Reklama

Reklama

Dudelange skarcone na dużym stadionie. "Tego nie mamy na co dzień"

Po porażce 0-2 z Lechem w Poznaniu trener F91 Dudelange był wyraźnie niepocieszony. - Wiedzieliśmy w jakim momencie jest rywal i chcieliśmy wykorzystać tę jego słabość - mówił Carlos Fangueiro. I dodał, że być może źle na zespół wpłynęła gra na dużym stadionie, do czego jego gracze... nie są przyzwyczajeni.

Lech Poznań wygrał już czwarte spotkanie w europejskich pucharach na swoim stadionie, przy czym wcale nie zaprezentował się dobrze. To rywale z Luksemburga długimi fragmentami przesiadywali na połowie Lecha, co jednak nie dawało efektów. Ostatni zespół Ekstraklasy był po prostu bardziej skuteczny. - Jestem trochę rozczarowany i sfrustrowany po tym spotkaniu. Wiedzieliśmy, że Lech jest w takim momencie, w którym można wykorzystać jego słabość.  Brakowało jednak stabilności w grze, nie udawało się na początku zakładać wysokiego pressingu. Nasi rywale mieli miejsce, by rozgrywać akcje, co zakończyło się utratą gola - mówił szkoleniowiec mistrza Luksemburga. W drugiej połowie, jego zdaniem, Dudelange spisywało się lepiej, było bardziej mobilne. - To jednak nie wystarczyło - stwierdził Fangueiro.

Reklama

Carlos Fangueiro domaga się napastnicy. Dwóch zawiodło w Poznaniu

 Dlaczego więc Dudelange miało taki trudny początek? - Być może wpływ miała gra na dużym stadionie, który robi wrażenie i przy dopingu. To coś zupełnie innego niż mamy na co dzień. Niestety, straciliśmy drugiego gola z wyraźnego spalonego, co dostrzegłem w reakcji zespołu. Inaczej gra się przy stanie 0-1, a inaczej przy 0-2 - stwierdził szkoleniowiec gości. Narzekał przy tym na małą ilość ruchu pod bramką Lecha i zaczął... domagać się transferów. - Jeśli chodzi o napastników, zespół potrzebuje wzmocnienia. Ci dwaj, którymi graliśmy, nie wystarczą. Wprowadziłem później Mendesa Ninte, dostali minuty, ale potrzebujemy trzeciego napastnika, który by wzmocnił zespół - mówił Fangueiro.

Wędka dla dwóch zawodników. "Gra się poprawiła"

Portugalski trener Dudelange popisał się nietypową zmianą jeszcze w pierwszej połowie - dwaj zawodnicy dostali tzw. wędkę, czyli jeszcze przed przerwą mogli iść pod prysznic. Takie zmiany często mogą mentalnie osłabić zawodników. - Nie mogłem już czekać, widziałem, że gra nie wygląda tak jak powinna. Szczególnie w kontekście rozgrywania akcji w poprzek boiska, ale także trzymania głębi w defensywie. Dlatego weszli zmiennicy i po tych roszadach gra się poprawiła - znał Fangueiro.

Rewanż między F91 Dudelange i Lechem odbędzie się w czwartek 25 sierpnia w Luksemburgu - start o 20.30.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL