Reklama

Reklama

Kolejny wybryk Sašy Balicia - bandycki faul "załatwił" Koronę Kielce

Brutalny i głupkowaty faul Sašy Balicia sprawił, że Korona Kielce przez blisko 80 minut musiała grać w osłabieniu przeciwko Warcie Poznań, która przegrała przecież trzy z czterech wcześniejszy spotkań. Teraz jednak wygrała w Kielcach 1-0 i udowodniła, że lepiej radzi sobie na wyjazdach niż na swoim boisku.

Przed tą kolejką Korona Kielce miała najwięcej fauli spośród wszystkich drużyn Ekstraklasy, ale do twardej walki drużyny prowadzone przez Leszka Ojrzyńskiego zdołały już przyzwyczaić. - Będą łokcie, krzyki, faule - taka bardzo fizyczna gra - mówił przed tym spotkaniem trener poznaniaków Dawid Szulczek. Chyba jednak nie spodziewał się, że już od 12. minuty jego zespół będzie grał w przewadze, po brutalnym wślizgu Sašy Balicia w nogę postawną Miguela Luisa. Sędzia Sebastian Krasny pokazał najpierw żółtą kartkę, ale po interwencji VAR i obejrzeniu sytuacji na monitorze, od razu zmienił decyzję. 

Reklama

Czwarty raz Sašy Balicia - to był kluczowy moment!

Obrońca z Czarnogóry oglądał już kiedyś w Ekstraklasie czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych (pod koniec pierwszej połowy meczu z Górnikiem Zabrze), dostał drugą żółtą i czerwoną po meczu derbowym ze Śląskiem, a także został wykluczony za wbiegnięcie na murawę i uderzenie w twarz Karola Angielskiego z Radomiaka. Teraz pierwszy raz wyrzucono go bezpośrednio za faul, a to miało kluczowe znaczenie dla tego spotkania. Korona do tego momentu grała dość rozważnie, jakby patrzyła, na co stać rywali z Poznania. A Warta czekała na okazję do kontry, ale gdy już zyskała przewagę liczebną, przeszłą do ofensywy. W 15. minucie Konrad Matuszewski wrzucił piłkę z lewego skrzydła, a Luis powinien był zdobyć dla Warty bramkę. Miał do niej pięć metrów, idealnie nabiegł, a jednak trafił futbolówką w poprzeczkę. Trener Ojrzyński dość szybko zareagował defensywną zmianą, co pozwoliło jego drużynie lepiej organizować się na swojej połowie. Niby Warta miała przewagę, ale niewiele z tego wynikało.

W 35. minucie sytuacja się jednak zmieniła - po piąstkowaniu Konrada Forenca piłka poleciała za pole karne, a nadbiegający Luis, widząc będącego daleko od bramki Forenca, chciał od razu oddać strzał. I oddał, a piłka pewnie by przeleciała wysoko nad poprzeczką. Tyle że stojący w polu karnym Adrian Danek wykonał dziwny pad z rękami wystawionymi do góry - i w rękę został trafiony. Warta dostała rzut karny i tak jak kiedyś miała z nimi duże problemy, to ostatnio nie ma. Od końca kwietnia egzekwuje je Michał Kopczyński i dziś trafił po raz trzeci. Konrad Forenc był jednak bliski skutecznej interwencji.

Po tym golu Korona jakby się obudziła. Choć grała w dziesiątkę, to przejęła inicjatywę, kilka razy zagroziła lepszej z dwóch poznańskich drużyn w tym sezonie. Pierwszy strzał oddała dopiero w 39. minucie, ale od razu mogła wyrównać. Po rzucie rożnym główkował Kyryło Petrow, tyle że trafił w słupek. Jedną z akcji lepiej mógł też wykończyć Bartosz Śpiączka, a Adam Frączczak wybrał próbę padu bez interwencji obrońcy Warty zamiast dogrywać do kolegów.

Ambitna gra Korony w drugiej połowie - atakowała, ale nie wyrównała

Ta niezła końcówka pierwszej połowy w wykonaniu Korony Kielce mocno chyba zirytowała trenera Warty, bo w przerwie dokonał dwóch zmian. A to kielczanie nadal próbowali atakować po przerwie. W 47. minucie celnie głową uderzył Śpiączka, piłka trafiła jeszcze po drodze w rękę Dimitriosa Stavropoulosa, ale Grek miał ją ustawioną przy ciele. Po kilku kolejnych minutach Warta opanowała sytuację, przetrzymywała piłkę, ale nie stwarzała żadnego zagrożenia.

Trener Korony zaczął za to wprowadzać nowych ofensywnych graczy. Gdy minęła 70. minuta, w polu karnym Warty było coraz goręcej. Kielczanie raz po raz starali się wrzucać piłkę przed bramkę Adriana Lisa, ale golkiper Warty i jego rośli stoperzy byli czujni. Dwa razy Korona oddała też celne strzały, ale w obu przypadkach Lis nie miał problemów ze skuteczną interwencją. Groźniejsze było uderzenie w 88. minucie Jana Grzesika z Warty, ale i nim Forenc sobie poradził.

Warta po raz drugi wygrała więc na wyjeździe i oddaliła się od trefy spadkowej. Do tego wygrała już szesnasty mecz wyjazdowy od momentu swojego powrotu do Ekstraklasy, podczas gdy w Grodzisku Wlkp. komplet punktów zdobyła tylko dziesięć razy.

Korona Kielce - Warta Poznań 0-1 (0-1)

Bramka: 0-1 Michał Kopczyński 36. z karnego

Korona: Forenc - Danek (70. Zarandia), Petrow, Trojak, Balić Cz-12 - Szpakowski (19. Zebić Ż), Sewerzyński Ż - Łukowski, Takáč (46. Deaconu), Frączczak (60. Jacek Kiełb) - Śpiączka Ż (60. Szykawka).

Warta: Lis - Ivanov, Szymonowicz, Stavrópoulos Ż - Grzesik, Kopczyński (68. Mäenpää), Żurawski (46. Kupczak), Matuszewski (90. +3 Pleśnierowicz) - Luís (46. Corryn Ż), Jakub Kiełb (73. Szmyt) - Zreľák.

Sędzia: Sebastian Krasny (Kraków).

Widzów 12743.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL