Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Korona Kielce - Lech Poznań 2-2 w 12. kolejce Ekstraklasy

W ostatniej akcji meczu Korona Kielce uratowała punkt w starciu z Lechem Poznań. Remis 2-2 nie pozwolił jej jednak opuścić strefy spadkowej, a goście zostali ukarani za swój minimalizm z drugiej połowy.

Gdy mecze tych drużyn odbywają się w Poznaniu, niemal w ciemno można założyć, że trzy punkty zdobędzie "Kolejorz", a rywale wyjadą nawet bez gola. W Kielcach spotkania Korony i Lecha zwykle były bardziej zacięte, dwukrotnie wygrywali nawet gospodarze. Ten drugi przypadek miał miejsce rok temu, a kielczanom mocno "pomógł" stoper Lecha Marcin Kamiński, który w pierwszych minutach wyleciał z boiska.

Tym razem pierwsze minuty zdecydowanie należały do gości, którzy po kwadransie powinni prowadzić co najmniej 3-0. Jedną z tych okazji zmarnował Kamiński, choć "zmarnował" to złe słowo. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zgraniu piłki przez Łukasza Trałkę, "Kamyk" świetnie się odwrócił i uderzył - Vytautas Cerniauskas był jednak w odpowiednim miejscu. Jeszcze lepszą sytuację miał Gergo Lovrencsics, a asystował mu stoper Korony Radek Dejmek, który zupełnie pogubił się na linii pola karnego. Węgier nie trafił w bramkę. Gola zdobył za to w 5. minucie Kasper Hamalainen, także przy udziale rywala. Darko Jevtić zagrał piłkę w pole karne, Paweł Golański wybił ją nie w tę stronę co trzeba, a Fin z bliska zdobył gola. Do tego obrazu ogromnej przewagi Lecha można dodać jeszcze celne uderzenia Szymona Pawłowskiego, z którymi problem miał bramkarz Korony.

Reklama

Gospodarze mieli problem z opuszczeniem własnej połowy, nie radzili sobie z pressingiem lechitów. Szansą okazały się jednak dla nich stałe fragmenty gry. W 16. minucie drugą asystę w tym meczu, tym razem przy strzale kolegi ze swojej drużyny, zaliczył Golański, a głową wyrównał po rzucie rożnym Olivier Kapo. Ten gol dodał trochę wiary piłkarzom Korony, a przynajmniej sprawił, że goście przestali szturmować bramkę Cerniauskasa. Nagle okazało się, że Kapo jest w stanie przetrzymać piłkę w środku pola, Vlastimir Jovanović może odebrać ją rywalom, zaś Paweł Golański - celnie dośrodkować.

Po kilkunastu dość sennych minutach ożywienie znów wnieśli lechici. Trener Lecha Maciej Skorża nie wystawił do gry klasycznego napastnika - Zaura Sadajewa zostawił na ławce, a Dawida Kownackiego na trybunach. Goście zaczeli z Kasperem Hamalainenem na szpicy, ale pozycję Fina często zajmowali skrzydłowi czy Jevtić. Tak było w 28. minucie, gdy Skorża zalecił zamianę pozycji między Hamalainenem i Pawłowskim. Ten drugi dostał przed polem karnym podanie od Karola Linettego, minął rywali i znalazł lukę między bramkarzem a bliższym słupkiem.

Prowadzenie Lecha po pierwszej połowie było jak najbardziej zasłużone. Poznaniacy dominowali, byli zespołem o dwie klasy lepszym i można się było spodziewać, że spokojnie ten mecz wygrają. Kielczanie atutów nie mieli prawie w ogóle, a postawę napastnika Siergieja Chiżniczenki można oceniać wyłącznie negatywnie. Lech nie zamierzał jednak "dobijać" rywala - dostosował się do gry ospałej i chaotycznej. Mimo to wciąż był o krok od zwycięstwa. Sędzia Jakubik doliczył trzy minuty, a gdy mijał ten czas, gospodarze mieli rzut wolny na połowie boiska. Po dośrodkowaniu Golańskiego pięknym strzałem z 15 metrów popisał się Jovanović, ale bramkarz Lecha kapitalnie zdołał obronić. Choć upłynęła już prawie minuta czasu ponad doliczony, sędzia Jakubik pozwolił kielczanom wznowić grę z rzutu rożnego. Tym razem po dośrodkowaniu Golańskiego piłka została przerzucona na dalszy słupek, a nadbiegający Kamil Sylwestrzak udem wbił ją do siatki. Gracze Korony skoczyli w górę z radości, a poznaniacy zostali ukarani za swoją pasywną postawę w drugiej części meczu.

Powiedzieli po meczu:

Ryszard Tarasiewicz (trener Korony): "Cały czas mam takie uczucie, że ci zawodnicy w każdym meczu dają z siebie maksimum pod względem fizycznym i technicznym. Prawdą jest, że w pierwszych 20-25 minutach pozwoliliśmy Lechowi przez nasze błędy indywidualne stworzyć kilka okazji. Rzeczywiście nasza sytuacja, już w pierwszej połowie, mogła się mocno skomplikować. Ale generalnie ten mecz od pierwszej do ostatniej minuty pokazał, że nawet w ciężkich momentach można odwrócić losy spotkania".

Maciej Skorża (trener Lecha Poznań): "To był mecz, w którym już w pierwszej połowie powinniśmy bezpiecznie prowadzić i kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. Na własne życzenie zremisowaliśmy i to w ostatniej chwili. Trudno mówić więc o innym uczuciu niż wściekłość. Mimo że nie graliśmy dzisiaj dobrze, stworzyliśmy wiele sytuacji i mogliśmy wygrać. Niestety stałe fragmenty gry wystarczyły Koronie, by zabrać nam dzisiaj dwa punkty".

Andrzej Grupa

Korona Kielce - Lech Poznań 2-2 (1-2)

Bramki: 0-1 Hamalainen (5.), 1-1 Kapo (16.), 1-2 Pawłowski (28.), 2-2 Sylwestrzak (90. +5)

Korona: Cerniauskas - Golański, Malarczyk, Dejmek, Sylwestrzak - Kiełb, Jovanović ŻK, Kapo, Marković (75. Aankour), Janota - Chiżniczenko (53. Trytko).

Lech: Gostomski - Kędziora, Wołąkiewicz, Kamiński (77. Arajuuri), Douglas ŻK - Lovrencsics (82. Formella), Trałka, Linetty, Jevtić, Pawłowski - Hamalainen (71. Sadajew ŻK).

Sędziował Krzysztof Jakubik z Siedlec.

Widzów: 7401.

Zobacz wyniki, tabelę, terminarz i strzelców Ekstraklasy!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje