Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (32 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (32 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Piast Gliwice (21 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (21 pkt.)

Polskie talenty przepadły za granicą. Casus Starzyńskiego i Wolskiego

Polska piłka miała mieć z nich pożytek przez długie lata, ale obaj się zagubili i zrobili kilka kroków wstecz. Po nieudanej przygodzie za granicą nad Wisłę wrócili Filip Starzyński i Rafał Wolski. W Belgii im nie wyszło, a w Polsce znów grają pierwsze skrzypce.

Według rankingu krajowego UEFA liga belgijska jest dwukrotnie lepsza od Polski. Zajmuje dziewiątą pozycję, a my jesteśmy na 18. miejscu. Choć to tylko statystyki, rzeczywistość dla polskich piłkarzy okazuje się brutalna. Bo Belgia w Polsce jest niedoceniana, a jak się okazuje, to za wysokie progi dla wyróżniających się zawodników nad Wisłą.

O jednym mówiono "chorzowski Figo", a drugi był nadzieją reprezentacji Polski na Euro 2012. Filip Starzyński i Rafał Wolski lada dzień mieli być flagowymi postaciami naszej kadry. Lata uciekają, a złe decyzje utalentowanych pomocników sprawiły, że rundę wiosenną sezonu 2015/2016 spędzą w Polsce.

Reklama

Starzyński rok temu wyjechał z Ruchu Chorzów do belgijskiego Lokeren. Wolski natomiast jesień spędził w KV Mechelen. To ten sam klub, z którego wypromował się Milosz Kosanović, były obrońca Cracovii. Teraz Serb, który w polskiej lidze był jednym z przeciętnych graczy i niczym się nie wyróżniał, trafił do mocnego Standardu Liege za blisko 3 mln euro. Można.

Starzyński w Lokeren przepadł. Wystąpił tylko w dziewięciu meczach, głównie wchodził z ławki rezerwowych i łącznie uzbierał 342 minuty. To stanowczo za mało, jak na aspiracje pomocnika.

Rozgrywający z podkulonym ogonem wrócił do Ekstraklasy, a zgłosiło się po niego Zagłębie Lubin. Klub z Dolnego Śląska był bardzo konkretny i jedna tura negocjacji wystarczyła, by go wypożyczyć. W umowie jest też opcja wykupu zawodnika za 500 tysięcy euro.

- Zagłębie odezwało się bardzo szybko. Nawet nie rozpatrywałem innych ofert, bo błyskawicznie się dogadaliśmy - mówi Starzyński.

- Zdecydowałem się bardzo szybko. Porozmawiałem z trenerem, który powiedział mi, że widzi mnie w składzie na tę rundę. Zależało mi na tym, by regularnie grać i dlatego odszedłem - dodaje.

I w pierwszych trzech meczach wiosny Starzyński był wiodącym piłkarzem Zagłębia. Nic nie zatracił ze swej przebojowości, wciąż czaruje techniką i napędza akcje drużyny, która bardzo dobrze spisuje się na początku rundy. "Techniki się nie traci" - mówi stare porzekadło, a sprawdza się to doskonale w jego sytuacji.

Podobnie jak w przypadku Rafała Wolskiego. Pomocnik wyjechał z Polski jeszcze wcześniej, bo w styczniu 2013 roku. Trafił do włoskiej Fiorentiny, gdzie nie miał szans na grę. Później był wypożyczany do Bari czy Mechelen, ale tam też miał ogromne problemy z regularnymi występami.

Teraz wrócił do Polski i kierunek jest zaskakujący, bo wylądował w Wiśle Kraków. Na razie wystąpił tylko w jednym meczu, ale już po kilkunastu minutach widać było, że pośród przeciętnych graczy, Wolski prezentował się jak piłkarz z innej planety. Czarował techniką, dyktował tempo gry i nie bał się indywidualnych akcji.

- Myślę, że nie było źle jak na początek. Były lepsze i gorsze momenty, a w ostatnich 10 minutach czułem już zmęczenie. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach będzie już lepiej - mówi Wolski po debiucie w barwach Wisły.

Co się jednak stało, że piłkarze, którzy w Polsce czarują, nie mogli przebić się w przeciętnych klubach belgijskich? Liga ta nie uchodzi za wybitnie mocną, choć regularnie jej przedstawiciele biją się w Lidze Mistrzów. Np. w tym sezonie KAA Gent awansowało do fazy pucharowej. I właśnie tu trzeba szukać największych dysproporcji.

Występy w Lidze Mistrzów sprawiają, że cała belgijska piłka idzie do przodu. Przeciętne kluby, takie jak Mechelen czy Lokeren, starają się dorównywać tym najlepszym. I dlatego poprawia się baza infrastrukturalna czy szkolenie młodzieży. A wraz z tym poziom sportowy we wszystkich klubach. Starzyński i Wolski mieli więc problemy z regularną grą, bo po prostu liga belgijska jest mocna, zdecydowanie bardziej wymagająca od polskiej.

Starzyński: - Cieszę się, że mam okazję grać. W Belgii bym nie mógł. Zdecydowałem się na taki krok i mam nadzieję, że to będzie z korzyścią dla mnie.

Wolski zwraca też uwagę na inny aspekt. Chodzi o sprawę aklimatyzacji w nowym otoczeniu i życia daleko od Polski.

- Granie to jedno, a ważne jest też życie za granicą, zaufanie drużyny, trenera. Filip był w Lokeren, a nie dostał prawdziwej szansy. To jest trudne, bo jesteś odseparowany od rodziny, przyjaciół, poznajesz nowe otoczenie, a to wszystko łatwe nie jest - wyjaśnia były reprezentant Polski.

- Polska liga idzie w górę. Dochodzą do mnie sygnały z zagranicy, że Ekstraklasa jest ciekawa, a coraz więcej osób ją ogląda. Mam nadzieję, że wszystko idzie w dobrym kierunku - dodaje Wolski.

Obaj w przeszłości występowali w reprezentacji Polski i mieli stać się rozgrywającymi z prawdziwego zdarzenia. W tej chwili trener Adam Nawałka preferuje inne ustawienie, ale nieobliczalni pomocnicy mogliby się mu przydać. Może jeszcze nie teraz, a w perspektywie kilku lub kilkunastu miesięcy. O ile oczywiście będą się wyróżniać.

- Każdy zawodnik chyba o tym myśli, ale trzeba spełnić wiele czynników, a ja na razie jestem od kadry daleko - szczerze przyznaje Starzyński.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL