Reklama

Reklama

Korona Kielce - Miedź Legnica 0-0 w 34. kolejce Ekstraklasy

Piłkarzy Korony Kielce i Miedzi Legnica pożegnały gwizdy. Kibice byli niezadowoleni, bo obie drużyny długo nie potrafiły stworzyć sobie dobrej sytuacji pod bramką rywali. Z remisu 0-0 bardziej zadowoleni mogą być jednak goście.

Kliknij, aby przejść do zapisu relacji na żywo z meczu Korona - Miedź

Zapis relacji na żywo dla urządzeń mobilnych

Kielczanie ze spokojem patrzą w tabelę, dużo więcej nerwów jest w Legnicy. Miedź po 33 kolejkach miała tylko cztery punkty przewagi nad strefą spadkową i wciąż drży o utrzymanie. Może dlatego goście w pierwszej połowie postawili głównie na defensywę. A że kielczanie nie mieli innego pomysłu na sforsowanie obrony rywali niż wrzutki w pole karne, przez pół godziny na boisku niewiele się działo.

Reklama

Piłka po dośrodkowaniach Bartosza Rymaniaka, Michaela Gardawskiego czy Marcina Cebuli zwykle tylko przelatywała przez pole karne, nie zagrażając bramce Miedzi. Nawet gdy już ktoś do doskoczył do futbolówki - np. Piotr Malarczyk - uderzał niecelnie. Długo jedynym celnym strzałem była próba Malarczyka z 40 metrów, która nie sprawiła najmniejszych problemów Sosłanowi Dżanajewowi.

Oprócz tego Korona uraczyła kibiców m.in. nieudanymi nożycami Elii Soriano i próbą strzału z dystansu Felicio Browna Forbesa, przy której napastnik... nie trafił w piłkę. Gdy w końcu podanie po ziemi Gardawskiego dotarło do Soriano, ten z ostrego kąta nie był w stanie pokonać bramkarza. Takie popisy gospodarzy oglądało z trybun niespełna 4,5 tys. widzów.

Piłkarze z Legnicy pokazali jednak jeszcze mniej. Dopiero tuż przed przerwą zdobyli się na większą odwagę i nie byli daleko od zdobycia bramki. Najpierw po kilku przypadkowych odbiciach przed bramką Korony piłka spadła na głowę Petteriego Forsella. Fin, jeden z najniższych piłkarzy na boisku, niemal zaskoczył bramkarza. Potem Joan Roman niewiele pomylił się przy strzale sprzed pola karnego.

Trener Gino Lettieri przed meczem zapowiedział, że w końcówce sezonu chce wprowadzić do gry jak największą liczbę młodych zawodników. Pierwszym został Paweł Sokół - 19-letni debiutant zastąpił w bramce kontuzjowanego Matthiasa Hamrola. Lettieri dokonał zresztą łącznie aż sześciu zmian w jedenastce w porównaniu do ostatniego, przegranego 0-2 spotkania z Arką Gdynia.

Obie drużyny rozpoczęły drugą połowę z nieco większą werwą, ale nie przełożyło się to na poprawę jakości ich zagrań. Kielczanie nadal skupiali się na wrzutkach w pole karne, goście szukali uderzeń z dystansu. W 61. minucie w dobrej sytuacji przed bramką Miedzi znalazł się Brown Forbes, ale uderzył wysoko nad poprzeczką.

Chwilę później na boisku pojawił się Arweładze i gra gospodarzy zaczęła układać się nieco lepiej. Dżanajew poradził sobie jednak z bombą Gruzina z dystansu, odbił też kolejną próbę Soriano i groźny strzał Mateja Puczki. Obu bramkarzom pomogli również obrońcy - w 81. minucie Gardawski wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Henrika Ojamyy. Po kilkudziesięciu sekundach Soriano minął już bramkarza, ale nie zdołał kopnąć piłki obok stojącego przy słupku Bożo Musy.

W końcówce po raz kolejny dał o sobie znać Forsell. Fin zrobił to, co w Ekstraklasie wychodzi mu najlepiej - popisał się świetnym strzałem z dystansu. Z rzutu wolnego kopnął jednak piłkę minimalnie zbyt wysoko i młodego bramkarza Korony uratowała poprzeczka. W doliczonym czasie gry gospodarze postraszyli jeszcze rywali, ale Dżanajewa nie pokonali.

Korona Kielce - Miedź Legnica 0-0

Damian Gołąb

Ekstraklasa: wyniki, tabele, terminarz, strzelcy

Ranking Ekstraklasy - sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL