale to jeszcze nie jest 100 procent ze względu na kontuzję, której doznałem jeszcze przed inauguracją sezonu" - wyjaśnił.

Lechici w europejskich rozgrywkach nie zachwycili. Wyeliminowali wprawdzie dwóch pierwszych rywali - armeński Gandżasar Kapan i białoruski Szachtior Soligorsk, ale nie bez kłopotów. Z Gandżasarem gola na wagę awansu Łukasz Trałka zdobył w piątej minucie doliczonego czasu gry, a z Białorusinami potrzebna była dogrywka w Poznaniu.

"Obiektywnie patrząc, przeszliśmy tych rywali, których powinniśmy wyeliminować, a odpadliśmy z zespołem, który był poza naszym zasięgiem. Myślę, że to była dla nas cenna lekcja" - stwierdził Jóźwiak.

Trener "Kolejorza" Ivan Djurdjević, który jako piłkarz poznańskiego klub dwukrotnie grał w fazie grupowej - najpierw Pucharu UEFA (2008/09), a potem Ligi Europejskiej (2010/11), doskonale wie, jak smakuje rywalizacja w międzynarodowych rozgrywkach.

"W europejskich pucharach nie ma miejsca na błędy, które my popełniliśmy. Tu musisz być maksymalnie skoncentrowanym, trzeba grać prosto, ale skutecznie. To, co pokazaliśmy w drugiej połowie w meczu z Genk, trzeba było zrobić od samego początku spotkania. Belgowie pokazali nam miejsce, w którym jesteśmy. Genk miało wielki repertuar, jeśli chodzi o możliwości ofensywne. Ich skuteczność, mobilność w ataku była mocna" - ocenił szkoleniowiec.

Jego zespół po czterech kolejkach ma na koncie komplet 12 punktów i jest samodzielnym liderem Ekstraklasy. Djurdjević nie upaja się chwilowym sukcesem.

"Nie pompujemy żadnego balona, najważniejsze, żeby być liderem na koniec rozgrywek. My musimy mówić o tym, co jest złe, że nam dużo jeszcze brakuje. Mecze w Lidze Europejskiej pokazały, w jaki sposób musimy zmienić kierunek działań, jakich zawodników musimy szukać. A ci, którzy są z nami wiedzą, na co muszą być przygotowani w kolejnym roku, jeśli będziemy grali w europejskich pucharach. Staram się szukać plusów. Dwa miesiące temu, gdy obejmowałem drużynę, ona praktycznie nie istniała. Nie było jakiejkolwiek nadziei, mało kto w nas wierzył. Dziś ciężko pracujemy i rośniemy jako zespół" - podkreślił.

Lechici w niedzielę o godz. 18 zmierzą się z Wisłą Kraków. To pierwsze ligowe spotkanie w tym sezonie, które będą mogli obejrzeć kibice. Poznański klub odpokutował już karę nałożoną przez wojewodę wielkopolskiego za zamieszki podczas meczu ostatniej kolejki poprzedniego sezonu z Legią Warszawa. Wojewoda pierwotnie zamknął stadion dla publiczności na pięć spotkań ligowych, potem ją zmniejszył do dwóch.

Wyniki meczów rewanżowych 3. rundy eliminacji Ligi Europejskiej

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL