Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (39 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (29 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (25 pkt.)

Czy Lech przełamie kompleks Jagi?

Jeśli poznaniacy przedłużą serię wyjazdowych zwycięstw do dziesięciu, zbliżą się w tabeli do prowadzącej Legii na zaledwie dwa punkty. Będzie jednak o to trudno, bo Jagiellonia wygrała dwa ostatnie pojedynki z "Kolejorzem" po 2-0.

Mecz w Białymstoku rozpocznie się dzisiaj o godz. 18.30 i zakończy 24. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy. Sobotni remis Legii Warszawa w Gliwicach sprawił, że poznaniacy mają szansę odrobić do lidera dwa punkty, a przecież już niedługo obaj kandydaci do mistrzostwa Polski zmierzą się w bezpośrednim starciu przy Łazienkowskiej. W poprzednich kilku kolejkach Lech i Legia wygrywały swoje mecze i czteropunktowy dystans między nimi cały czas się utrzymywał.

Reklama

Trener Lecha Mariusz Rumak przewidywał, że nie będzie to jednak trwało do końca sezonu. Na pytanie, jakie są szanse, że Legia może stracić punkty np. w Gliwicach, odpowiedział: - Duże, ale trzeba pamiętać, że Lech też się może potknąć. Myślę, że jeden i drugi zespół zgubi jeszcze punkty w tej rundzie. Chciałbym, by Lecha to nie spotkało, ale nos mi podpowiada, że stanie się inaczej.

Zdaniem Rumaka fakt, że Legia i Lech wygrałyby wszystko do końca rozgrywek świadczyłby o... słabości polskiej ligi. - Doszlibyśmy do sytuacji, że dwa kluby bardzo mocno dominują nad resztą - mówi. A co się stanie, jeśli Lech nie przywiezie z Białegostoku zwycięstwa? - Uważam, że nie będzie to koniec walki o tytuł - powiedział jeszcze przed pierwszym spotkaniem 24. kolejki.

- Jagiellonia jest zespołem nieobliczalnym, zagra jeden mecz dobrze, a potem przegra. Ma sporo młodych zawodników, którzy na pewno będą dobrze zmotywowani. Jedziemy jednak grać swoje, a celem są trzy punkty - twierdzi jeden z najbardziej doświadczonych graczy w ekipie Lecha Ivan Djurdjević.

Piłkarze z Białegostoku na swoim remontowanym stadionie prezentują bardzo nierówną formę - lepiej szło im na wyjazdach, szczególnie wówczas, gdy nie byli faworytem. Tak właśnie odnieśli zwycięstwa w Poznaniu, Zabrzu czy Warszawie z Legią.

Teoretycznie presja ciążyć będzie na zespole gości, ale... nie do końca. Poza Legią i Lechem reszta stawki regularnie traci punkty - jeśli Jaga wygra dzisiaj z "Kolejorzem", będzie miała już zaledwie oczko straty do trzeciego Górnika i czwartego Śląska. Kolejny występ tej drużyny w kwalifikacjach do Ligi Europejskiej jest więc jak najbardziej realny. - Nasz cel to szóste miejsce, a jeśli wywalczymy coś więcej, to będzie wielka radość. Nie mamy daleko do miejsc pucharowych, ale nie chciałbym o tym teraz mówić. Nadzieja jest zawsze, zobaczymy jak będzie po zakończeniu sezonu - przyznaje pomocnik z Białegostoku Dawid Plizga.

- Bilans Lecha w spotkaniach wyjazdowych budzi szacunek, ale w Jagiellonii nikt się go nie boi. Dobrze się nam gra z faworytami - przyznaje trener Tomasz Hajto.

W zespole z Białegostoku aż siedmiu zawodników musi uważać na to, by nie zobaczyć żółtej kartki - ta wyeliminowałaby ich z kolejnego spotkania z Widzewem. Nie zagra tylko kontuzjowany Nika Dżalamdzie, który rehabilitację po rekonstrukcji więzadeł krzyżowych w kolanie przechodzi w poznańskiej klinice Rehasport. Lista osłabień w Lechu jest dłuższa - za żółte kartki pauzuje Łukasz Trałka, a kontuzje wciąż leczą Manuel Arboleda, Karol Linetty i Patryk Wolski. Na wschód Polski pojechał już jednak Luis Henriquez, który w sobotę wrócił z Panamy po pogrzebie swojego taty.

Andrzej Grupa

Wyniki, terminarz i tabela T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama