Reklama

Reklama

Byli rywalami, iskrzyło na boisku. Dziś to kumple z Lecha Poznań

Jesper Karlstroem, były mistrz Szwecji z Djurgardens Sztokholm, wierzy, że jego nowy klub z Poznania wywalczy jeszcze miejsce w europejskich pucharach. W Lechu zaś kumpluje się z Aronem Johannssonem, z którym niedawno darł jeszcze koty podczas derbów Sztokholmu.

Dość obszerny wywiad z pomocnikiem Lecha przeprowadził red. Sebastian Pearson z fotbollskanalen.se. Dla Szwedów przenosiny Karlstroema do Polski były sporym zaskoczeniem, bo jednak piłkarz ten był podstawowym graczem Djurgardens, z którym w 2019 roku wywalczył mistrzostwo Szwecji. Karlstroem przyznał, że zaimponowało mu to, że Lech dość wcześnie rozpoczął z nim rozmowy, a do tego usłyszał pochlebne opinie od innych byłych graczy "Kolejorza", m.in. Kebby Ceesaya, Nicklasa Baerkrotha czy wreszcie samego Mikaela Ishaka. Dziś 25-letni Szwed nie żałuje swojej decyzji. - Była dobra pod wieloma względami. Szybko wskoczyłem do zespołu, który od razu poleciał na zgrupowanie do Turcji, znalazłem się w rytmie treningowym. Zadbano o mnie, a klub jest profesjonalnie zorganizowany. Zresztą Lech już wcześniej sporo o mnie wiedział, tym mi zaimponował. To duży klub, ma wspaniałych ludzi i jego byli zawodnicy, jak Ceesay, z którym już grałem, czy Baerkroth, a także Ishak, mówili same pozytywne rzeczy. Że są tu dobre warunki, a klub dba o każdego swojego piłkarza - podkreślił Karlstroem w rozmowie z fotbollskanalen.se. Dodał też, że sam chciał przetestować i zobaczyć swoje możliwości w rywalizacji z "lepszymi piłkarzami".

Reklama

Karlstroem chce grać w pucharach

Na razie Szwed ma pewne miejsce w wyjściowym składzie Lecha - we wszystkich ośmiu spotkaniach, sześć razy w Ekstraklasie i dwukrotnie w Pucharze Polski, występował od pierwszej minuty. Cztery razy został zmieniony - wtedy, gdy Lech przegrywał 0-1 i gonił wynik. Nie zdobył jeszcze żadnego gola, zobaczył jedną żółtą kartkę, zaraz na początku pierwszego starcia w roku z Górnikiem Zabrze. Karlstroem uważa, że dzięki regularnej grze zyskał sporo pewności. - Miałem nadzieję, że uda mi się wywalczyć to miejsce, ale z drugiej strony nie chciałem jednak narzucać sobie zbyt wielkich wymagań. Po prostu dać z siebie wszystko i grać jak najlepiej - mówi. Tyle że Lech na początku roku zawodził, choć po trzech ligowych zwycięstwach z rzędu awansował na szóste miejsce. To jednak nie daje prawa do gry w Lidze Konferencji. - Odkąd przyjechałem, to graliśmy w lidze sześć razy i tylko raz przegraliśmy. Awansowaliśmy ostatnio o kilka miejsc i mam nadzieję, że tę serię uda się kontynuować? A puchary? - Tak, chciałbym do nich awansować. Zostało nam dziesięć spotkań, każde z nich chcemy wygrać, a wtedy zobaczymy, jak daleko uda nam się zajść - tłumaczy.

O Poznaniu mówi, że to dość nowoczesne miasto, w którym dobrze się czuje, ale o kibicach za wiele nie wie. Z powodu pandemii fani nie są bowiem wpuszczani na stadiony, a piłkarze z kolei nie mogą naruszać reguł sanitarnych i spotykać się z nimi w innych sytuacjach. - Nasz stadion jest potężny i tak go odbierasz. O kibicach słyszałem tylko od kolegów z zespołu i ludzi z klubu.

Johannsson i Karlstroem walczyli ze sobą

Co ciekawe, dwaj nowi gracze Lecha Karlstroem i Aron Jóhannsson jeszcze jesienią byli rywalami - reprezentowali dwa różne kluby ze Sztokholmu. Pierwszy grał w Djurgardens, drugi w Hammarby. Po raz ostatni spotkali się na początku października - padł remis 1-1, obaj grali w wyjściowych składach swoich drużyn. - Trochę między nami iskrzyło, ale teraz bardzo dobrze się dogadujemy i mieszkamy niedaleko siebie. Aron mówi też po szwedzku, a do tego w Lechu świetnie wszedł do drużyny, zdobył dwie bramki. Sporo rozmawiamy o piłce, ale nie tylko. Ja wciąż czuję się związany z Djurgardens, on z Hammarby, więc się trochę przekomarzamy. Jeśli w najbliższy weekend w ćwierćfinale Pucharu Szwecji Djurgardens ogra Ostersunds, a Hammarby wyeliminuje Trelleborgs, to w półfinale wpadną na siebie. - Może wtedy będziemy musieli to spotkanie razem oglądać i zobaczymy, czy nadal jesteśmy przyjaciółmi - śmieje się Karlstroem. Sam nie ukrywa, że w przyszłości mógłby wrócić do tego klubu. - Teraz jestem jednak skupiony na grze w Lechu, ale mam nadzieję, że zostało mi jeszcze trochę lat zawodowej kariery. Może jeszcze zagram w Djurgardens - kończy.

Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama