Reklama

Reklama

Diament rywali napsuł krwi Lechowi. Trener musi to przemyśleć

Bywało już tak, że graliśmy lepiej, a przegrywaliśmy - powiedział po spotkaniu z F91 Dudelange trener Lecha Poznań John van den Brom. I zaznaczył, że jego zespół musi w rewanżu w Luksemburgu zagrać znacznie lepiej, by wystąpić w fazie grupowej Ligi Konferencji.

Lech Poznańw pierwszym meczu fazy play-off Ligi Konferencji pokonał mistrza Luksemburga F91 Dudelange 2-0 po golach Kristoffera Velde oraz Mikaela Ishaka. Ten drugi był efektem błędu sędziego z Litwy - nie dostrzegł spalonego. Poznaniacy nie zaprezentowali się zbyt dobrze, ale trafili też na rywala, który nie był zbyt mocny. Choć potrafił zepchnąć Lecha do defensywy.

Reklama

Trener Lecha uśmiechnięty, ale ma powody do przemyśleń

 - Mam uśmiech na twarzy, bo uśmiech zawsze jest dobry po takim spotkaniu. Nie był to mecz łatwy, nasza dyspozycja nie była najlepsza. Bywało już tak w tym sezonie, że graliśmy lepiej, a przegrywaliśmy. Najważniejsze jest jednak to, że wygraliśmy: wykreowaliśmy sobie sytuacje, a rywalom na to nie pozwoliliśmy. To jest dobra pozycja wyjściowa do tego, by zagrać w fazie grupowej, ale nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte - mówił van den Brom

I zaznaczył, że rywale w pierwszej połowie sprawili jego drużynie sporo problemów. - Mieliśmy kłopot z ich rotacją w linii pomocy. Grali diamentem, czego się spodziewaliśmy i o tym rozmawialiśmy. A jednak nam uciekali. Musimy przeanalizować tę sytuację. Rozmawialiśmy w przerwie, druga połowa była już pod tym względem znacznie lepsza - stwierdził trener Lecha. Dodał też, że najbardziej cieszy go to, iż niedzielny mecz ligowy z Lechią Gdańsk został przełożony. - Zawodnicy mają dość, dostaną teraz dwa dni na odpoczynek. Później zaczynamy przygotowania do rewanżu.

Van den Brom: Amaral wie, że jest w słabej formie

John van den Brom stwierdził też, że Dudelange starało się utrzymać wysokie tempo, ale nie wytrzymało go przez 90 minut. - Tego się spodziewaliśmy, chcieliśmy to wykorzystać golem na 2-0. Ogólnie jednak nie jestem do końca usatysfakcjonowany, w niedzielę graliśmy lepiej w ataku pozycyjnym - stwierdził. Lech ma problem w grze ofensywnej, bo zupełnie bez formy jest João Amaral, najlepszy piłkarz "Kolejorza" w poprzednim sezonie. Dziś został zmieniony po godzinie. - Sam Amaral nie jest zadowolony ze swojej dyspozycji, ja też dzisiaj nie byłem, więc go zmieniłem. Wszyscy wiemy, co on potrafi, ale w sumie, to każdy z nas może być lepszy niż był dzisiaj. Muszę z nim teraz porozmawiać i postarać się mu pomóc, bo wiemy, na co go stać - powiedział van den Brom.

Co ważne, kontuzji nie doznał jednak Jesper Karlström, czyli szef drugiej linii mistrza Polski. Został zmieniony w 61. minucie, a wszystko wskazywało na uraz. - On usiadł na murawie i miał już dość, jego organizm nie wytrzymał. Dla mnie to był sygnał, że musi zejść. To też spowodowało, że musieliśmy opóźnić wejście Citaiszwiliego - zdradził van den Brom.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL