Reklama

Reklama

  • 1 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 6 .Warta Poznań (1 pkt.)
  • 7 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 8 .Cracovia (1 pkt.)

Tomasz Frankowski vel "Franek" - ofiara normalności

Nie jest ani najlepszy, ani najdroższy, ani najlepiej opłacany. Nie ma strzału z dystansu, dryblingu i jest marnej postury. Na Zachodzie kariery nie zrobił, ale w Polsce jest fenomenem. Podziwianym i lubianym coraz bardziej.

"Paradoks polega na tym, że są napastnicy lepsi, ale zdobywają mniej goli" - słowa Jerzego Pilcha trafnie ujmują ambiwalencję problemu. Z pozoru Tomasz Frankowski nie ma ani jednej cechy, która czyniłaby go piłkarzem niezwykłym. 172 cm wzrostu, a jednak ponad 10 proc. goli zdobył głową. 64 kg wagi, ale rzadko pozwala się przepchnąć. Szybkością nie grzeszy, ale myśli i działa szybciej niż inni. Swojego 138. gola w lidze polskiej zdobył dobijając strzał kolegi z Jagiellonii - gdy ruszał do piłki, miał aż 9 metrów straty do obrońców!

Najwybitniejszy od czasów Kmiecika

Parę lat temu podczas treningu w Krakowie stał oparty o słupek, kiedy jeden z piłkarzy Wisły strzelił, a piłka odbiła się od niego i wpadła do siatki. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Zbyt wielu ludziom wydaje się, że Frankowski nie musi robić nic, by zdobywać gole. Tymczasem ten "zwyczajny" napastnik - bez siły, wzrostu i szybkości - jest najwybitniejszym strzelcem w lidze polskiej od czasów Kazimierza Kmiecika (153 bramki). W dodatku zagrał w niej o 74 mecze mniej niż legenda Wisły Kraków.

Reklama

Szokujący jest też fakt, że choć jego średnia bramek w reprezentacji wynosi aż 0,45, na poważnie nigdy nie dostał w niej szansy. W eliminacjach mundialu w Niemczech seryjnie trafiał do siatki, ale selekcjoner Paweł Janas z uporem maniaka widział w nim tylko zmiennika. Nawet już po awansie, w ostatnim meczu z Anglią na Old Trafford wszedł do gry z ławki, zdobywając bramkę na 1-1. Kilka miesięcy później w szoku pogrążony był cały kraj, kiedy selekcjoner nie zabrał na mundial swojego najlepszego strzelca.

Janas wyżej od niego cenił Brożka i Żurawskiego

Janas był tak naprawdę niewolnikiem stereotypu, który kazał traktować Frankowskiego jak gracza niezdolnego wybić się ponad poziom własnego podwórka. Festiwale bramek, które urządzał w Polsce, nie przemawiały za nim, ale za słabością naszej ligi. Janas wyżej cenił nie tylko Macieja Żurawskiego, ale i 23-letniego wtedy Pawła Brożka. Wszyscy trzej grają dziś w polskiej lidze, a 36-letni Frankowski zdobył w tym sezonie dwa razy więcej bramek dla Jagiellonii niż dwaj pozostali w sumie dla Wisły.

W ten niezwykły dzień, kiedy Janas ogłaszał kadrę na niemiecki mundial, zszokował nawet swojego asystenta. Maciej Skorża zgłosił swoje wotum separatum. Kiedy jednak dwa lata temu "Franek" wracał do Polski, ten sam Skorża, jako trener Wisły, uznał, że nie jest już napastnikiem na miarę najlepszego klubu w kraju. Dziś liderem ligi jest Jagiellonia z Frankowskim w składzie.

"Franek" drogo zapłacił za swoją "zwyczajność". Ale nie narzeka. Sam uważa się za "prostego chłopaka z Białegostoku", choć jego refleksje dotyczące świata i futbolu przerastają znacznie poziom przeciętnego piłkarza.

Ma spore grono wielbicieli, wśród nich byłego bramkarza Macieja Szczęsnego, który, gdy kilka lat temu zdecydował się na transfer do Wisły, podszedł do Frankowskiego i powiedział: "Nie miałem innego pomysłu na to, byś przestał mnie dręczyć".

Najwyższy zrzuca mu piłkę na nogę

Opisując fenomen Frankowskiego Szczęsny chwali jego piłkarski "nochal". Chodzi o coś tak nieuchwytnego jak intuicja. Radzi młodym napastnikom, by patrzyli na "Franka", jeśli sami mają problem z przewidzeniem wydarzeń na boisku. Jerzy Pilch opisuje wielkość Frankowskiego w ten sposób: "Potrafi stanąć w tym miejscu pola karnego, z którego Pan Bóg rzuci mu na nogę piłkę".

Sam Frankowski cytuje biografię koszykarza Dennisa Rodmana, który opisywał, że już podczas lotu piłki w kierunku tablicy analizował, gdzie się odbije i spadnie. Dzięki temu, mimo niezbyt wybujałego wzrostu, był najlepszym zbierającym w NBA. "Staram się robić to samo" - mówi Frankowski.

Franciszek Smuda zaproponował, by 36-latek pomagał mu przygotować napastników do Euro 2012. Frankowski się zgodził, choć jeszcze niedawno twierdził, że mógłby szkolić wyłącznie dzieci ("po to zarabiałem jako piłkarz, by do końca życia pracować dla przyjemności"). Niektórzy fani widzą jednak weterana w kadrze w innej roli.

Nie podbił Francji, Hiszpanii, Anglii, ani USA

"Ciemną stroną Księżyca" jest dla niego kariera za granicą. Jako nastolatek nie zdołał podbić Francji. W trzy lata zdobył zaledwie trzy gole dla Strasbourga. Przez chwilę pracował u Arsene'a Wengera w japońskim Nagoya Grampus Eight, a potem grał nawet w III lidze francuskiej. W 1998 roku wrócił do Polski, gdzie pod kierunkiem Smudy powstawała wielka Wisła. Zadebiutował w kadrze u Janusza Wójcika, który jednak stwierdził, że jest za mały. Za mały był też dla Jerzego Engela, dopiero Pawał Janas dał mu szansę. Dał i zaraz odebrał.

Pięć lat temu sfrustrowany kolejną porażką Wisły w eliminacjach Ligi Mistrzów postanowił jeszcze raz spróbować za granicą. Dla wielu fanów z Krakowa w jednej chwili zmienił się z symbolu klubu w persona non grata. Zapłacił jednak za ten krok jeszcze wyższą cenę, marnując niemal trzy lata.

Dla drugoligowego hiszpańskiego Elche zdobył 8 bramek i trafił do II ligi angielskiej (Wolverhampton). System "kopnij biegnij" zrujnował go fizycznie i psychicznie. Nie odbudował go ani powrót do Hiszpanii, ani gra w Chicago Fire. Do Polski wracał na tarczy, ale nie pozwolił złożyć się w mauzoleum.

Swoje miejsce odnalazł w Białymstoku, gdzie w latach 80. wszystko się zaczęło. Na podwórku, na którym dorastał, nie było nic, tylko trzy boiska.

Tak gole dla Wisły strzelał Tomasz Frankowski!

Najlepsi strzelcy w historii ligi polskiej

186 - Ernest Pohl (Legia Warszawa 43, Górnik Zabrze 143) 1954-1966 (264).

182 - Lucjan Brychczy (Legia Warszawa 182) 1954-1971 (368).

167 - Gerard Cieślik (Ruch Chorzów 167) 1948-1959 (237).

155 - Włodzimierz Lubański (Górnik Zabrze 155) 1963-1975 (234).

154 - Teodor Peterek (Ruch Chorzów 154) 1928-1939 (189).

153 - Kazimierz Kmiecik (Wisła Kraków 153) 1970-1982 (304).

145 - Jan Liberda (Polonia Bytom 145) 1955-1971 (304).

141 - Teodor Anioła (Lech Poznań 141) 1948-1957 (196).

139 - Tomasz Frankowski (Jagiellonia Białystok 24, Wisła Kraków 115) od 1992 (230)

Kolejno: ogólna liczba bramek, kluby i liczba goli zdobyta dla każdego z nich, lata gry w polskiej lidze i w nawiasie ogólna liczba rozegranych w niej meczów.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Czytaj również:

Sprawa licencji dla ŁKS-u wraca na wokandę

Dowiedz się więcej na temat: gole | Paweł Janas | franek | Tomasz Frankowski | frankowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL