Reklama

Reklama

Ekstraklasa - 10. kolejka: Lech Poznań - Górnik Zabrze 1-1

Lech Poznań pozostaje ostatni, Górnik Zabrze wciąż wyprzedza go o jedną pozycję. W meczu dwóch ostatnich drużyny Ekstraklasy padł remis 1-1. To kolejne rozczarowanie w ekipie mistrza Polski!

Ekstraklasa - sprawdź wyniki, terminarz oraz tabelę!

Jakie miejsca w tabeli, takie spotkanie - można było rzecz po pierwszej połowie spotkania Lecha Poznań z Górnikiem Zabrze. Poznaniacy mieli od tego meczu rozpocząć marsz w górę tabeli, a tymczasem zagrali jak we wcześniejszych spotkaniach. Nie pomogło odstawienie od składu ciągle zawodzącego Denisa Thomalli (Niemiec nie znalazł się nawet w meczowej kadrze), nie pomógł powrót do gry po kontuzji Macieja Gajosa. Dobrze ustawiony w defensywie Górnik bez problemu likwidował wszelkie zagrożenie daleko od swojego pola karnego.

Reklama

Tak naprawdę to przez 45 minut na poziomie ekstraklasy był tylko doping kibiców obu drużyn, wsparty zresztą pokazem racowisk z obu stron. Lech od początku uzyskał przewagę, rozgrywał piłkę na połowie rywala, ale niewiele z tego wynikało. Trener zabrzan Leszek Ojrzyński nawet nie próbował ustawić drużyny tak, by ta poszła na wymianę ciosów z mistrzem Polski. Wolał zagęścić środkową strefę i pozbawić możliwości włączania się prawym skrzydłem Kebby Ceesaya.

To sprawiło, że "Kolejorz" był kompletnie bezradny. Bardzo słabo prezentował się Kasper Hamalainen, niecelnie zagrywał Szymon Pawłowski, zaś uderzenia z dystansu Gajosa czy Karola Linetty'ego nie mogły sprawić Kasprzikowi żadnych problemów.

A Górnik? Pod bramkę Lecha przenosił się wyłącznie wtedy, gdy udało mu się wywalczyć stały fragment. Zwykle zabrzanie starali się rozpoczynać akcje dalekimi podaniami - przeważnie zbyt mocnymi - na skrzydło do Łukasza Madeja lub na środek do Macieja Korzyma. Przez trybuny jęk zawodu przeszedł tylko dwa razy - gdy po dobrym podaniu Gajosa Pawłowski w 32. minucie uderzył za lekko oraz po niecelnym uderzeniu Linetty'ego przed przerwą.

Skorża ze zmianami czekał bardzo długo, zdecydowanie za długo - niemrawy Hamalainen opuścił boisko dopiero po godzinie gry. Chwilę wcześniej Lech był naprawdę blisko objęcia prowadzenia - Pawłowski huknął prawie z linii pola karnego, piłka przeleciała nad Kasprzikiem, ale trafiła w poprzeczkę. Następnie z dystansu zaskakująco huknął Kadar - bramkarz gości nie dał się zaskoczyć. To był jednak sygnał, że ten szczelny mur stworzony przez piłkarzy z Zabrza zaczyna pękać.

I tak się stało. W 65. minucie Kownacki przytomnie wycofał piłkę do Gajosa, ten znów huknął jak z armaty, ale Kasprzik kolejny raz wykazał się niesamowitym refleksem. Nie minęła minuta, a świetną indywidualną akcją popisał się Jevtić - minął Kosznika, zagrał piłkę między nogami Dancha przed bramkę, a Kownacki z bliska wepchnął futbolówkę do siatki.

Wydawało się, że to ostatecznie rozstrzygnęło spotkanie. Lech nadal miał ochotę atakować, Górnik wyglądał jak zespół kompletnie bezradny. Trener Ojrzyński dokonał jednak dwóch zmian, trochę jego drużynie pomogło szczęście. Chwilę po swoim wejściu na boisko z dystansu uderzył Rafał Kurzawa. Wydawało się, że Burić powinien ze spokojem interweniować, tymczasem odbił piłkę przed siebie. Dobijał Madej, ale ten strzał trafił w rękę Arajuuriego. Sędzia Paweł Raczkowski dał zabrzanom rzut karny, a Fin obejrzał żółtą kartkę. Z 11 metrów wyrównał Roman Gergel.

Teraz Lech postawił wszystko na jedną kartę. Na boisku pojawił się nawet Marcin Robak i sam w 10 minut zrobił więcej niż Thomalla w kilku spotkaniach. Jego świetny strzał z półobrotu w 86. minucie kapitalnie obronił Kasprzik, później były król strzelców ekstraklasy główkował minimalnie niecelnie. Groźnie strzelał też Jevtić, zaś w doliczonym czasie bramkarz gości zatrzymał piłkę po główce Formelli. Górnik też miał swoją sytuację, ale Burić tym razem złapał piłkę po strzale Gergela.

Po meczu powiedzieli:

Leszek Ojrzyński, trener Górnika: - Przyjechaliśmy z planem głębokiej obrony i wyprowadzania kontr, które by nam mogły dać trzy punkty, gdybyśmy zagrali na zero w tyłach. Szkoda, że dopiero w 23. minucie mieliśmy pierwszy strzał. Popełniliśmy kilka błędów, nawet przy bramce dla Lecha. Chwilę wcześniej mieliśmy piłkę na nodze, mogliśmy grać wzdłuż linii do wychodzącego na dobrą pozycję zawodnika, a zagraliśmy do środka do rywala. Stracona bramka pokrzyżowała nam plany. Mieliśmy później dwie sytuacje, z jednej był rzut karny, przy drugiej Tetteh uratował Lecha. Mamy jeden punkt, ale ten punkt szanujemy.

Maciej Skorża, trener Lecha: - Siedzi w nas ogromne rozgoryczenie, pretensje możemy mieć tylko do siebie. Zabrakło nam determinacji w polu karnym, spokoju w polu karnym. Powinniśmy pójść za ciosem, zdobyć drugą bramkę. Dość przypadkowa akcja zakończyła się rzutem karnym. Byłem w pokoju sędziowskim, pan sędzia tłumaczył mi swoją decyzję, ma swoje przesłanki, piłka rzeczywiście dotknęła rękę Paulusa. Ja tego nie będę komentował. Mnie interesują fakty, a fakty są takie, że dziś straciliśmy dwa punkty i nadal jesteśmy na ostatnim miejscu.

Andrzej Grupa

Lech Poznań - Górnik Zabrze 1-1 (0-0)

Bramki: Dawid Kownacki (66.) - Roman Gergel (75. z karnego)

Żółta kartka - Lech Poznań: Tamas Kadar, Paulus Arajuuri. Górnik Zabrze: Rafał Kosznik.

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów 15 467.

Lech Poznań: Jasmin Burić - Kebba Ceesay, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tamas Kadar - Maciej Gajos (86. Dariusz Formella), Karol Linetty (79. Marcin Robak), Kasper Hamalainen (60. Darko Jevtic), Abdul Aziz Tetteh, Szymon Pawłowski - Dawid Kownacki.

Górnik Zabrze: Grzegorz Kasprzik - Paweł Widanow, Adam Danch, Ołeksandr Szeweluchin, Rafał Kosznik - Roman Gergel, Aleksander Kwiek (72. Rafał Kurzawa), Adam Dźwigała, Mariusz Przybylski (72. Robert Jeż), Łukasz Madej - Maciej Korzym (60. Mateusz Słodowy).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL